Obecne recepty nie wystarczają – potrzebujemy pluralizmu w nauczaniu ekonomii – list studentów

Od kilku lat rośnie w siłę studencki ruch na rzecz pluralizmu w naukach ekonomicznych domagający się uwzględnienia w programach nauczania również innych niż neoklasyczna perspektyw: postkeynesowskiej, marksistowskiej, feministycznej, instytucjonalnej, austriackiej, neoricardiańskiej, itd. Potrzebujemy pluralizmu w nauczaniu ekonomii!

Kryzys finansowy roku 2007 miał według wielu analityków stanowić ważną cezurę w dziejach świata. „Po 2007 już nic nie będzie takie samo”, mówili. Chyba nikt nie mógłby przelicytować optymizmu Josepha Stiglitza, który stwierdził, że „kryzys na amerykańskim rynku kredytów hipotecznych subprime będzie dla neoliberalizmu, tym czym upadek Muru Berlińskiego był dla komunizmu”. Ekscesy banków miały zostać ukrócone, chciwość spekulantów utemperowana, sektor finansowy zaprzęgnięty na usługi „gospodarki realnej” (tj. generującej miejsca pracy), a państwo miało odzyskać skuteczne narzędzia nadzoru nad gospodarką. Po początkowych deklaracjach polityków i zaaplikowaniu skromnych pakietów stymulacyjnych, szybko jednak powrócono do „business as usual”, czyli polityki cięć budżetowych, odchudzania sektora publicznego i przekonania, że wszystko załatwi rynek i dobrze zaplanowana polityka monetarna.

O ile więc w praktyce gospodarczej kryzys zmienił niewiele, o tyle na wydziałach ekonomicznych rzeczywiście „coś pękło, coś się skończyło”. Dość spektakularna porażka mainstreamowych modeli makroekonomicznych w diagnozowaniu problemów toczących amerykańską gospodarkę ukazała w pełnym świetle kruche fundamenty teoretyczne dominującego paradygmatu neoklasycznego. Rzekomy konsensus wokół najważniejszych kwestii teoretycznych został zastąpiony przez starcia zwalczających się plemion: neoklasyczna cytadela jest bowiem atakowana nie tylko z zewnątrz, przez rozmaite heterodoksyjne szkoły ekonomiczne, ale i sama ekonomia neoklasyczna okazała się mniej spójna, niżby życzyli sobie tego niektórzy jej zwolennicy.

Wobec coraz bardziej kłującego w oczy „rozjeżdżania się” otaczającej nas rzeczywistości ekonomicznej ze światem opisywanym w podręcznikach akademickich, nie dziwi fakt, że bardziej krytycznie nastawieni studenci ekonomii zaczynają poszukiwać nowych dróg.

Od kilku lat rośnie w siłę studencki ruch na rzecz pluralizmu w naukach ekonomicznych domagający się uwzględnienia w programach nauczania również innych niż neoklasyczna perspektyw: postkeynesowskiej, marksistowskiej, feministycznej, instytucjonalnej, austriackiej, neoricardiańskiej, itd… Studenci spod znaku brytyjskich Post-Crash Economics Society i Rethinking Economics czy francuskiej Les Éconoclastes domagają się też większego dialogu ekonomii z innymi dyscyplinami naukowymi, takimi jak historia czy socjologia. W 2014 r. te dotychczas niezależnie od siebie działające grupy powołały Międzynarodową Inicjatywę Studencką na Rzecz Pluralizmu w Ekonomii (International Student Initiative for Pluralist Economics) zrzeszającą 65 organizacji studenckich z 30 krajów. Niestety, wśród sygnatariuszy manifestu ISIFPE nie ma żadnej organizacji studenckiej z Polski, niewiele też słychać o czynnym zaangażowaniu się kół naukowych z polskich uniwersytetów w prace ISIFPE.

