Emilia Herter: Śniło mi się, że się obudziłam

Świat stał się jednym wielkim sklepem monopolowym czynnym 24 h. Szkoda czasu na sen, mówią i że: nie przesypiaj życia, dodają. Wtrąca się nas w bezsenność. Bo jak śpimy, to nie konsumujemy, a jak nie konsumujemy, to nie żyjemy. A przecież jest wprost odwrotnie: jesteśmy wolni, kiedy śpimy, a żyjemy tylko wtedy, kiedy śnimy.

Całe życie człowiek musi zachowywać się, jak to mówią, odpowiednio. Przy stole musisz się zachowywać odpowiednio i to już od lat najwcześniejszych. Masz lat pięć i musisz zachowywać się odpowiednio przy stole. Chciałbyś jeść to, co chciałbyś jeść, ale nie możesz, bo musisz jeść to, co inni chcą, żeby było przez ciebie jedzone. Chcesz kanapkę z pomidorem, ale inni, a są to tak zwani dorośli, uważają, z nieznanych nikomu albo raczej ze znanych tylko sobie, powodów, że kanapka z pomidorem nie jest dla ciebie dobra, tylko dobra jest dla ciebie kanapka z pomidorem i kiełbasą. Nie chcesz kiełbasy, w sumie nic do kiełbasy nie masz, ale ponieważ masz lat pięć, musisz zjeść kiełbasę, jakby było coś złego w kanapce z samym pomidorem. Za dwadzieścia lat będziesz uwielbiać kiełbasę i będziesz mógł jeść sobie kiełbasę, kiedy tylko będziesz chciał, z pomidorem albo bez, ale teraz masz lat pięć, nie chcesz kiełbasy, ale musisz zjeść kiełbasę, bo ci każą, bo tak niby jest lepiej oraz tak niby ma być. W szkole też masz zachowywać się odpowiednio. Masz pytać wtedy, kiedy możesz pytać i odpowiadać na pytania wtedy, kiedy oczekuje się od ciebie, że będziesz na pytania odpowiadać. I nie możesz pytać o to, o co chciałbyś naprawdę zapytać, tylko masz pytać o to, czego od ciebie oczekują, żeby było przez ciebie zapytane. Później nie jest lepiej, tylko później jest gorzej, bo później masz pracę.

A w pracy, wiadomo, musisz zachowywać się odpowiednio. Musisz się ubierać, jak chcą od ciebie, żebyś był ubrany oraz musisz mówić to, co chcą, żeby było przez ciebie mówione i oczywiście robisz to. A robisz to, bo nie masz wyjścia, gdyż tym razem masz już zupełnie przesrane. Bo poza tym, że masz pracę, to masz jeszcze rodzinę i kredyt. No tak się złożyło, no tak się już w życiu składa, że jedno idzie w parze z drugim, no więc jest tak, że praca poszła w pewnym momencie w parze z rodziną i kredytem.

Całe życie człowiek musi zachowywać się odpowiednio. Całe życie, poza momentami, kiedy człowiek śpi. Bo kiedy człowiek śpi, człowiek może zachowywać się nieodpowiednio. Człowiek może mieć najbardziej nieodpowiednie sny i nikt człowiekowi nic, z powodu tych nieodpowiednich snów, nie zrobi.   

Śniła mi się lodówka „na pilota”. Pilotem był kot, więc kiedy uruchomiłam program do robienia kostek lodu, kot zaczął biegać po podwórku. Ponieważ nie umiałam wyłączyć kota, ten zaczął biegać coraz szybciej, a kostek lodu było coraz więcej. Kot biegał tak szybko, że wreszcie stanął w płomieniach. Palił się, jak pochodnia, ten kot – pilot do lodówki, ale nadal biegał, a kostki lodu wciąż były robione. „Niech ktoś zabije tego kota”, myślę sobie w śnie, bo jednak myślę w snach, ale nikt nie wiedział w tym śnie, jak zabić biegającego w ogniu kota i nikt nie potrafił powstrzymać robiących się na potęgę kostek lodu, bo kluczem, to znaczy pilotem, do kostek lodu był płonący kot. Czy ktoś ma pistolet?, pomyślałam sobie w śnie, bo chciałam w śnie zabić płonącego kota, ale najwidoczniej nikt w tym śnie nie nosił ze sobą pistoletu, bo nikt pistoletu w śnie nie wyciągnął i nikt kota nie zastrzelił. Nie mam nic przeciwko kotom, przeciwko kostkom lodu nie mam nic tym bardziej. Czasem mam jednak coś przeciwko płonącym kotom. Bo ile można patrzeć na płonącego kota i ile kostek lodu można wrzucić do jednej szklanki? Kota szkoda. A i lodu przecież szkoda również, myślę sobie, pomyślałam w śnie, a potem kostki lodu od płonącego kota się rozpuściły, a ja się obudziłam.

