ISIS to radosna światowa rewolucja w imię moralnej odnowy

Wszystkie wielkie rewolucje rodzą się w terrorze i śmierci, braterstwie i entuzjazmie. W czym rewolucja ISIS miałaby być inna?

Autor, Scott Atran, jest dyrektorem pionu badań antropologicznych w CNRS, Ecole Normale Superieure oraz badaczem na Uniwersytecie w Oksfordzie. Z angielskiego tłumaczył Rafał Betlejewski. Cały tekst do przeczytania na aeon.co

„Bez cnoty terror jest tylko destrukcyjny; bez terroru cnota jest bezradna. Terror jako szybka sprawiedliwość, okrutna i bezlitosna – jest emanacją cnoty…”

– Maximilien de Robespierre, Terror w imię cnoty, 1794

Gdy eksperci i politycy sprzedawali nam niedawną strzelaninę w Kalifornii jako zagrożenie egzystencjalne, gdy wojska francuskie były rozmieszczane w Paryżu, gdy belgijska policja zablokowała Brukselę a rosyjskie i amerykańskie samoloty nasiliły ataki w Syrii po kolejnej rzezi popełnionej w imię tak zwanego Państwa Islamskiego, łatwo było stracić z pola widzenia sedno problemu: pociski, bomby i groźby nie tylko nie powstrzymują rozprzestrzeniania się radykalnego islamu, ale w dodatku zdają się tylko je przyspieszać.

Co stanowi o niepowodzeniu „Wojny z Terrorem” i związanych z nią działań mających na celu przeciwdziałanie rozprzestrzeniania się ekstremizmu?

Błąd zaczyna się od reakcji pełnej gniewu i chęci zemsty. Od razu ruszamy do ataku niosąc zniszczenie. Nie dajemy sobie czasu do namysłu, a co za tym idzie nie potrafimy pojąć rewolucyjnego charakteru radykalnego odrodzenia arabskich sunnitów.

Owo przebudzenie jest ruchem dynamicznym, kontrkulturowym, o historycznej światowej skali, prowadzonej pod egidą ISIS. W ciągu niespełna dwóch lat ten ruch objął obszar setek tysięcy kilometrów kwadratowych i miliony ludzi. Co więcej, rewolucja sunnicka ma największą i najbardziej zróżnicowaną ochotniczą siłę bojową od czasów II Wojny Światowej.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

To co społeczność międzynarodowa postrzega jako bezsensowne akty przerażającej przemocy jest dla wyznawców ISIS wzniosłą kampanią oczyszczenia przez terror:

Pamiętaj, że Raj leży w cieniu mieczy

– mówią hadisy czyli komentarze Proroka, a ten konkretny pochodzi z Sahih al-Bukhari, zbioru powiedzeń Proroka uważanego za drugą co do ważności księgę po Koranie. Obecnie jest to motto bojowników ISIS.

Przemoc jest więc celowym planem, który został nakreślony przez Abu Bakra al-Bagdadiego, samo-namaszczonego kalifa Państwa Islamskiego, w jego wezwaniu do „erupcji dżihadu”: czyli stworzenia wysp zbrojnego oporu na całym świecie. Plan jest taki, że te wyspy ostatecznie się zjednoczą, by zniszczyć obecny porządek i stworzyć nowy świat powszechnej sprawiedliwości i pokoju pod sztandarem Proroka.

Kluczową taktyką tej strategii jest inspirowanie sympatyków za granicą do aktów przemocy: „zrób to, na co cię stać, gdziekolwiek jesteś”.

Postanowiliśmy zrozumieć tę rewolucję za pomocą narzędzi naukowych.

Mój zespół badawczy przeprowadził dziesiątki wywiadów i eksperymentów behawioralnych z młodzieżą w Paryżu, Londynie i Barcelonie, a także z bojownikami ISIS pojmanymi w Iraku oraz członkami Jabhat al-Nusra (komórką Al-Kaidy w Syrii). Pracowaliśmy również z młodzieżą żyjącą w zagrożonych dzielnicach wcześniej związanych z przemocą lub znanych ze wsparcia dla dżihadu – na przykład na przedmieściach Paryża w Clichy-sous-Bois i Epinay-sur-Seine, marokańskich dzielnicach Sidi Moumen w Casablance i Jamaa Mezuak w Tetuán.

