Mięso bez kwiczenia i kwilenia

Do 2050 roku na świecie będzie około 10 miliardów ludzi. Zatem już teraz musimy pomyśleć o zastąpieniu produktów i protein, które pozyskujemy z kurczaków, świń, bydła, ryb. Warto już teraz zastanowić się nad tym, w którą stronę zmierza technologia alternatywnego pozyskiwania protein.

Przedruk artykułu: Natalia Wilk-Sobczak

Musimy już teraz pomyśleć o alternatywnych źródłach pozyskiwania protein. Za dekadę lub dwie ludzie jeść będą produkty o smaku zwierzęco-podobnym, jednak ich skład może być bazowany głównie na roślinach.

Do 2050 roku na świecie będzie około 10 miliardów ludzi. Zatem już teraz musimy pomyśleć o zastąpieniu produktów i protein, które pozyskujemy z kurczaków, świń, bydła, ryb.

Warto już teraz zastanowić się nad tym, w którą stronę zmierza technologia alternatywnego pozyskiwania protein.

Zbliżyliśmy się do momentu, w którym tak bardzo eksploatujemy zwierzęta dla własnych korzyści, w tym taże kulinarnych, po którym najprawdopodobniej nastąpi diametralna redukcja spożycia mięsa.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Wynika to choćby z tego, że najzwyczajniej w świecie nie będzie wystarczająco miejsca i wody na hodowlę potrzebnych do konsumpcji zwierząt. Z drugiej strony wszyscy wiemy, że hodowla żywego inwentarza przyczynia się do globalnego ocieplenia. (Kiedy podliczysz emisję CO2 z wycinki drzew, produkcji paszy i transportu rolniczego i dodasz do tego ziejące metanem krowy albo rozkładający się nawóz, który także generuje emisję metanu, wyjdzie na to, że żywy inwentarz stanowi 18% całkowitej emisji gazów cieplarnianych – tak wynika z badań ONZ do spraw Wyżywienia i Rolnictwa.)

Jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę względy etyczne dotyczące tego, jak zwierzęta są hodowane i zabijane oraz fakt, iż dieta bazująca na roślinach jest zdecydowanie zdrowsza, to wyjdzie nam, że warto zwrócić się w stronę konkretnej alternatywy w czasach coraz bardziej rosnącego zapotrzebowania na proteiny. Oto 4 alternatywy i  ludzie bądź instytucje, którzy za nimi stoją:

  1. Rośliny bogate w błonnik takie, jak chlebowiec różnolistny (jackfruit). Annie Ryu to kobieta, która założyła firmę The Jackfruit Company, która kupuje owoce od rolników w Indiach i pakuje je dla konsumentów w Ameryce.
  2. Owady: firma Tiny Farms, startup z Californi pracująca nad rozwijaniem na skalę przemysłową sposobu na hodowanie tropikalnych świerszczy – wspaniałego źródła protein, choćby w formie mąki wykorzystywanej do produkcji batoników energetycznych.
  3. Mięso hodowlane: tacy badacze, jak  Natalie Rubio, doktorantka inżynierii biomedycznej na Tufts University, pracują nad unieśmiertelnieniem komórek zwierzęcych i hodowaniu ich w warunkach kontrolowanych w celu wyprodukowania jadalnej tkanki.
  4. Produkty roślinne zwierzęco-podobne od takich firm jak  Beyond Meat albo Impossible Foods. Produkty są stworzone z soi lub grochu i wyglądem i smakiem przypominają produkty odzwierzęce dzięki dodaniu „krwi” np. z buraków.

W przypadku tej czwartej alternatywy istnieje ryzyko, że zatwardziali mięsożercy nie zechcą sprobować produktu zwierzęco-podobnego, gdyż – jak pokazują badania – nikt nie lubi kopii czegoś, co już lubi.

Ale, jak mówi Natalie Rubio, „przemysł zwierzęcy jest tak ogromnym, masowym i naglącym problemem, że juz teraz musimy patrzeć na niego z rożnych perspektyw. Potrzebujemy wielu ludzi, którzy tak szybko, jak to tylko możliwe będą pracować nad każdym możliwym rozwiązaniem, po to byśmy wspólnie pozbyli się tych negatywnych wpływów, które mają miejsce na naszej planecie.”

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 1)
Loading...