Georgina, Florian Perez
Georgina, Florian Perez

 

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Budzę się, jak to mówią, w środku nocy. Nie wiem, czym jest środek nocy. Jakbym miała wskazać środek nocy, gdyby ktoś zapytał mnie w ciągu dnia, gdyby, powiedzmy, taka na przykład ekipa telewizyjna zatrzymała mnie na Krakowskim Przedmieściu z pytaniem o to, która godzina jest środkiem nocy, to ja bym odpowiedziała, że środkiem nocy jest dokładnie trzecia nad ranem. Ale czasem środek nocy może być już o północy, a innym czasem środek nocy jest o ósmej rano. Każdy środek nocy jest inny. Mój środek nocy, tamtej nocy, pozostaje nieznany, bo nie spojrzałam na zegarek, kiedy obudziłam się ramionach wielkiego szwedzkiego fotografa. Poznałam go poprzedniego wieczora. On w ciągu dnia robił portrety pięknym polskim modelkom, a ja w ciągu dnia zabijałam czas. Spotkaliśmy się wieczorem, żeby porozmawiać o sztuce i literaturze, ale w rezultacie porzuciliśmy te rozmowy na rzecz wspólnego spania. Spania i tylko spania właśnie.

Chcieliśmy razem zasnąć, a potem razem się obudzić. Bez seksu, po prostu razem chcieliśmy spać. Zasnąć razem i śnić razem chcieliśmy, bo snu nam było potrzeba. On snu szwedzkiego chciał, a ja polskiego snu byłam spragniona. Chciałam, żeby ktoś mnie przytulił przed snem i żeby ktoś tulił mnie, kiedy ja sny mieć będę. Szwedzki fotograf nadawał się do tego doskonale. Duży był. Da radę przytulić mnie i moje sny, myślałam sobie, kiedy kładłam się ze szwedzkim fotografem do łóżka.

Obudziłam się więc w środku nocy w ramionach szwedzkiego fotografa. Szwedzki fotograf przytulał mnie mocno, dusząc mnie prawie, tak mocno spał i tak mocno śnił swoje szwedzkie sny ten szwedzki fotograf.

Delikatnie, najdelikatniej, jak tylko potrafiłam, odsunęłam wielką szwedzką rękę ze swojej polskiej szyi, po czym odwróciłam się w stronę szwedzkiego fotografa i długo patrzyłam na jego twarz, a potem równie długo odgarniałam jego białe włosy, opadające mu na oczy, które były w snach. Odgarniałam włosy z jego oczu, zastanawiając się nad tym, o czym śni ten wielki Szwed. Czy śni mu się sesja zdjęciowa, myślałam. I jakie kobiety mu się śnią, się zastanawiałam. A potem poczułam się tak bardzo szczęśliwa, że śpię sobie tylko dla samego spania z nieznanym mi szwedzkim fotografem, że aż się do siebie uśmiechnęłam, a uśmiechnęłam się do siebie tak mocno, że aż zrobiło się widno od tego mojego uśmiechu, więc szybko ręką usta zasłoniłam, żeby uśmiech schować i żeby znów w pokoju ciemność była, żeby znów noc zapanowała, skoro tu sen się dzieje, w dodatku sen szwedzki.

A potem, natychmiast i zupełnie niespodziewanie, się w Szwedzie zakochałam.