Większość ludzi na Zachodzie widzi w radykalnym islamie skrajny nihilizm, nasza praca sugeruje coś o wiele bardziej groźnego: bardzo kuszącą misję zmiany i ratowania świata.

Na Zachodzie powaga tej misji nie jest dostrzegana. Olivier Roy, zazwyczaj głęboki i subtelny myśliciel, napisał w zeszłym miesiącu w Le Monde, że spiskowcy z Paryża stanowią doskonałą reprezentację tych, którzy garną się do ISIS, czyli zmarginalizowanych wyrzutków społecznych, nieświadomych procesów politycznych i religijnych, pozbawionych prawdziwych pobudek. Podczepiają się oni pod radykalny islam jako zasłonę dla swojej demoralizacji i bezideowości, gdyż radykalny islam jest w tej chwili najbarwniejszym kontrkulturowym ruchem, jaki jest pod ręką.

Ale czy tak można wytłumaczyć działanie matki, która porzuca swoje dziecko i idzie szlachtować niewinnych ludzi w San Bernardino?

Rewolucja ISIS na całym świecie nie jest jedynie pożywką dla przegranych. Chociaż ISIS jest atakowany ze wszystkich stron przez wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, Państwo Islamskie nie uległo rozbiciu w jakimś znaczącym stopniu – przeciwnie: w wielu miejscach zakorzenia się jeszcze mocniej i rozszerza swoje wpływy w Eurazji i Afryce. Pomimo niedawnych zapewnień płynących z Białego Domu, wywiad USA twierdzi, że ISIS w żadnej mierze nie został pokonany. Powtarzające się twierdzenia, że ISIS został opanowany, brzmią pusto dla większości obserwatorów, którzy mieli bezpośredni kontakt z tą rewolucją. Tylko kurdyjscy bojownicy i niektóre jednostki irańskie odniosły jakieś sukcesy w walce lądowej z ISIS i to jedynie przy znaczącym wsparciu francuskiego, amerykańskiego lub rosyjskiego wojska.

Pomimo trwającej na Zachodzie jednoznacznej kampanii propagandowej wymierzonej w Państwo Islamskie, pomimo obrazów okrucieństwa i szaleństwa jakie pokazują media – z których większość może być prawdziwych – mało wiemy o jej prawdziwych rezultatach. Rzesze młodych Europejczyków idą walczyć na śmierć i życie dla ISIS, odczuwając radość i dumę z włączenia się w szeregi „świętych wojowników” o słuszną sprawę, satysfakcję z dania upustu gniewu i zaspokojenia potrzeby zemsty (ta forma przyjemności – wiemy z nauki – może być doświadczana przez mózg i ciało tak samo jak inne formy szczęścia).

Odrzucenie jarzma ładu państwowego

Ale istnieje również wspólna radość odczuwana w całym regionie Wielkiego Bliskiego Wschodu przez tych, którzy odrzucają co prawda morderczą przemoc Państwa Islamskiego, ale tęsknią za odrodzeniem muzułmańskiego kalifatu (wspólnoty muzułmańskiej) i zakończeniem ery państw narodowych, która została wymyślona i narzucona przez wielkie mocarstwa. To jest porządek narzucony przez Stany Zjednoczone, Rosję, Francję, Wielką Brytanię oraz ich sojuszników, który teraz mocarstwa próbują obronić – ten porządek dla wielu w regionie jest źródłem ich nieszczęść.

Jednym rewolucja ISIS z pewnością nie jest: nie jest prostym pragnieniem powrotu do minionego stanu. Pomysł, że ISIS chce powrotu do czasów średniowiecza ma mniej więcej tyle sensu, co to, że Tea Party w USA chce wrócić do 1776 roku. „My nie chcemy zawrócić czasu do ery gołębia pocztowego,” rzekł Abu Mousa, rzecznik prasowy ISIS w Raqqa. „Wręcz przeciwnie! Będziemy korzystać ze zdobyczy rozwojowych. Ale w taki sposób, żeby nie było to sprzeczne z religią”.