Na kompletny brak zaangażowania polskich studentów w ruch na rzecz pluralizmu w naukach ekonomicznych wpływa niewątpliwie wiele czynników i nie sposób podjąć się tu ich szczegółowej analizy. Jednak również i w Polsce coraz częściej daje się odczuć niezadowolenie z ekonomii głównego nurtu, o czym świadczy chociażby wzrastająca popularność myśli Michała Kaleckiego. Z myślą o tych studentach już poszukujących, a także w nadziei że pobudzi ona do poszukiwań kolejnych przygotowałem krótką listę wątpliwości i pytań, które zbyt rzadko (o ile w ogóle) padają na wydziałach ekonomii, a które można potraktować jako początek krytycznej refleksji nad odpowiedziami udzielanymi (a także stawianymi pytaniami) przez neoklasyczne podręczniki.

Wesprzyj #Medium
  1. W jakich jednostkach mierzymy kapitał fizyczny? W latach 60 XX wieku miała miejsce prawdopodobnie największa kontrowersja teoretyczna w historii ekonomii – tzw. „spór wokół teorii kapitału”(z ang. Cambridge capital controversy). Ekonomiści z brytyjskiego Cambridge udowodnili wtedy, że opisywane w podręcznikach formułowanie krzywych popytu na kapitał, malejących w stosunku do wzrostu stopy procentowej, jest po prostu matematycznie błędne. Rezultaty tej debaty są dość druzgoczące dla szkoły neoklasycznej, unieważniają one bowiem jej najważniejsze fundamenty teoretyczne (funkcję produkcji i teorię podziału dochodów opartą na teorii produkcyjności krańcowej), na których przez dziesięciolecia budowano kolejne teorie i koncepty. Znakomita większość podręczników z których naucza się studentów pierwszego roku nie zawiera żadnej wzmianki o problemach związanych z agregacją kapitału i jest pisana tak jak gdyby „kontrowersje wokół teorii kapitału” nigdy się nie wydarzyły.
  2. Co z tzw. problemem replikacji badań naukowych? Według niedawnych badań Andrew C. Changa i Phillipa Li z FED rezultatów prawie połowy badań z dziedziny ekonomii nie udaje się powtórzyć[1]. Stanowi to ogromny problem dla tych którzy chcieliby widzieć w ekonomii naukę ścisłą, czy wręcz jako jedną z gałęzi matematyki.
  3. Jakie są dokładnie konsekwencje twierdzenia Sonnenscheina-Mantela-Debreu (SMD) i problemu agregacji indywidualnych krzywych popytu dla neoklasycznej teorii równowagi ogólnej? Jaki jest status naukowy tzw. prawa popytu? Ogromna liczba wyjątków od niego i wspomniane wyżej twierdzenie SMD nakazują daleko idącą ostrożność co do twierdzeń formułowanych na podstawie wspomnianego „prawa”.
  4. Dlaczego niemal wszystkie podręczniki do makroekonomii nauczają jedynie tzw. egzogenicznej teorii kreacji pieniądza? Praktycy ekonomii, bankierzy centralni i ludzie na co dzień pracujący na rynkach finansowych doskonale zdają sobie sprawę z tego, że podręcznikowy mnożnik kreacji pieniądza jest fikcją, a pieniądz w rzeczywistości jest kreowany endogenicznie. Wbrew temu co można przeczytać w podręcznikach ekonomicznych, banki nie tworzą nowych kredytów z depozytów, ale to właśnie kredyty tworzą nowe depozyty. Niedawno fakt ten został przyznany przez brytyjski bank centralny (Bank of England)[2]. Najwyższa pora, żeby wiedza ta dotarła na wydziały ekonomiczne.
  5. Neoklasyczna teoria firmy i produkcji nigdy nie skonfrontowała się z zarzutami sformułowanymi przez włoskiego ekonomistę Piero Sraffe w jego głośnym artykule z 1926 r. (sic!) krytykującym tzw. prawo malejących przychodów[3]. Po raz kolejny ekonomiczny mainstream „poradził sobie” z zarzutami swoich krytyków, nie przez wykazanie niezasadności ich argumentów, ale po prostu zachowując się tak jak gdyby ich krytyka nigdy nie została sformułowana. Badania empiryczne zdają się jednak oddawać sprawiedliwość Sraffie, a nie neoklasycznym podręcznikom do mikroekonomii[4].
  6. Czy wobec wyników badań ekonomistów z IMF potwierdzających empirycznie słuszność tzw. hipotezy Prebischa–Singera, nie powinniśmy odnosić się bardziej sceptycznie do postulatów znoszenia wszelkich ograniczeń w handlu międzynarodowym (zwłaszcza w kontekście negocjacji wokół TTIP)[5]? Co więcej, neoklasyczny model wymiany międzynarodowej opiera się na twierdzeniu Heckschera – Ohlina – Samuelsona – czyli jednej z tych koncepcji ekonomicznych, których błędy wykazane zostały podczas wspomnianego wyżej „sporu wokół teorii kapitału”.