No więc obudziłam szwedzkiego fotografa z jego szwedzkiego snu i powiedziałam mu, że zmieniłam zdanie i że jednak chcę się z nim kochać, a on powiedział, że „ok”. Kochaliśmy się w półśnie, pomiędzy snem szwedzkim i polskim snem zawieszeni byliśmy, kiedy się kochaliśmy, więc było, jak to w snach, fajnie. To był taki sen, w którym wiesz, że śnisz i którym możesz manipulować. No więc manipulowaliśmy sobą. Ja manipulowałam Szwedem, a Szwed manipulował mną. A potem było rano, więc powiedziałam Szwedowi, żeby sobie poszedł. Bo ja mam za chwilę polski dzień, mówię mu, a i ty przed sobą masz przecież dzień szwedzki cały, niełatwy pewnie, mówię, a on na to:

Na pewno.

I poszedł sobie Szwed, a razem z nim opuściły mnie jego szwedzkie sny. I dopiero wtedy ja sama spokojnie zasnęłam, a jak zasnęłam, to miałam sny piękne, polskie sny to były, łany zbóż mi się śniły itakdalej.

Man Lighting A Ciggarette, Fabian Perez
Man Lighting A Ciggarette, Fabian Perez

 

Śniło mi się, że stoję za drzwiami i czekam na jakąś kobietę, którą chcę zabić. W jednej kieszeni mam pistolet, w drugiej kieszeni mam papierosy. Sprawdzam, w której kieszeni mam pistolet i mówię do siebie: w prawej masz pistolet, w lewej masz papierosy, nie pomyl kieszeni, myślę sobie w śnie i macam pistolet. Wtedy Ona otwiera drzwi, a ja wyciągam pistolet, celuję jej prosto w twarz i strzelam. Ona leży na podłodze, a ja ciągle strzelam jej w głowę, bo Ona nie chce umrzeć, tylko się śmieje. Nie chcesz umrzeć od głowy, to umrzesz od stóp, myślę sobie w śnie i strzelam jej w stopy, a Ona wreszcie umiera. Wtedy zabieram jej buty i zbiegam w tych jej butach na dół po schodach, a potem biegnę dalej, przez łąki i zboże, to mogło być żyto albo pszenica, nie wiem, nigdy nie umiałam odróżnić żyta od pszenicy, więc w śnie też nie potrafiłam. Ale biegnę przez to zboże, o którym nie wiem, czy to żyto czy pszenica, aż dobiegam do rzeki, gdzie stoi prom. Czy ja tym dopłynę do Polski?, pytam kobiety, która sprzedaje bilety, a ona na to: A gdzie pani chce dopłynąć? Do Warszawy, na Pragę, mówię, a ona odpowiada: Dopłynie pani. Chcę kupić bilet na prom, ale okazuje się, że nie mam pieniędzy, w kieszeni mam tylko pistolet i papierosy. No to sobie zapalę, pomyślałam sobie w śnie, po czym się obudziłam.

Nie pamiętam, kiedy zaczęłam mieć sny, związane z portalami społecznościowymi i z aplikacjami. W sumie nic w tym nadzwyczajnego. Jak cały dzień chodzisz po lesie, szukając grzybów, to nie jest niczym nadzwyczajnym, że później w nocy śnią ci się grzyby. No więc, kiedy cały dzień siedzisz na Facebooku, nie jest niczym nadzwyczajnym, że śni ci się Facebook. Moje sny o Facebooku są w zasadzie zawsze takie same. Albo piszę jakiś fenomenalnie zabawny i jednocześnie błyskotliwy językowo status (w ogóle w swoich snach bardzo dużo piszę, a piszę w snach zawsze doskonale, piszę tak, że sama w śnie nie mogę uwierzyć, że w ogóle tak można było napisać) albo wrzucam jakieś zdjęcie, na którym wyglądam lepiej niż Dita Von Teese i Charlize Theron razem wzięte. Następnie następuje fala lajków, która zalewa mój profil, a zalewa mnie tak totalnie, że w San Francisco padają serwery. W finale zostaję oficjalnie uznana królową Facebooka. Koronacja ma oczywiście miejsce na wall’u Marka Zuckerberga. W nagrodę dostaję pierwszy na świecie nagrobek (prototyp) z wbudowanym w marmur ekranem komputerowym, na którym wyświetla się mój Facebookowy profil. Wreszcie mogę sobie spokojnie umrzeć, myślę sobie, po czym, niestety, budzę się.

