Trzy krzyżyki czyli 30 plus. Kim jesteśmy?

Z tego, że jestem trzydziestolatkiem, dużo wynika. Najprościej zacząć oczywiście od arytmetyki. Urodziłem się pod koniec 1983 roku, a zatem szkołę podstawową rozpocząłem w roku 1990. To z kolei oznacza, że ominęły mnie testy kompetencji. Rocznik 1984 już przez nie przechodził. Ominęło mnie gimnazjum, które przytrafiło się rocznikowi ’86, o włos ominęła mnie Stara Matura, ale, na szczęście, koniec końców nie pisałem Nowej (Ministro Łybacka, po stokroć dziękuję!).

Moja data urodzenia oznacza również, że w roku 1990 „system” zmienił się dla mnie w dwójnasób. Z przedszkola przeszedłem na drugą stronę ulicy – do podstawówki. Oprócz tego, z socjalistycznego przedszkolaka stałem się kapitalistycznym uczniem.

Oczywiście, trzydziestoletniość implikuje o wiele więcej. W ostatnim czasie, najciekawszym zjawiskiem w moim najbliższym otoczeniu są naturalnie pojawiające się niczym grzyby po deszczu dzieci. Dzieci prawdziwe, jak i córki o drugim imieniu Spółka. Puff! – I jesteśmy dorośli! Zaczynamy majstrować najróżniejsze cuda! Z pracowników zamieniamy się w pracodawców. Z dzieci – w rodziców.

Pamiętam jak kiedyś mówiono o nas, że jesteśmy problemem. Bombą demograficzną, trzecią falą powojennego baby boomu, nadpodażą na rynku pracy. I choć jakoś rozpłynęliśmy się w mrokach najnowszych dziejów RP, ta łatka „problemu” zrobiła swoje. Wydaje mi się, że cały czas nie chcemy problemu sprawiać.

Pewnie nie wiedzieliście nawet, że jesteśmy najliczniejszym pokoleniem – urodzonych w dziesięcioleciu 1980-1989 jest 6,1 miliona Polek i Polaków. To właśnie My.

Sęk w tym, że to „My” istnieje tylko w demograficznych opisach. Na poziomie naukowej abstrakcji. Jesteśmy niczym innym jak statystyką. A powód tego jest prozaiczny – w naszych w głowach nie ma świadomości żadnego „My”.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Skutki tego niebytu są całkiem wymierne. Aby zrozumieć to lepiej, spójrzmy przez moment na bodaj najgoręcej komentowany program polityki społecznej – to przecież My jesteśmy grupą docelową, do której kierowany jest państwowy program 500+.[1]

A są i bardziej zawoalowane oferty. Reforma edukacji też nie jest tak przerażająca dla osób, które same kończyły 8-letnią podstawówkę. A chaos związany z tak prędko wprowadzaną reformą? Mam dwójkę dzieci – dwu- i czteroletnie. Zanim pójdą do podstawówki, chaos zdąży minąć.

Proszę mnie nie zrozumieć źle – to, co piszę to nie pochwała miłościwie nam panujących. To tylko stwierdzenie dosyć najwyraźniej nieoczywistego faktu, że ktoś jednak rozpoznaje nas jako grupę, z tym, że traktuje jak przedmiot – przedmiot badań rynkowych.

Z punktu widzenia marketingowego planu, w ujęciu ilościowym, jako największy segment wiekowy, jesteśmy kluczowi stanowiąc 20% wyborców. Dobrze jest zatem szukać zachęty trafiającej w nasz najniższy wspólny mianownik. Tą zachętą, w mojej ocenie, może być chociażby właśnie wizja nieco ułatwionego rodzicielstwa.

Nie mniej, w mojej prywatnej ocenie ciekawsze jest ujęcie jakościowe. Ostatnio przyglądam się nam, trzydziestolatkom, z bliska i jesteśmy całkiem ekstra! Ilu wspaniałych trzydziestolatków i trzydziestolatek spotykam na swojej drodze, ilu z nas zaczęło osiągać sukcesy na światową skalę! Jesteśmy o wiele lepiej wyedukowani od naszych rodziców, choć pewnie można zaryzykować stwierdzenie, że młodsze pokolenia będą wyedukowane jeszcze lepiej. Ale, z uwagi na geopolitykę, ich doświadczenia są siłą rzeczy o wiele uboższe. Bo to My jako ostatni „liznęliśmy” PRL-u[2].