Kalifat szuka nowego porządku opartego na współczesnej kulturze. Jeśli nie uznamy tych muzułmańskich aspiracji i nie znajdziemy innego języka komunikacji niż wojna, będziemy tylko te aspiracje podsycać, a kolejne pokolenia skażemy na wojnę i gwałt.

Traktowanie Państwa Islamskiego jedynie jako formy terroryzmu i przemocy nic nie daje. Wszystkie nowe „porządki” wydają się ekstremistyczne w porównaniu z tym, co wcześniej było normą. Tym co liczy się dla historii jest to, czy te ruchy przetrwają i rozwiną się na tle konkurencji. Nasz gatunek jest jedynym, w którym istnieje silna agresja wewnątrzgatunkowa, a sukces grupy zależy od gotowości do rozlewu krwi, w tym własnej, nie tylko w imię dobra rodziny i plemienia, bogactwa czy statusu, ale dla wyższej idei. Było to szczególnie ważne od początku ery żelaza ponad dwa tysiące lat temu. W owym czasie po raz pierwszy pojawiły się duże cywilizacje operujące pod czujnym okiem potężnych bóstw, które tworzyły bezlitosna prawa dla przestępców moralnych – powodując przez to, że nawet obcy w wielonarodowych imperiach działali i walczyli pod wspólnym sztandarem.

Nazwijmy to bogiem lub jedną ze świeckich ideologii – jak kto woli – kolonializmem, socjalizmem, anarchizmem, komunizmem, faszyzmem i liberalizmem. W Lewiatanie (1651) Thomas Hobbes nazywa ofiarę za transcendentną ideę „prawem do absurdu, do którego żadna istota, poza człowiekiem, nie apiruje”. Ludzie podejmują największe wyzwania, czy to dla dobra czy zła, w imię abstrakcyjnych idei, które dają poczucie znaczenia. W chaotycznym wszechświecie, w którym jedynie ludzie się orientują, że śmierć jest nieunikniona, istniejej potężny psychologiczny imperatyw, by pokonać tragedię losu przez nadanie sensu istnieniu. Po co istnieję? Kim jestem?

W „O pochodzeniu człowieka” (1871) Karol Darwin przypisuje to dążenie cnocie „moralności”… mówi o duchu patriotyzmu, wierności, posłuszeństwa, odwagi i współczucia, który grupom  lepiej obdarzonym pozwala zwycięsko wyjść z rywalizacji o przetrwanie i dominację. To święte wartości mają zdolność zaślepiania nas niezależnie od realnych zysków. W każdej kulturze wierność rodzinie, ojczyźnie, bractwu religijnemu i politycznemu jest najwyżej ceniona. Wierność tym zasadom może nieść sukcesy nieproporcjonalne do zakładanych rezultatów.

Jednostronne działania wykorzystujące spektakularne mordy w celu zdestabilizowania porządku społecznego są taktyką towarzyszącą ludzkości od zarania.

Często owe wartości są wiązane z przekonaniami o wielkości i wszechmocy boskiej. Może to być jednak i taka transcendencja: „wolny rynek jest nieomylny” – co ma wynikać z natury rzeczywistości. Te twierdzenia są niesprawdzalne empirycznie, a ich prawdziwość jest niemożliwe do wykazania. Termin „świętych wartości” intuicyjnie oznacza przekonania religijne, tak jak wtedy, gdy „ziemia jest święta”, ale może również odnosić się do „świeckich świętości”, takich jak „uświęcona ziemia” w Katyniu lub miejscu ataków na Nowy Jork z 11 września 2001. Te fundamentalne przekonania wielkich ideologizmów i quasi-religijnych pojęć Narodu zostają zrytualizowane w pieśniach, ceremoniach rytualnych i ofiarach.

„Nic co ludzkie nie jest mi obce”, powiedział Terencjusz, rzymski niewolnik, który stał się dramaturgiem i dał mojej własnej dziedzinie antropologii trwałe credo: umiejętność wczucia się w kultury najbardziej odmienne od naszej własnej, bez konieczności sympatyzowania z nimi. To jest nasze powołanie. Jeśli tylko moglibyśmy pojąć, dlaczego jedni zwyczajni skąd inąd ludzie chcą zabijać masy innych ludzi, którzy na wyrządzili im żadnej szkody, sami moglibyśmy uniknąć zabijania i śmierci.