Monica Having Late Wine, Fabian Perez
Monica Having Late Wine, Fabian Perez

 

Śniło mi się, że mam śnić dla innych za pieniądze. Zatrudniły mnie trzy siostry, nie wiem, skąd wiedziałam w śnie, że to są siostry, bo wcale do siebie te kobiety nie były podobne, a w zasadzie: więcej: każda z nich była, od drugiej i trzeciej, zupełnie inna, ale przecież nigdy w śnie się nie wie, dlaczego jedno się wie na pewno, a drugiego nie wie się zupełnie i wcale. Jedna z sióstr mówi do mnie: „Chodź!”, no więc posłusznie za nią poszłam, bo dlaczego nie miałabym iść za kimś, jeśli ktoś mi proponuje, żebym za nim poszła, zwłaszcza w śnie? Każdy by tak zrobił na moim miejscu w moim śnie, myślę sobie, i idę, a w zasadzie wspinam się po schodach za jedną z sióstr. Wspinam się i cały czas wpatruję się w wielki i bardzo kształtny tyłek jednej z sióstr, tej, która mnie prowadzi, tej, która „Chodź!” do mnie powiedziała, a ja posłusznie za nią i jej tyłkiem poszłam. To były strasznie długie schody, więc w końcu zatrzymuję się i mówię do tej jednej z sióstr, a w zasadzie do jej wielkiego i kształtnego tyłka mówię: „Jeśli w tych moich snach mają być schody, to chcę podwyżkę”. A potem, nie wiem dlaczego, spadam z tych schodów. Normalnie to bym pomyślała, że to normalne. Bo ile to razy w snach spadało się w dół, a ze schodów to już spadało się w snach nieustannie. Ale tym razem myślę, że spadam ze schodów z zupełnie innych powodów i myślę, że spadam ze schodów, bo chciałam tę głupią podwyżkę.

Stoję na Kruczej i czekam na taksówkę. Trzęsę się z zimna i stoję przy jednym z ogrzewaczy restauracyjnych. Jestem kloszardem w złotej spódnicy i na wysokich obcasach. Wtedy podchodzi do mnie kloszard w żółtej kamizelce odblaskowej. Kloszard lgnie do kloszarda, a pijaka ciągnie do pijaka, wiadomo. Cieplej, pyta? Cieplej, odpowiadam, a wtedy on w tej swojej żółtej kamizelce dołącza do mnie i teraz razem ogrzewamy się przy restauracyjnym ogrzewaczu, a ogrzewamy się nielegalnie, bo ani ja w restauracji, do której przynależy ogrzewacz, nie byłam, ani „mój żółty kloszard” do tej restauracji przecież się nie wybiera.

Wie pani, stoję tu dopiero od kilku tygodni, mówi „mój żółty kloszard”, ale odkąd tu stoję, mówi dalej, widoczna jest pozytywna zmiana na ulicy, gdyż teraz obowiązują tu zasady co do parkowania samochodów, które to zasady ja w swojej osobie nadzoruję. Zadbałem, nie powiem, liczy się w człowieku ochota do zadbania oraz inwencja, inwencję miałem, mówi, żeby zadbać o porządek na ulicy, mówi dalej oraz, że: trzeba być przydatnym społecznie i ja jestem społecznie przydatny, dodaje, a ja myślę, że on jest rzeczywiście przydatny społecznie i się zastanawiam, czy ja społecznie przydatna też jestem, a potem myślę sobie, że mam w dupie, czy jestem społecznie przydatna i myślę jeszcze o tym, że ten kloszard w żółtej kamizelce jest na pewno o wiele bardziej społecznie przydatny niż ja w tej swojej złotej spódnicy, bo on już jest przydatny samym swoim chceniem bycia przydatnym, a ja, ponieważ przydatna być nie chcę, nie jestem przydatna u samych podstaw.

Chujowy ten ogrzewacz, powiem pani, powiedział mi kloszard. Ładnie to może i wygląda, płomień może i elegancko płonie, ale ogrzać to człowieka nie ogrzeje. Ja to mam dopiero miejscówkę, mówi zadowolony i pociera dłonią o dłoń.

