Stawiszyński komentuje tekst Anonymous

Opublikowany jakiś czas temu na Medium Publicznym tekst „Anonymous do Polaków o uchodźcach” bije rekordy odsłon. Ten tekst, moim zdaniem, nie powinien był się w ogóle ukazać. Ale, że się ukazał – niech to będzie dowodem na realną demokrację i wielogłos w MP.

Ten tekst to kwintesencja myślenia spiskowego.

Jego olbrzymia popularność jest równie niepokojąca, co wypowiedzi świeżo upieczonych polskich oficjeli, którzy lekką ręką kwestionują efekty unijnych negocjacji i zapowiadają, że położą kres „oszalałemu lewactwu”.

Równie dobrze mógłby napisać go Antoni Macierewicz, który buduje swój obraz świata swobodnie przeplatając fakty, interpretacje i spekulacje. Wszystko zaś po to, żeby – stosując nomenklaturę psychoanalityczną – „tam gdzie jest id, zapanowało ego”. Czyli – tam gdzie jest chaos i niejasność, zapanował porządek i logika. Jest to wszakże logika spiskowa, a zatem taka, która nie toleruje niewiedzy czy bezradności i w każdą nieprzezwyciężalną w danym momencie lukę wstawia tajne ośrodki władzy, które realizują jakieś sobie tylko znane, ciemne interesy. Od tak czy inaczej przybliżonego opisu rzeczywistości raczej nas w ten sposób oddalając, niż zwiększając świadomość sytuacji, w której realnie się znajdujemy. A tym samym osłabiając zdolność do adekwatnego reagowania na faktyczne, nie zaś wyimaginowane, zagrożenia.

Tekst „Anonymous do Polaków o uchodźcach” to pułapka: rozmyty, nieokreślony, uwodzicielski lep – w którym stapiają się fakty i domysły, w którym stawia się tezy, nie mając na ich poparcie żadnych dowodów.

http://mediumpubliczne.pl/2015/10/anonymous-do-polakow-o-uchodzcach/

Porzućcie racjonalność

Za wszystkim, co się dzieje w związku z kryzysem uchodźczym w Europie stoją, zdaniem Anonymous, Amerykanie i Żydzi (jakżeby inaczej, to przecież ulubieni bohaterowie teoretyków spisku wszelkiego autoramentu). Ci ostatni szczególnie zainteresowani są budową Wielkiego Izraela na „terenach pustoszonych przez ISIS”, ci pierwsi zapewne dążą do wprowadzenia powszechnej „kontroli i monitoringu”.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Skąd Anonymous to wiedzą? Na to pytanie brakuje w tekście odpowiedzi, starczy zapewnienie, że wiedzą.

Czytelnikowi, który to weźmie za dobrą monetę, ziemia pod stopami przyjemnie nieruchomieje. Chaos staje się kosmosem. To, co nieopanowane, jest nieopanowane tylko pozornie – w istocie panują nad tym bowiem tajne służby i niejawne siły. Rzecz jasna, nadal jesteśmy w niebezpieczeństwie, ale stało się ono przynajmniej dookreślone, wiadomo już, kto nam zagraża i dlaczego. Nie jesteśmy teraz całkiem bezradni, wiedza jest władzą, wróg został zidentyfikowany – a zatem można sformułować środki zaradcze, co zresztą Anonymous skwapliwie czynią.

Tyle że bez dowodów, źródeł, uzasadnień, dokumentów wspierających te tezy, bez kryteriów mogących w jednoznaczny sposób zweryfikować wartość tych wywodów, ten tekst jest jeszcze jedną, standardowo skonstruowaną teorią spiskową, ta zaś – jeśli ją przyjmiecie – w krótkim czasie doprowadzi was do miejsca, w którym wszystko stanie się możliwe.

A lęk nie zostanie uśmierzony, przeciwnie, będzie tylko narastał – aż do momentu, w którym potrzebna będzie kolejna spiskowa narracja, jeszcze bardziej fantasmagoryczna, jeszcze spójniejsza, jeszcze bardziej spektakularna. I tak ad infinitum. Rzeczywistość natomiast będzie żyła obok, własnym życiem, realne zagrożenia będą narastać, środków, żeby im sprostać będzie coraz mniej.

„Króluje chaos”, czyli o subtelnych technikach uwodzenia.

Pamiętacie tę niesamowitą scenę z „Antychrysta” Larsa von Triera? (Zobacz tu) Pogrążony w osobliwym stanie hipnagogii Willem Defoe przemierza leśne ostępy, natykając się w pewnym momencie na martwego lisa. Kiedy odgarnia dłonią liście paproci przykrywające zmasakrowane truchło, zwierzę nagle podnosi głowę i wibrującym, basowym głosem, który jeszcze na długo potem niepokojąco dźwięczy w uszach, oznajmia: „Króluje chaos”.

Nie trzeba od razu zstępować w rejony wyrafinowanej i mrocznej metafizyki, żeby spróbować adekwatnie ująć znaczenie tej lisiej konstatacji. Można przełożyć ją po prostu na język empirii – z którą zresztą boleśnie konfrontują się bohaterowie „Antychrysta”. Rzeczywistość naszego doświadczenia jest kompozycją nieskończonej liczby czynników, nieskończonej liczby determinant, których nie sposób objąć przy pomocy najbardziej nawet skomplikowanego wzoru.