W naszej liberalnej demokracji celowy rozlew krwi jest uważany za zło, i jest wyrazem zboczenia ludzkiej natury. Ale w całej historii ludzkości, na wskroś czasów i kultur, przemoc wobec innych grup uważano za cnotę moralną, co było niezbędnym usprawiedliwieniem dla masowego zabijania niewinnych ludzi.

Poza tym brutalny terror przeraża wrogów. Kurdyjscy bojownicy mówili moim badaczom, że kiedy 350-400 bojowników Państwa Islamskiego pojawili się w konwoju 80 ciężarówek, by uwolnić sunnickich jeńców i dokonali masakry ponad 600 szyickich więźniów z więzienia Badoush, w drugim co do wielkości mieście Mosul w Iraku, stosunkowo dobrze wyposażona armia iracka złożona z 18.000 żołnierzy natychmiast uciekła z miasta. A kiedy zapytałem jednego z żołnierzy sunnickich służących w kurdyjskim oddziale stacjonującym na granicy Mosul-Erbil, dlaczego ci żołnierze uciekli, zwyczajnie odrzekł: „Chcieli zachować głowy”.

Media jako tuba terroryzmu

Zamknięcie Brukseli w następstwie ataków w Paryżu lub w Bostonu w następstwie zamachów bombowych na maratonie w 2013 roku, pokazuje porównywalny strach i podstawowy brak wiary w nasze społeczeństwa i jego wartości. W czasie II Wojny Światowej nawet pełna siła niemieckiej Luftwaffe nie zmusiła rządu Wielkiej Brytanii i ludzi w Londynie do paniki. Dziś sama zapowiedź ataków na Nowy Jork w filmiku opublikowanym przez ISIS na youtubie zmusza amerykańskią administrację do uspakajania opinii publicznej. Ekspozycja medialna, która jest tlenem terroru w naszych czasach, nie tylko wzmacnia postrzeganie zagrożeń, ale wywołując histerię społeczną w istocie tworzy te zagrożenia.

Jest to szczególnie prawdziwe dzisiaj, gdy media są głównie nastawione na wzniecanie emocji, a nie informowanie społeczne. W tej sytuacji ISIS ma dziecinną łatwość w wykorzystywaniu naszej własnej machiny propagandowej do własnych celów – ta niezwykła dysproporcja środków do efektów zasługuje na miano mistrzowskiego Jujitsu wojennego. Moglibyśmy się przed tym łatwo bronić, gdybyśmy chcieli się wzajemnie informować, zamiast straszyć.

Kiedy Rzymianie zajęli Judeę po śmierci Chrystusa, pierwsze bunty żydowskie odbyły się z udziałem młodzieńców rzucających kamienie. Żydowscy fanatycy, a zwłaszcza ich najbardziej ekstremalny wariant Sicarii, czyli „ludzie sztyletów”, podkręcili terror, napadając rzymskich żołnierzy i ich greckich podwładnych w samobójczych aktach podczas ceremonii publicznych, puszczając w ruch spiralę zemsty i odwetu. Bunty zakończył się wygnaniem Żydów z Judei, która stała się „Syrią Palaestiną”. Ale diaspora żydowska rozprzestrzeniła swoją monoteistyczną wiarę do najdalszych zakątków świata, torując drogę chrześcijaństwu i islamowi.

Przemoc Państwa Islamskiego, tak samo jak każda wcześniejsza rewolucyjna przemoc, może być świetnie scharakteryzowana słowami Edmunda Burke’a, który nazwał to „wzniosłością”: to chęć, a nawet rzeczywista potrzeba „zachwycającego terroru”, dającego poczucie władzy, przeznaczenia, nieskończoności, niepojętości i nieznanego. „Żadna emocja z równą skutecznością nie pozbawia umysłu wszystkich kompetencji do rozumowania jak strach,” zauważył Burke w swojej rozprawie o Wyrafinowaniu i pięknie (1756). „Strach, który jest przeczuciem bólu i śmierci, działa jak rzeczywisty ból. Cokolwiek więc jest straszne, jest więc także wzniosłe…”

„Ale by terror mógł odnieść sukces w służbie świętości i wzniosłości potrzebuje także tajemnicy” zauważa Burke. „Despotyczne rządy, które opierają się na ludzkich namiętnościach, a przede wszystkim na strachu, trzymają swego wodza w tajemnicy, z dala od życia publicznego”. Bagdadi, książę wszystkich Wiernych, z pewnością pasuje do tego postulatu.