A gdzie, pytam.

A przy metrze, mówi, a na wywiewach przymetrowych się rozkładam, kartony zawsze się znajdą, no jeszcze tak źle nie jest, żeby kartonów człowiekowi za darmo nie dali, wody nie dadzą, ale karton zawsze się dostanie, no wiec te kartony sobie rozkładam, co noc nowe, co noc czyste, co noc niewygniecione, a potem na tych kartonach na wywiewach przymetrowych się kładę, a ciepło to jest tak, że od razu zasypiam.

I co się panu śni, pytam.

A on mi, ten „mój żółty kloszard”, mówi na to, że nic mu się już nie śni, że tylko śpi, bo spać musi. No choćbym nie chciał, spać trzeba, mówi, ale żeby się śniło, to nie, nie pamiętam, mówi, żebym o czymś śnił, dodaje i marszczy czoło, po czym patrzy na mnie i pyta:

a pani, pani coś się śni?

Coś mi się śni, mówię, po czym wsiadam do taksówki i wracam do domu, a potem rzeczywiście coś mi się śni.

Dream Inside the Dream, Fabian Perez
Dream Inside the Dream, Fabian Perez

 

Najpierw jestem mężczyzną. Jestem więźniem i jestem niewolnikiem. ON (nie wiem, kim ON jest i nigdy nie widzę JEGO twarzy) bije mnie, a potem łamie mi rękę, która teraz wisi mi bezwładnie obok ciała. Przytulam rękę do ciała i myślę sobie, że potrzeba mi czasu, że tylko czasu mi trzeba, żeby wyleczyć tę rękę. ON wrzuca mnie do ciemnego pokoju z tą wiszącą mi bezwładnie u ciała ręką, a za chwilę, żeby zniszczyć mnie całkowicie, a jestem mężczyzną, wrzuca do pomieszczenia, w którym jestem, jakąś kobietę. Kobieta wygląda na tanią dziwkę, ma krzywo obciętą grzywkę i ciągle się do mnie uśmiecha. Nie mogę się z nią kochać z tą złamaną i wiszącą mi bezwładnie ręką, myślę sobie w śnie. I wiem, że ON tego ode mnie właśnie chce, chce, żebym się z nią kochał i chce, żeby dziwka mnie tym kochaniem zabiła. Zesłał na mnie dziwkę, żeby mnie wykończyła, myślę sobie w śnie, a jestem mężczyzną ze złamaną ręką i z dziwką w ciemnym pokoju. A potem nagle mam wyleczoną rękę i próbuję uciec.

Chodzę po ogromnym sadzie z wózkiem wypełnionym metalem. Ten metal mnie chroni. Dzięki temu metalowi, który wożę na wózku obok drutu kolczastego, jestem niewidoczny, bo metal wytwarza pole elektromagnetyczne, które uniemożliwia JEMU znalezienie mnie, tak myślę sobie, tak jest w śnie. A potem nie jestem już tym mężczyzną, tylko jestem kobietą, która tego mężczyznę, ciągnącego wózek metalu, całuje. Rysuję mu flamastrem na klatce piersiowej i na rękach mapę, która pomoże mu stąd uciec.

Nie bój się, mówię, a jestem teraz kobietą, nawet jeśli ON cię znajdzie, to ja mam napisany na plecach szyfr, którego ON nie zrozumie, a który pozwoli ci stąd uciec, mówię jeszcze, po czym całuję go w usta i jest to najwspanialszy pocałunek, jaki kiedykolwiek w życiu miałam.

Całuję go długo i jest to naprawdę coś wspaniałego. Chciałabym, żeby to całowanie nigdy się nie skończyło.

