Agnieszka obiecała ojcu, że kiedyś cały świat się dowie, co jej zrobił. Dziś jest ten dzień

Opisuję swoją historię, aby uświadomić społeczeństwu skalę problemu jakim jest molestowanie seksualne. Otworzyłam się po to, aby inne ofiary wiedziały, że zawsze trzeba walczyć o swoją godność i wartość. O siebie. Mówienie o przemocy seksualnej, nie oznacza, że jest na nią przyzwolenie. To sprzeciw!

Z szacunku i ku pamięci Justyny, mojej ukochanej, nieżyjącej siostry.

20 lat temu…

Moja historia, tak jak wiele podobnych, zaczęła się od adopcji. Małżeństwo, które nie mogło mieć własnych dzieci, zdobyło się na odwagę i zaadoptowało dwie siostry. Mnie i o rok młodszą Justynę. Mieli warunki materialne i pomyślnie przeszli wszelkie badania. Ja wówczas miałam 3 lata i rozwinięta chorobę sierocą. Mimo tego byłam dzieckiem pogodnym i towarzyskim. Od małego lubiłam wnikliwie rozmawiać. Dzięki temu, że byłam starszą siostrą, nauczyłam się bronić innych i opiekować się nimi.

Państwo Pajurek zabrali nas z Domu Małego Dziecka w Kraśniku, do małej lubelskiej miejscowości, która miała stać się dla nas domem. Malownicze Klementowice ze stacją PKP, z kościołem, ze stawem, parkiem i boiskiem stawały się dla nas coraz bliższe.

Nasi nowi rodzice pierwsze co zrobili, to nadali nam swoje nazwiska, uznając nas tym samym za swoje dzieci, a chrzcząc  nas, nadali nam swoją wiarę.

Miałyśmy swój pokój, zabawki i książki. Dbali o nasz rozwój, który był sprawdzany przez Kuratora odwiedzającego nas regularnie.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Było w porządku, do czasu…

Posłuchaj, wstrząsającej rozmowy Agnieszki z Rafałem Betlejewskim

Ojciec przedstawił się jako Bóg.

 Moje pierwsze wyraźne wspomnienie tego czynu, pojawia się, kiedy jako ośmiolatka, ucząc się do Pierwszej Komunii, w zwykłej rozmowie z moim tatą spytałam się o modlitwę, „Ojcze  Nasz”. Tata powiedział mi, że to on, tak jak Bóg jest Ojcem, który wymaga, karze i nagradza.

Wmówił mi, że ja jestem po to, aby go słuchać, chwalić i wykonywać jego polecenia.

Wtedy nie zadawałam więcej pytań. Wydawało mi się jasne, że ma rację. W tym okresie pojawiły się pierwsze symptomy patologii. Słowo córeczka, błyskawicznie zamienił na „kobieta”. Z tym kontekście, mówił do mnie jak byliśmy sami. Wiedział, że lubię uczyć się sama w kuchni, wyczuwał, kiedy może bezpiecznie wejść. Początkowo do mnie mówił, że się mu podobam, że jestem dla niego podniecająca. Miałam wtedy 8 lat. Zaczął mnie dotykać w miejsca intymne. Sadzał mnie na kolanach i mówił do mnie. Robił to kiedy nikt nie patrzył i wiedział, ze nikt nie wejdzie.

Co ja wtedy czułam do niego? A co może czuć dziewczynka, do kogoś, kto się nią zaopiekował, dając jej dom? Miłość, bezgraniczną pełną ufności miłość.

Pełne akty seksualne odbywały się, jak nikogo nie było w domu. Zawsze zamykał drzwi na klucz, uśmiechał się do mnie i kazał mi się rozbierać. Do naga. Pamiętam, że z przynajmniej trzy razy w trakcie stosunków straciłam przytomność. Zemdlałam. On tłumaczył mi, że po prostu zasnęłam, ale zawsze się mnie pytał, czy mnie nic nie boli, i jak się czułam.

Jak się czułam? Zawsze mnie bolała głowa, całe ciało, tam gdzie mnie dotykał, lizał i wchodził. Często pojawiały się zasinienia, ślady po ugryzieniach, zadrapania. Zawsze czułam się niedobrze i miałam mdłości. Bolało mnie wszystko. Mówiłam mu to wszystko, ale on zbywał to żartując, że tak jest dobrze i powinnam się przyzwyczaić. On ze swej strony może mi zawsze załatwić zwolnienie z WF-u albo z całego dnia szkolnego.