Próby totalistycznego opisu świata – tak zwane wielkie narracje, opowieści, w których tkanka uniwersum wyświetla się w sposób detaliczny i pozbawiony wszelkich zaciemnień – nieodwołalnie należą już do przeszłości. Nasz ogląd jest fragmentaryczny i rozkawałkowany. Nie ma żadnej unifikującej zasady, nie ma niewidzialnej, ale uchwytnej na drodze intelektualnej spekulacji struktury, odpowiedzialnej za układ i porządek tego, co widzialne. Działają oczywiście struktury lokalne, doraźne układy zarządzające, identyfikowalne bywają także zasady, wedle których rzeczywistość funkcjonuje w swoich określonych rejestrach. Ale nie ma ogólnej teorii wszystkiego – i, jak twierdzi dzisiaj wielu specjalistów, nigdy jej nie będzie.

Co nie znaczy, że za nią nie tęsknimy. Że nie wypatrujemy na każdym kroku czegoś, co da nam choćby jej posmak. Że w dowolnej, nieopisywalnej żadnym równaniem plątaninie nie dopatrujemy się automatycznie regularnego i sensownego węzła. Neuronaukowcy powiedzą, że nasz umysł został w ten sposób ukształtowany w procesie ewolucji, tego rodzaju dyspozycja sprzyja bowiem wykrywaniu potencjalnych zagrożeń oraz prewencyjnej reakcji obronnej. Czy chodzi o to właśnie, czy też raczej o egzystencjalny lęk, który każe nam budować kulturowe zasieki przeciwko nieuporządkowanemu, pełnemu cierpienia i śmierci światu naszych rozpadających się w czasie ciał – nie jest to tak bardzo teraz istotne.

Jednym z najskuteczniejszych w każdym razie sposobów, żeby taki kojący efekt osiągnąć, jest myślenie spiskowe. To znaczy takie, które we wszystkim, co się dzieje, a zwłaszcza w zdarzeniach wywołujących lęk czy napięcie, poszukują ukrytej agendy, świadomie realizującego jakieś własne niejawne cele ośrodka.

http://mediumpubliczne.pl/2015/12/polemika-do-tekstu-stawiszynskiego-o-anonymous-prosta-poetycka-manipulacja/

Słodka przynęta

Problem polega tylko na tym, że tego rodzaju myślenie jest pułapką. Uwodzącą swoją spójnością i pozorną racjonalnością, ale zarazem chwytającą każdego, kto jej zakosztuje, w żelazne objęcia rozumowań niewywrotnych.

Abstrahując już od tego, że zwolennik teorii spiskowej może mieć niekiedy rację – historia wszak pełna jest udanych i nieudanych spisków – nie dysponuje żadnymi narzędziami, które byłyby w stanie rozdzielić w jego myśleniu rzeczywistość od nierzeczywistości. Innymi słowy, nawet jeśli częściowo ma rację – nie umie tego stwierdzić, ponieważ nie istnieją w jego instrumentarium środki, pozwalające mu dokonać takiej weryfikacji. Jego zasobem przekonań rządzi metaprzekonanie o istnieniu spisku – jednego bądź wielu – i nic nie jest w stanie tego metaprzekonania naruszyć. Co więcej – im mniej za spiskiem przemawia, tym mocniej wspiera to całą narrację, bo świadczy tylko o tym, że spiskowcy stosują metody tak przemyślne i chytre, że skutecznie zacierają ślady swoich działań. Im bardziej czegoś nie ma, tym bardziej to jest – taka trawestacja słynnej sceny z „Kubusia Puchatka” najlepiej opisuje zjawisko, z którym mamy w tym przypadku do czynienia.

Współcześni badacze teorii spiskowych odchodzą od jednoznacznego ich potępiania jako wyłącznie produktu paranoidalnego nastawienia do świata, albo zwykłego, choć ponętnego, błędu w rozumowaniu. Tego rodzaju miażdżąca ocena teorii spiskowych dominowała w humanistyce od kilkudziesięciu lat, a dokładnie od czasu, kiedy Karl Raimund Popper dokonał swojej zasadniczej krytyki rozumowania spiskowego, a Richard Hofstadter nazwał je wykwitem zaburzeń paranoidalnych. Dzisiaj socjolodzy i filozofowie zajmujący się tym fenomenem są już znaczenie ostrożniejsi – z jednej strony dostrzegając istotną rolę społeczną, jaką tego typu narracje mogą spełniać (stając się np. orężem w walce o emancypację wśród dyskryminowanych grup), z drugiej mając świadomość, że najbardziej nawet szaleńczo brzmiące teorie spiskowe mogą zawierać elementy prawdziwe (zwłaszcza w kontekście niejawności politycznych działań oraz wpływu, jaki na politykę mają tajne służby różnych krajów). Nie zmienia to jednak faktu, że kto raz przyjmie reguły takiego myślenia – nie będzie mógł ich łatwo porzucić. Świat natomiast, w którym się znajdzie, pozbawiony będzie jakichkolwiek linii demarkacyjnych. W tym świecie, innymi słowy, możliwe stanie się dosłownie wszystko: rozróżnienia na empirię i interpretację, fakty i domysły, a także różne stopnie prawdopodobieństwa zachodzenia, bądź nie, poszczególnych zjawisk, zatrą się i zleją ze sobą, tworząc osobliwy konglomerat służący nie tyle kontaktowi z czymś, co zewnętrzne, ile raczej nieustannemu stabilizowaniu niezdolnej do poradzenia sobie z wielością i niejednoznacznością świata psychiki.

Porzućcie więc wszelką nadzieję, którzy to klikacie.

 

 

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: -33, liczba głosów: 229)
Loading...
The following two tabs change content below.

Tomasz Stawiszyński

Ostatnie wpisy Tomasz Stawiszyński (zobacz wszystkie)