Prościej ujął to Charles De Gaulle w 1932 roku: „nie może być prestiżu bez tajemnicy, gdyż zażyłość rodzi pogardę” a co za tym idzie, „wielcy przywódcy zawsze starannie reżyserowali swoje wizerunki, aby zdobyć serca poddanych, by ci byli wstanie wznieść się ponad małość i podjąć działanie w obronie interesów grupy”.

Sondaż ICM w sierpniu 2014 roku pokazał, że jedna czwarta młodych dorosłych we Francji – wszystkich wyznań w wieku od 18 do 24 – miała przynajmniej „dość korzystny” stosunek do ISIS.

Te niezwykłe wyniki nie zostały powtórzone. Ale po styczniowych atakach na Charlie Hebdo nasz zespół badawczy przeprowadził  sondy we Francji i Hiszpanii badające poparcie dla wartości promowanych przez ISIS, na przykład: poparcie dla ścisłego prawa religijnego w porównaniu poparcia dla równości religijnej i tolerancji panującej w systemie demokratycznym. Wśród młodych ludzi w ponurych dzielnicach mieszkaniowych na przedmieściach Paryża akceptacja lub nawet wsparcie dla wartości promowanych przez ISIS okazało się szerokie – nawet dla brutalnych działań prowadzonych w ich imieniu. W Hiszpanii, wśród dużej próby populacji, odkryliśmy bardzo mało chęci do walki w obronie wartości demokratycznych w obliczu ataku.

I nie ma znaczenia fakt, jaki zauważa JM Berger w The Atlantic, że „ideologia ISIS ma zwolenników wśród mniej niż 1% ludzi na świecie, a że aktywni bojownicy ISIS to mniej niż jedna dziesiąta procenta ludzkości. Niewielu rewolucjonistów w historii odniosło sukces najpierw zdobywając szerokie światowe poparcie, a nawet poparcie ludzi w ich własnym regionie.

Podczas ataków wojsk USA w regionie Bliskiego Wschodu niemalże 3/4 wszystkich bojowników Al-Kaidy zostalo zabitych, a jednak Państwo Islamskie nie tylko powstało, ale się rozrasta.

Po I Wojnie Światowej rewolucje udawały się ruchom dysponującym 10 razy mniejszymi siłami niż państwa, które atakowały. Badania behawioralne pokazały, że święte idee, takie jak wyzwolenie narodowe, równość, Bóg lub Kalifat mają wielką siłę mobilizacyjną wśród osób wykluczonych. Potrafią przetrwać i zwyciężyć dużo potężniejsze armie, które oparte są na zwykłych motywatorach płacy i kary.

Wszystkie europejskie przeszczepy ideologiczne i polityczne, włączając nawet sam nacjonalizm żałośnie skapitulowały na Bliskim Wschodzie (może z wyjątkiem Turcji, Egiptu i Iranu, które są jednak bardziej skoncentrowane wokół etniczności i religii niż tożsamości narodowej per se). Ludzie tęsknią za czymś osadzonym we własnej historii i tradycji, za swoimi bohaterami i ich etosami – a Państwo Islamskie – jakkolwiek brutalne i odrażające – mówi ich językiem.

A jednak USA i pozostałe mocarstwa zachodnie wydają się nie dostrzegać tego muzułmańskiego odrodzenia. Wraca się do oklepanych rozwiązań państw narodowych narzuconych w następstwie I Wojny Światowej przez europejskich zwycięzców, Wielką Brytanię i Francję oraz wspiera się tak zwany „umiarkowany islam”, który przemawia do zbiorowej wyobraźni młodych ludzi jeszcze słabiej niż światełka centrów handlowych.

Popularyzowane na Zachodzie pojęcie „zderzenia cywilizacji” między Islamem a Zachodem jest żałośnie mylące. Gwałtowny ekstremizm nie reprezentuje odrodzenia kultur tradycyjnych, gdyż młodzi ludzie uwolnieni spod wpływu tysiącletnich tradycji nie potrafią odnaleźć w starej tożsamości społecznej osobistego znaczenia i chwały. To ciemna strona globalizacji. Jednostki radykalizują się by jakoś odróżnić się od reszty w spłaszczonej strukturze świata. W tej nowej rzeczywistości pionowe linie komunikacji między pokoleniami są zastępowane przez poziome linie komunikacji rówieśniczej obejmującej cały świat.