Nasze dzieciństwo i wczesna młodość przypadły na czasy transformacji, co daje nam niezwykle unikatową perspektywę – projekt III RP znamy od jego narodzin, bo dorastaliśmy niemal równo z nim. To nasz młodszy brat (lub młodsza siostra).

Ale, jak zdążyłem zauważyć na wstępie, „My” nie istniejemy w jakimś bardziej konkretnym sensie. Nie istniejemy, bo żaden z nas, trzykrzyżykowców i trzykrzyżykowczyń, nie nosi w sobie świadomości konkretnego „My”. Na chwilę obecną jesteśmy jedynie przedmiotem socjotechnicznych zabiegów. Czy nie warto byłoby tę świadomość zyskać?

Moja nauczycielka z czasów ośmioletniej podstawówki, p. Ceynowa, starała się wpoić nam nie tylko historię, której nauczała, ale także podstawy filozofii. I te podstawy sprowadziła do dwóch pytań – Kim jestem? Dokąd zmierzam?

Być może warto postawić sobie te pytania w liczbie mnogiej? Kim jesteśmy, drodzy trzydziestolatkowie, szanowne trzydziestolatki?

Wierzę, że jeżeli zaczniemy stawiać sobie to pytanie, prędzej czy później znajdziemy jakieś odpowiedzi. I być może odpowiedzi, które uzyskamy stworzą obraz na tyle wyraźny, że dzięki niemu zyskamy tę samoświadomość. A w następnym ruchu, już świadomi swojego jestestwa, zaczniemy także zastanawiać się nad kierunkiem, w który zmierzamy. I zyskamy podmiotowość.

W tym miejscu, by podeprzeć swoją teorię emocją, wspomnę o innym flagowej reformie, reformie mechanizmu leżącego u podstaw naszego ładu społecznego. Spójrzmy zatem na reformę emerytalną.

Nie skupiajmy się jednak przez chwilę na tym, czy ekonomicznie uzasadniona jest praca do 60, 65 lub 67 roku życia. Zamiast tego zastanówmy się dlaczego w ogóle nikt Nas nie zapytał w jakim wieku będziemy gotowi, by zacząć utrzymywać Naszych rodziców?

Być może, zyskując świadomość i określając kierunek, w którym zmierzamy, zaczniemy więcej pytań stawiać w ten sposób – z pozycji zbiorowego „Ja”. Jako zbiorowość zyskamy umiejętność, którą siłą rzeczy zmuszeni byliśmy nabyć wkraczając w dorosłość – asertywność.

Być może też owo „Ja” zacznie stanowić oś, dzięki której w debacie publicznej zacznie się dyskusja na tematy, które to My uważamy za istotne.

Najpierw wyprowadziliśmy się od rodziców. Teraz, gdy staliśmy się już dorośli, czas może powiedzieć naszym staruszkom – Nihil novi, motherfuckers!

CDN…


[1] Swoją drogą jaka piękna to marka, którą to można zapisać za pomocą czterech znaków!

[2] Dotyczy to zwłaszcza roczników 1980-1984. Dr hab. Witold Wrzesień, w opracowaniu o niepokojącym tytule „Czy pokoleniowość nam się nie przydarzy? Kilka uwag o współczesnej polskiej młodzieży”, określa wiek, w którym zaczyna się „pamięć społeczna” na 6 rok życia. Jeżeli ktoś kompetentny może skomentować i wyjaśnić czym miałaby być „pamięć społeczna”, chętnie dowiem się czegoś nowego.


Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com

Autor: Wendelin Jacober

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +3, liczba głosów: 5)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Wojtek Godek

Syn transformacyjnych pracoholików, resortowy wnuczek. Aktor dziecięcy, anglista, niezwykle leniwy tłumacz, młody przedsiębiorca z bogatym portfolio doświadczeń zawodowych. Od 10 lat profesjonalnie zajmuje się marketingiem oraz zarządzaniem. Pierwsze szlify zdobywał jako manager internetowego kasyna i serwisu pokerowego. Od dwóch lat kustosz pamięci zapomnianego gdańskiego podróżnika Ludwiga Plentego. Uwielbia zarówno oglądać, jak i kręcić filmy. Kocha swoje dzieci, żonę oraz miasto Gdańsk.