Zapewniał mnie, że kocha mnie bardziej niż Justynę czy mamę.

Powiedział też, że to, co jest pomiędzy nami, musi zostać tajemnicą, bo nikt mnie nie zrozumie i wszyscy zaczną nas wyszydzać. Mama i siostra będą smutne, a on przecież mnie bardziej kocha niż je.

Moje relacje z nim zawsze były „prawidłowe”. Nauczył mnie jazdy na rowerze, zawsze miał dla mnie czas i poświęcał mi więcej uwagi. Córeczka tatusia? Nie! Dziewczynka tatusia. Potem kobieta tatusia…

Z mamą nigdy nie umiałam się dogadać. Bo i o czym można z takim odchowanym przez placówkę dzieckiem gadać? Miała 2-letnią Justynkę, która idealnie nadawała się na jej wymarzoną córeczkę.  Rzadko słyszałam pochwałę z jej ust, a „Kocham Cię” było wypowiadane zawsze w obecności szerszej rodziny, żeby każdy to zapamiętał. Krytykowała mój filantropijny charakter zarzucając mi przy okazji moją niewiedzę z zakresu przedmiotów ścisłych. „Z samego pisania nie wyżyjesz”, „Pomyśl kiedyś o sobie, żeby nie było za późno, nie myślisz o innych”, „Ty do niczego nie dojdziesz”… Motywujące, prawda?

Z Justynką miałam dobry kontakt, różniłyśmy się wszystkim, ale jedna szła za drugą. Uzupełniałyśmy się i rozumiałyśmy się bez słów. Ona od dziecka przejawiała talent malarski, ja odnajdywałam się w pisaniu. Żyłyśmy pod kloszem. O nic się nie musiałyśmy martwić, miałyśmy za zadanie tylko dobrze się uczyć. W naszym domu nie używało się nagminnie przekleństw, ani się wzajemnie nie obrażało. Nie oszukiwało się, bo przecież „najgorsza prawda jest lepsza niż kłamstwo”. Coniedzielne msze święte były tak samo ważne jak pacierz codzienny.  Od zawsze seks i cielesność był tematem tabu, a gdy pytałyśmy się ojca o cokolwiek związanego z bliskością, w obecności mamy, byłyśmy uciszane, „przecież mamy czas, jesteśmy za młode, o takich rzeczach się nie mówi”.

Ale od kiedy pamiętam, od zawsze, on mówił o seksie w sposób chorobliwy, bo jak można nazwać dialog dorosłego faceta z kilkuletnią dziewczynką, o oziębłości i niepłodności matki i o tym, że to ona, ta dziewczynka go podnieca?!

Jak z tego wyszłam?

Pierwszą osobą, której opowiedziałam o moim molestowaniu była Justyna. Miałam wtedy z 10 lat i po pierwszym „zemdleniu” zapaliła mi się lampka, że to chyba nie jest dobre, jak mnie boli i nie czuję się z tym komfortowo. Siostra powiedziała, że zauważyła jak on się na mnie patrzy, jak się do mnie odnosi. Dla Niej także było to dość dziwne, ale byłyśmy tylko dziewczynkami, a mówienie o tym komukolwiek z dorosłych znaczyło złamanie obietnicy, między mną, a moim prześladowcą.

Lata dojrzewania nie dały mi oderwania od molestowania. Wówczas akty seksualne przybrały na sile, a jak tylko dostałam pierwszego okresu, on zaproponował mi, że chce mieć ze mną dziecko. Jak się sprzeciwiłam mówiąc, że nie jestem gotowa, że nie skończyłam nawet gimnazjum i sama jestem jeszcze dzieckiem, powiedział, że on mi finansowo pomoże i razem damy radę.