Tej wiosny przed Radą Bezpieczeństwa ONZ powiedziałem, co według mnie motywuje najbardziej zabójczych terrorystów w dzisiejszym świecie. To nie tyle Koran i nauki religijne, ale odwieczna porywająca legenda wielkości, obietnica chwały i szacunek w oczach przyjaciół.

Zagraniczni ochotnicy walczący dla Państwa Islamskiego to często młodzi ludzie w etapach przejściowych w życiu – imigranci, studenci, osóby między pracami i przed znalezieniem trwałych związków. Po opuszczeniu domów, szukają nowych przyjaciół i idei, które mogłyby nadać ich życiu sens a im samym poczucie wartości i znaczenia. Badania pokazują, że ich średni wiek to 25 lat.

We Francji od 7 do 8 procent ogółu ludności to muzułmanie – to największy odsetek ogółu ludności w całej Europie. W tym samym czasie aż 70% populacji więziennej to muzułmanie.

Pewien 24 letni ochotnik, który dołączył do al-Nusra w Syrii, tak opisał swoje doświadczenia w Niemczech:

Uczą nas, żeby ciężko pracować, by kupić ładny samochód i ładne ubrania – ale to jeszcze nie jest szczęście. Byłem człowiekiem trzeciego sortu, bo nie włączyłem się w ten skorumpowany system. Ale nie chciałem być gangsterem z ulicy. Razem z przyjaciółmi postanowiliśmy więc przejść się po okolicy i zaprosić ludzi do przyłączenia się do islamu. Postanowiliśmy działać, gdyż inne grupy muzułmańskie w mieście tylko gadają.

Większość europejskich ochotników przyłącza się do ISIS zamiast al-Nusra, gdyż „ISIS już dziś jest Kalifatem i nie trzeba na niego czekać”. I to wcale nie są wyjątki w swoich krajach. Jak napisał do mnie pewien lekarz rodzinny na początku tego roku:

W ciągu ostatnich kilku miesięcy, dwie grupy studentów medycyny z Uniwersytetu Nauk Medycznych i Technologii w Chartumie, Sudan, uciekły do Lewantu w celu przyłączenia się do ISIS. Rodziny tych studentów bardzo nad tym bolały. Prawie jakby te dzieci umarły. Ci studenci, którzy wyjechali z naszego uniwersytetu, należeli do dobrze uposażonych przez swoje rodziny. Trudno mi powiedzieć, czemu tylu piątkowych studentów postanowiło uciec do ISIS. Czy chodziło o problemy z tożsamością? Czy to wina Uniwersytetu? Czy to słaby nadzór rodzicielski?

Pewien bankier z Mosul opowiadał:

Bojownicy ISIS weszli do naszego banku i nasz personel był przerażony. Zaproponowaliśmy im wszelką pomóc. Pewien Algierczyk, na oko 25letni, uprzejmie poprosił, by go zaprowadzić do naszych komputerów. W krótkim czasie przelał wszystkie nasze środki na inne konta. Wyjaśnił, że poszedł do Państwa Islamskiego, aby użyć swoje wykształcenie komputerowe w jakimś sensownym celu.

Na szczycie Azji Wschodniej w Singapurze w kwietniu ubiegłego roku niektórzy paneliści podkreślali, że Kalifat jest niczym więcej niż mitem maskującym zwyczjną politykę siły. Ale nasze badania w Europie i Afryce Północnej pokazują, że jest to niebezpieczne nieporozumienie. Kalifat pojawił się jako mobilizująca myśl w umysłach wielu muzułmanów, a nawet ma jakiś czar dla muzułmanów, którzy sprzyjają współpracy pomiędzy wyznaniowej.