  7. Jakie były okoliczności ustanowienia tzw. ekonomicznego Nobla i dlaczego nagroda ta wzbudza tyle kontrowersji? Tzw. ekonomiczny Nobel pomaga wzmocnić wrażenie, jakoby ekonomia była nauką ścisłą, a jej laureaci często są otoczni nimbem nieomylnych wyroczni w dziedzinie ekonomii. Od samego początku nagrodzie tej towarzyszyły jednak kontrowersje: nie ma jej w oryginalnym testamencie Alfreda Nobla – została ona ustanowiona dopiero ponad 70 lat po jego śmierci, przez szwedzki bank centralny. Potomkowie Nobla domagają się, aby jego nazwisko zostało usunięte z nazwy nagrody, ponieważ uważają, że „ekonomiczny Nobel” jest niezgodny z duchem tej nagrody. Jest to chyba jedyna prestiżowa nagroda naukowa, którą jednocześnie nadaje się autorom wzajemnie sprzecznych teorii (np. Gunnar Myrdal i Friedrich von Hayek w 1974 czy Eugene Fama i Robert J. Shiller w 2013) Kryteria według których przyznawana jest nagroda (i związany z nią autorytet) nie są niewinne: od zawsze przyznawana była ekonomistom neoklasycznym, często związanych z uniwersytetem w Chicago, a nieliczne wyjątki (Hayek, Myrdal) potwierdzają te zasadę. Przedstawiciele konkurencyjnych nurtów ekonomicznych byli celowo pomijani. W 1975 przewodniczący komitetu noblowskiego przyznał, że Joan Robinson nie została uhonorowana Noblem, ponieważ obawiano się, że może wykorzystać zdobytą w ten sposób pozycję do krytyki ekonomii głównego nurtu.
  8. Jaki wpływ na makroekonomiczną politykę państwa ma tzw. hipoteza nieergodyczności zaproponowana przez Paula Davidsona? Podmioty w nowoczesnych gospodarkach kapitalistycznych działają w warunkach niepewności i niepełnej informacji, a podręcznikowe modele są często oparte na założeniach superracjonalności i pełnej informacji jednostek. Na modelach tych z kolei opiera się często polityka gospodarcza państwa, a także przekonanie, że skoro podmioty rynkowe działają racjonalnie, państwo powinno ograniczyć się do niezakłócania mechanizmów rynkowych.
  9. Współczesna nauka już dawno przyswoiła sobie wnioski płynące z teorii emergencji, głoszącej, że wraz z kolejnymi stopniami złożenia powstają zupełnie nowe jakościowo formy. Badając funkcjonowanie skomplikowanych systemów nie można zadowolić się opisem właściwości ich części składowych: las nie jest po prostą sumą znajdujących się w nim drzew. W naukach przyrodniczych takimi kolejnymi stopniami złożenia zajmuje się kolejno fizyka (badająca właściwości energii i materii), następnie chemia (opisująca właściwości substancji chemicznych), a na końcu biologia (badająca organizmy żywe). Podobnie w naukach społecznych zachowanie społeczności i grup (domena socjologii) nie da zredukować się do zachowania poszczególnych jednostek (psychologia). Tymczasem na wydziałach ekonomii niepodzielnie króluje metodologiczny indywidualizm i obsesyjne poszukiwanie mikrofundamentów dla modeli makroekonomicznych. W rzeczywistości, zjawisk makroekonomicznych nie da się po prostu zredukować do rezultatów mikroekonomicznych.
  10. Problem stanowi prawie całkowite ignorowanie perspektywy feministycznej w naukach ekonomicznych. W USA i w Wielkiej Brytanii ekonomia feministyczna jest dynamicznie rozwijającym się programem badawczym, który zwrócił uwagę ekonomistów na problem nieopłaconej pracy wykonywanej w gospodarstwach domowych (głównie przez kobiety i dzieci) i na fakt, że te same procesy ekonomiczne w różny sposób wpływają na sytuację mężczyzn i kobiet.
  11. Być może największa rozbieżność pomiędzy rzeczywistością gospodarczą i ekonomią neoklasyczną ma miejsce w przypadku teorii cen: ogrom badań empirycznych wskazuje na to, że mechanizm popytowo-podażowy kształtujący ceny w podręcznikowym modelu neoklasycznym nie ma zastosowania w rzeczywistości gospodarczej. Badania te potwierdzają jednocześnie słuszność postkeyensowskiej teorii cen administrowanych, w której kluczowe znacznie ma analiza kosztów produkcji i siła rynkowa przedsiębiorstw[6].
  12. Współczesna ekonomia panicznie boi się wielkich pytań teoretycznych (tego co Anglosasi nazywają „high theory”), natomiast bardzo chętnie ucieka w kazuistykę. Przykładem niech będzie porzucenie jakichkolwiek rozważań na temat teorii wartości. Pod koniec XIX, w wyniku tzw. rewolucji marginalistycznej w ekonomii, odrzucono teorię wartości opartej na pracy na rzecz tzw. subiektywistycznej teorii wartości. Bardzo szybko jednak okazało się, że ta nowa teoria wartości, podobnie jak teoria wartości opartej na pracy, skażona jest wewnętrznymi sprzecznościami teoretycznymi. Współcześnie większość ekonomistów porzuciła zarówno klasyczną, jak i marginalistyczną teorię wartości i zadowolą się intuicyjnym (tj. bezrefleksyjnym) posługiwaniem się tą kategorią, często utożsamiając po prostu wartość z ceną. Doprowadziło to do sytuacji w której ekonomia jako dyscyplina naukowa, której początki sięgają XVIII wieku, nadal nie potrafi odpowiedzieć na wydaje się podstawowe pytania: czym jest wartość? Kto ją wytwarza? Jak ją mierzyć? Od takich „dużych” pytań nie ma ucieczki, jeżeli uniwersytety ekonomiczne mają być miejscami kształcenia obywateli zdolnych do krytycznej analizy otaczającej nas rzeczywistości gospodarczej, a nie tylko lepszymi szkołami biznesowymi, taśmowo produkującymi przedstawicieli handlowych.