Po tym zdarzeniu nie mogłam już niczego nazwać ani miłością, ani wdzięcznością. Zaznaczam, że miałam 13 lat i od tej pory szarpały mną sprzeczne uczucia, zarówno do niego, jak i do samej siebie. Zaczęłam nienawidzić swojego ciała, które zaczęłam kaleczyć poprzez drapanie się. Drapałam się tam, gdzie mnie dotykał, w miejsca intymne, po żebrach, po udach, tam gdzie na długo wyczuwałam jego zapach. Robiłam to też, aby go obrzydzić, żebym przestała być dla niego seksualna. Być może przez drapanie karałam własną cielesność, czułam się współwinna.

W tym czasie u Justyny pojawiły się myśli samobójcze i samookaleczenia. Będąc mimowolnym świadkiem jej działania zareagowałam, mówiąc o tym rodzicom. Krzyki taty i płacz mamy uświadomiły mi powagę sytuacji. Po tygodniu była już zapisana do psycholog p. Beaty. Miała 14 lat. Stwierdzono u niej psychozę maniakalno-depresyjną. Choroba objawiała się przez samookaleczenia, wybuchy agresji w stosunku do nas, introwertyczność. Jeździła na spotkania do Pani Beaty. Pamiętam jak z niechęcią wypełniała jakieś tabelki testów i wpisywała jak aktualnie się czuje i co ją spotkało w ciągu minionego tygodnia.

Podczas gdy siostra była pod stałą obserwacją naszą i Pani Beaty, ja stałam się głównym celem przeszukiwań ze strony taty. Sprawdzał, co piszę, co publikuję w gazetce szkolnej, co piszę tak dla siebie do szafy dla zabicia czasu. Wówczas pisałam wiersze, które uzyskały drugie miejsce na konkursie dziennikarskim. Moje pierwsze sukcesy były szybko tłumione przez brak akceptacji ze strony rodziców. „Daj sobie spokój z pisaniem, skończ szkołę, pisania Ci się zachciało” Te artykuły, które mogłam publikować, odnosiły się głównie do tematów o wolności, uczuciach i wierze czy muzyce. Pisałam wprost także o molestowaniu, złej miłości, ale tego tata nie pozwolił mi nawet dokończyć. „Nie masz już o czym pisać, gówniaro?”, „Mieliśmy umowę, jak ją złamiesz to cię zniszczę”, „Do nauki, a nie pisania ci się zachciało”, „Jesteś w moim domu, masz się mnie słuchać” itd.

Kiedyś przez przypadek wpadł mi w ręce świetny wywiad z osobą molestowaną, która opisywała swoje przeżycia w gazecie. Położyłam tak tę gazetę, aby artykuł był widoczny. Jak to zobaczył, zaczął mnie szantażować, że mnie wsadzi do psychiatryka, i że pożałuję. „Skończysz tak jak Justyna, zobaczysz”, „Wrócisz skąd przyszłaś”, „Beze mnie jesteś nikim”.

Chcę zaznaczyć, że o swojej traumie mówiłam rówieśnikom, ale nikt mi nie wierzył, każdy widział ten niedzielny obrazek na Mszy Głównej.  Wiedzieli o tym, że jestem adoptowana, nie kryłam się z tym. Zazdrościli mi, że mam dom, rodzinę. „Doceń to” – mówili.

Pamiętam, że lubił się przy nas masturbować, przy mnie i przy Justynie. Robił to nagminnie. „Tato, co Ty robisz?”, „Nic, oglądaj telewizję”. Kwitował.  Kiedyś nieświadomy tego, że mama weszła do pokoju, usłyszał od niej „Zdzisiek, weź się opamiętaj!”. W stosunku do mnie mama była zbyt krytyczna, obrażała mnie i nigdy mi nie wierzyła, że drapię się do krwi, bo coś się ze mną dzieje. „Zachowujesz się jak Justyna, komu chcesz zaimponować?”, „Może masz jakąś alergię?” Zero rozmowy wprost.

W tamtym okresie stałam się aspołeczna, zamknęłam się w sobie, zaszyłam się pisząc, słuchając radia, zagłuszając się muzyką i kalecząc się.

Pomogła mi psycholożka Beata

Na początku 2005 roku poprosiłam Justynę, żeby powiedziała Pani Beacie o mnie. Justyna nic jej nie powiedziała, ale zostałam szybko zapisana przy okazji wywiadu rodzinnego. Wtedy było nie do pomyślenia, aby mówić o tym wprost, przecież kto uwierzy w te brednie?

Na początku marca tamtego roku poszłam na spotkanie, po którym nic nie było już takie samo….