Imam Barcelony, który pomaga prowadzić inicjatywę Dialogu z chrześcijanami i żydami powiedział mi coś takiego:

„Jestem przeciwko przemocy w stylu Al- Kaidy i ISIS, ale to oni pomogli naświetlić nasze kłopotliwe położenie w Europie i na świecie. Przed tem byliśmy po prostu ignorowani. Kalifat jest czymś… o czym marzymy tak jak Żydzi długo marzyli o Izraelu. Może to będzie federacja, taka Unia Europejska pomiędzy narodami muzułmańskimi? Kalifat jest w naszych sercach, nawet jeśli nie wiemy, czym dokładnie będzie”.

Czymkolwiek będzie Kalifat, możemy być pewni, że będzie zakorzeniony w historii i kulturze państw arabskich, a nie w naszej kulturze.

Rewolucje i w przeszłości i obecnie są wydarzeniami o podłożu moralnym.

Pogarszające się lub szybko zmieniające warunki ekonomiczno-społeczne mogą zainicjować serię kaskadowych zdarzeń i doprowadzić do kryzysu politycznego. Ale żeby zaistniała rewolucja która jest wstanie  zagrozić panującemu porządkowi musi się pojawić motywacja moralna – „święte wartości”, które definiują nowy porządek.

ISIS ma i święte prawa i wzniosły terror. Co mamy my?

Gdzie pośród tego lub następnego pokolenia demokratów są intelektualiści, którzy mogą mieć wpływ na moralne zasady, motywacje i działania społeczeństwa w kierunku sprawiedliwego i moralnego celu?

W środowisku akademickim znajdujemy niewielu chętnych do zaangażowania. W ten sposób środowisko intelektualne skazuje się na niebyt, na utratę znaczenia co jest moralnie nieodpowiedzialne. Tak samo jest z politykami, którzy niczego nie wymagają, nie oczekują, a co za tym idzie społeczeństwo ma to wszystko w nosie. Dla przykładu, zaraz po atakach z 9/11, wielu uczonych w mojej własnej dziedzinie antropologii, zajęło się krytyką imperium, roztrząsając, czy USA to prawdziwe imperium, czy tylko trochę imperium. To było być może  uzasadnione akademickie ćwiczenie, przydatne zapewne w dłuższej perspektywie, ale mało przydatne w kraju, który prostą drogą szedł na wojnę.

Odpowiedzialny wysiłek intelektualny w sferze publicznej był niegdyś częścią naszego życia publicznego: nie po to by promować „pewne, jasne i silne” działania, jakie Martin Heidegger rekomendował Hitlerowi, ale po to, by generować racjonalne i moralnie uzasadnione scenariusze postępowania. Teraz ta sfera jest w dużej mierze opuszczona przez uczonych na rzecz manichejskiej rezygnacji ekspertów piszących blogi, fantastów, prezenterów radiowych, produkujących jałowe podcasty i telewizyjnych ewangelistów. Ci ludzie rzadko podejmują zadania należące do intelektualistów.

„Intelektualista” – wyjaśnił Raymond Aron 60 lat temu – „nigdy nie  zapomnina o argumentach adwersarza, o niepewności jaką skrywa przyszłość, oraz o błędach ukrytych we własnym rozumowaniu – oraz – i to ponad wszystko – o ostatecznym braterstwie zwykłych ludzi na całym świecie.”

Cywilizacje rosną i upadają w zależności od żywotności swoich ideałów kulturowych, a nie jedynie potęgi zasobów materialnych.

Historia pokazuje, że większość społeczeństw wyznaje „święte wartości”, za które ich obywatele są gotowi umierać. Nasze badania pokazują, że tak jest w przypadku tych, którzy dołączają do ISIS, oraz dla Kurdów, którzy walczą przeciw nim na pierwszej linii frontu. Jednak nie znajdujemy podobnych namiętności wśród większości młodzieży żyjącej w zachodnich demokracjach.

Czyżby po klęsce faszyzmu i komunizmu życie ideowe sprowadziło się do poszukiwania komfortu i bezpieczeństwa?

Czy to wystarczy, aby zapewnić przetrwanie, nie mówiąc już o triumfie, wartości, które uznajemy za pewnik i podstawę naszego świata?

Dla „wolnych społeczeństw” to te dylematy mogą być dziś większym wyzwaniem egzystencjalnym niż brutalność dżihadystów.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +64, liczba głosów: 78)
Loading...

Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Beshr Abdulhadi