To tylko niektóre z zarzutów, które można by podnieść pod adresem dominującej obecnie na wydziałach ekonomicznych szkoły neoklasycznej – listę można by poszerzać o kolejne zagadnienia, z których każde zasługuje na pogłębioną analizę. Podkreślić trzeba, że nie są to tylko abstrakcyjne rozważania mieszkańców wieży z kości słoniowej – to jak nauczana jest ekonomia wpływa bezpośrednio na poziom życia całych grup społecznych i na jakość instytucji demokratycznych. Przykładem na potwierdzenie tej tezy może być kryzys finansowy z 2007 i próby wyjścia z niego: ekonomiści neoklasyczni są bowiem nie tylko winni doprowadzenia do kryzysu (przez stworzenie intelektualnej zasłony dymnej dla Goldman Sachsów i Bernie Madoffów tego świata), ale obecnie ich recepty niewiele pomagają w wyciągnięciu nas z problemów. Polityka gospodarcza oparta na neoklasycznych podręcznikach skupia się na zadłużeniu publicznym i rozwiązanie wszelkich problemów widzi w zmniejszaniu długu publicznego i rozsądnej polityce monetarnej. Tymczasem istnieją alternatywne wyjaśnienia źródeł obecnego kryzysu: Hipoteza Niestabilności Finansowej Hymana Minsky’ego, Nowoczesna Teoria Pieniądza (MMT) Randalla Wraya, czy wreszcie teoria recesji bilansowej (balance sheet recession) Richarda Koo. Te nieortodoksyjne koncepcje teoretyczne okazały się skuteczniejsze w identyfikowaniu źródeł obecnego kryzysu, a dziś formułują zupełnie inne niż ekonomia neoklasyczna zalecenia dla polityki gospodarczej. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że źródeł problemów dopatrują się w zadłużeniu sektora prywatnego, a rozwiązaniem dla nich jest odważna polityka fiskalna. O istnieniu tych alternatyw studenci ekonomii nie dowiedzą niestety się z tradycyjnych podręczników.