Wtedy pojawia się inna kobieta. Jest naga i piękna, a ja jestem o nią zazdrosna. Ale on ignoruje ją, znowu całuje mnie, a potem wskakuje do jeziora i próbuje płynąć. Woda jest jednak strasznie płytka w tym jeziorze, to nie jezioro, tylko wielki plastikowy basen dla dzieci. A potem ten mężczyzna, którym najpierw byłam, a którego potem całowałam, leży na ziemi, na trawie, a ON znajduje go. Nadal nie widzę w śnie JEGO twarzy. Widzę tylko, że ON obcina mojemu mężczyźnie, temu, którego całowałam, a którym wcześniej byłam, rękę, na której narysowana jest mapa ucieczki. I wtedy ten mężczyzna, którym byłam, a którego potem całowałam, mówi do NIEGO odważnie: „Obetnij mi i drugą rękę!” I wtedy ON to robi. I widzę na ziemi dwie ręce, dwie ucięte od łokci ręce z rozrysowaną na nich mapą ucieczki. A potem jest później i mój mężczyzna, którym najpierw byłam, a którego później całowałam, jest starcem, w dodatku bez rąk i bez nóg. A ja jestem starą kobietą, która przychodzi do niego. Przytulam go i mówię: jestem stara, ale i tak wyglądam lepiej od ciebie. A on się śmieje.

Wtedy budzę się i, zupełnie nie wiadomo dlaczego, jestem zachwycona.

Kiedyś będzie tak, że śnić będziemy w ramach pracy. Dostaniemy brief na noc, podłączymy się pod sen, a rano obudzimy się z gotową, wykonaną robotą. Najpierw odebrano nam wodę, dzięki czemu nie mamy dziś dostępu do wody pitnej, tylko mamy dziś dostęp do wody butelkowej, za opłatą, w obrzydliwych plastikowych butelkach, co za idiotyzm!

Za chwilę odbiorą nam powietrze.

Nestle będzie sprzedawać świeże powietrze, prosto z gór albo znad morza, będziesz mógł sobie wybrać, czy chcesz oddychać Powietrzem Alpejskim, czy Powietrzem Bałtyckim. D’Azur to będzie taki odpowiednik Perrier. Domy handlowe (te nie znikną) wypełnione będą interaktywnymi reklamami powietrza. Co chwilę będziesz wchodził w sferę innego powietrza, a czuły kobiecy głos nęcąco będzie się do Ciebie zwracał i to w dodatku po imieniu: „Emilio, odetchnij pełną piersią! Kup świeże i zdrowe Powietrze Montenegro. Twoje płuca są tego warte!” albo (to dla młodszych adeptów oddychania, target wiekowy: 16-26): „Masz już dosyć powietrza, którym oddychają twoi rodzice? Zamień ich nudne powietrze na coś naprawdę fajnego! Cola Air, teraz również w wersji light – chudniesz z każdym oddechem!”.

Wreszcie odbierze się nam sen.

Bo po co śnić dla samego snu? Bez sensu. Dlaczego w trakcie snu nie mielibyśmy pracować? Sen, ten bierny stan ludzkiego umysłu, ten zbytek czasu ludzi pierwotnych, ta zwierzęca pozostałość w ludzkiej naturze, wreszcie zacznie być pożyteczny. Będziemy śnić w określonym celu. Podłączą nas pod sen, w trakcie którego coś wyprodukujemy. Księgowa przez sen policzy, pracownik marketingu przez sen odpowie na zaległe maile, ktoś inny przez sen zrobi zakupy, a ja przez sen napiszę tekst do Medium Publicznego.

 

I to będzie koniec. Koniec wolności i człowieczeństwa. Ale to stanie się dopiero za chwilę. Może ty tego nie dożyjesz i oby tak właśnie było, to jest: obyś tego nie dożył! Póki co, śpij słodko. Śpij dużo i dobrze oraz jeszcze śpij sobie sam i tylko dla siebie. Bo sen, wcześniej czy później, się skończy.

Dobranoc.

First Blonde, Fabian Perez
First Blonde, Fabian Perez

—–

Ilustracjami do tekst Emilii są obrazy olejne argentyńskiego malarza Fabiana Pereza. Fabian jest młody, zabójczo przystojny i mieszka w Los Angeles. Tematem jego obrazów są noc, tango, piękne kobiety i mężczyźni w kapeluszach. Wszystko jakby ze snu. Dlatego pozwoliliśmy sobie wybrać jego prace jako ilustracje do snów Emilii Herter. Redakcja #MP.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +10, liczba głosów: 10)
Loading...
The following two tabs change content below.