Przez dobrą godzinę rozmawialiśmy o problemach Justyny, skrzętnie omijając to z czym przyszłam. W pewnym momencie poprosiłam o kartkę, by napisać drukowanymi literami „BYŁAM MOLESTOWANA SEKSUALNIE” Powiedziała, że od początku się domyślała, ponieważ po moim zachowaniu można było w jasny sposób stwierdzić, że od lat byłam krzywdzona.

Nie potrafiłam podać ręki, siadałam jak najdalej się dało od innych ludzi. O przytuleniach nie było mowy. Unikałam patrzenia w oczy i rozmów na własny temat. Pokazałam jej ślady po drapaniach, które pojawiały się na całym ciele. Od razu chciała zawiadomić prokuraturę, robiąc sprawę z urzędu. Bała się o moje zdrowie psychiczne. „Krzywdzi, cię ten miły pan, z którym do mnie przyjechałaś?” „Tak”. Musiałam zrobić wszystko, aby nic nie wyszło na jaw do czasu odnalezienia naszej biologicznej rodziny, po to aby uniknąć umieszczenia nas w Domu Dziecka.

Po miesiącu poznałyśmy naszego młodszego brata, który został wzięty pod skrzydła przez brata mojej mamy oraz jego żonę. Przez ten ostatni miesiąc miałyśmy czas na ostateczne pogodzenie się z tym, że nasze dotychczasowe życie zmieni się, a ci wszyscy ludzie, którzy byli obecni w naszej rodzinie, odejdą od nas.

Ja od roku przebywałam w internacie w Nałęczowie, zjeżdżając do domu na weekend. Specjalnie wybrałam liceum znajdujące się w lokalizacji, która umożliwiała mi zamieszkanie osobno. Zminimalizowałam czynności seksualne do jakich dochodziło. Zawsze jak byliśmy sam na sam mówił, że mnie pragnie, że śnił o mnie, a kochając się z mamą myślał o mnie.  Że tęskni za naszymi zbliżeniami, a z mamą to nie to samo. Spytałam go, dlaczego nie znajdzie sobie partnerki w swoim wieku? „Ciebie wychowałem, ciebie znam od dziecka, po co mi inna?”

W tym czasie mówiłam mu wprost, że nie jestem gotowa, że po prostu w tej całej sytuacji czuję się podle i to chyba jest chore. Wmawiał mi, że to jest normalne i że w każdej rodzinie dochodzi do takich relacji. Na mój sprzeciw i na moje rany na ciele znajdował wymówki, że dorastam i że muszę się przyzwyczaić, „Nikt Cię nie pokocha bardziej niż ja”, „Byłem dla Ciebie pierwszym mężczyzną”.

W kwietniu, z dnia na dzień, zostałyśmy zabrane i tymczasowo zamieszkałyśmy w internacie. Rodzinę poznałyśmy na cotygodniowym piątkowym spotkaniu z Beatą, na które chodziłyśmy wspólnie, a na które przywoził nas on. Rodzina nas przyjęła z otwartymi ramionami. Do końca utrzymałyśmy wszystko w sekrecie, dla naszego bezpieczeństwa. Wiem, że go aresztowali, pod zarzutem molestowania nieletniej, ale został szybko wypuszczony na wolność – brak namacalnych dowodów.

Sprawa odbyła się w listopadzie 2005 roku jednak z powodu braku dowodów został uniewinniony. Przeszłyśmy badania psychologiczne, psychiatryczne, które ukazały, że coś jest na rzeczy, ale nie ma twardych dowodów.

W rozmowie pożegnalnej, kiedy przyjechałyśmy z naszą rodziną po odbiór rzeczy, na moje pytanie „Dlaczego mnie krzywdziłeś przez tyle lat?” usłyszałam, że „Przepraszam, ale to było silniejsze ode mnie. Nie chciałem Cię skrzywdzić”, „Zapomnij o tym, to była przecież zabawa, trochę Cie przecież nauczyłem”. Powiedziałam mu wprost, że to zabawa nie była tylko molestowanie seksualne, że to jest karalne, a uprawiając ze mną seks gdy miałam 8 lat mógł mnie po prostu zabić, mogło dojść do krwawienia wewnętrznego, mogłam stać się bezpłodna.

Patrząc mu w oczy powiedziałam, że to przez niego miałam myśli samobójcze, że do końca życia będę żyła z tym piętnem, mogę mieć problemy z relacjami międzyludzkimi. Wykrzyczałam mu że jest bydlakiem, że nie zasługuje na miano bycia ojcem, czy człowiekiem…

Po długiej psychoterapii, uświadomiłam sobie rol,ę jaką odgrywałam w tej rodzinie, kim byłam dla niej, dla niego, dla samej siebie.

Nie ukrywam, że ten etap, kosztował mnie dużo bólu, aby odkryć dlaczego tak się stało. Na terapii dowiedziałam się, że to ja byłam ofiarą i to oprawca musi ponieść karę. To on wykorzystał moja dziecięcą naiwność i miłość.  Pani psycholog pomogła mi w dobry sposób zamknąć te drzwi za sobą. Przygotowała mnie na ostateczną rozmowę z nim i z nią. Dzięki nazwaniu rzeczy po imieniu, mogłam powiedzieć ojcu w twarz, co czułam i jak zostałam zraniona. Wiem, że przez to, że stracił ze mną i z moją siostra kontakt poniósł większą karę niż kara pozbawienia wolności.

Dziś dzięki samoświadomości umiem nazwać swoje potrzeby i emocje. Dobrym sposobem autoterapii była także samorealizacja. W moim przypadku, było to pisanie.

24 maja 2008 Justyna popełniła samobójstwo wieszając się.

W liście pożegnalnym pisała, że nie czuła się kochana, żyła pod dużą presją bycia idealną. Zakochała się nieszczęśliwie, uświadamiając sobie, że tak naprawdę nikt nigdy jej nie kochał.

Dla mnie to był cios, po którym na wiele lat rzuciłam pisanie. Spaliłam wszystkie nasze zdjęcia pochodzące z okresu dzieciństwa, wszystkie z tamtego chorego okresu. Podarłam wszystkie jej rysunki i wszystko to, co wspólnie tworzyłyśmy. Musiałam tak zrobić, inaczej bym zwariowała z tęsknoty  i rozpaczy.

Za jej życia przyrzekłyśmy sobie, że kiedyś nasza historia ujrzy światło dzienne, po to abyśmy już nigdy nie musiały uciekać przed swoją przeszłością. Jemu też zapowiedziałam, że kiedy uda mi się wyjść z tego i odzyskam siłę, aby o tym mówić/pisać wprost bez synonimów, znajdę kogoś konkretnego  lub sama to opublikuję. Że jeszcze o mnie usłyszy.

Teraz właśnie jest ten czas.

A dziś… Czy jestem szczęśliwa?

Tak, jak najbardziej czuję się szczęśliwa, chociaż do końca życia będę musiała się mierzyć z problemem molestowania. Za każdym razem jak mówiłam to na psychoterapii czy w gronie przyjaciół niczego nie pomijałam, czasem się rozklejałam lub trzaskałam drzwiami.

Najważniejsze, że umiem o tym mówić i dałam sobie prawo do życia na własny rachunek.

Obecnie rozwijam swoją drugą pasję. Pracuję w świetlicy środowiskowej z dzieciakami, które potrzebują uwagi, zwykłej rozmowy i zabawy. Chcę im pokazać, że świat jest wspaniały i to my go tworzymy. Lubię podróżować z nimi i uczyć ich tolerancji, kreatywności i bycia sobą. To my nadajemy sens naszym wspomnieniom.

Kończąc swoja historię i pozwalając na jej publikację, chciałabym bardzo, aby ten problem został nagłośniony medialnie. Nie puszczony jednym zdaniem na dole ekranu. Chciałabym uświadomić innym osobom, że zawsze jest wyjście, że bycie ofiarą przemocy seksualnej nie przekreśla tego, aby zostać zwycięzcą własnego życia.

Jeśli Twój ojciec robi z Tobą to, co mój robił ze mną – pamiętaj – jesteś osobą wartościową i jeśli o siebie zawalczysz, wyjdziesz z tego. W przyszłości jest życie. Piękne życie.

Dziękuję za uwagę,

Agnieszka Pajurek, 28 lat

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +308, liczba głosów: 350)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z biblioteki zdjęć #MP