Na zakończenie chciałbym przytoczyć fragment z manifestu International Student Initiative for Pluralism in Economics: Zmiana musi nadejść z inicjatywy wielu stron. Z tego też powodu zapraszamy Was – studentów ekonomii oraz innych kierunków – do dołączenia do nas i wspólnego stworzenia masy krytycznej, potrzebnej do wprowadzenia w życie zmiany. Pluralizm w nauczaniu ekonomii jest niezbędny dla przeprowadzenia efektywnej publicznej debaty, a więc innymi słowy – jest interesem demokracji”.

Na nasze nieszczęście żyjemy w bardzo ciekawych i burzliwych czasach, niestety neoklasyczne podręczniki ekonomiczne niewiele wnoszą do naszego zrozumienia współczesnej gospodarki kapitalistycznej. Niekiedy wręcz odwracają naszą uwagę od istotnych kwestii – tak jak to miało miejsce w przypadku rosnących nierówności społecznych czy kumulowaniu się prywatnego długu. Pluralizm w nauczaniu ekonomii jest konieczny i im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym większe szanse będziemy mieli na unikniecie kolejnego 2007 roku.

Marcin Czachor

Wydawnictwo Ekonomiczne „Heterodox”

Komentarz Anny Grodzkiej:

Zaprezentowane tu myślenie jest bliskie wszystkiemu w Europie i Świecie, co zawiera się w nowym (wierzę, że niebawem obowiązującym) myśleniu o gospodarce w świecie. Uzyskuje poparcie wielu nurtów społecznych i politycznych  konserwatywnych światopoglądowo i postępowych. To dla nas ważne!

Aktualnie mija druga rocznica opublikowania manifestu Międzynarodowej Inicjatywy Studenckiej na Rzecz Pluralizmu w Ekonomii (International Student Initiative for Pluralist Economics). W liście tym czytamy:

Zmiana musi nadejść z inicjatywy wielu stron. Z tego też powodu zapraszamy Was – studentów ekonomii oraz innych kierunków – do dołączenia do nas i wspólnego stworzenia masy krytycznej, potrzebnej do wprowadzenia w życie zmiany. Pluralizm w nauczaniu ekonomii jest niezbędny dla przeprowadzenia efektywnej publicznej debaty, a więc innymi słowy – jest interesem demokracji”.

Środowisko skupione wokół wydawnictwa Heterodox przygotowało krótką charakterystykę głównych zarzutów podnoszonych pod adresem ekonomii głównego nurtu.

Przypisy:

[1] Andrew Chang and Phillip Li: “Is Economics Research Replicable? Sixty Published Papers from Thirteen Journals Say “Usually Not”, Finance and Economics Discussion Series 2015-083. Washington: Board of Governors of the Federal Reserve System.

[2] Michael McLeay, Amar Radia and Ryland Thomas: “Money in the modern economy: an introduction”, Bank of England Quarterly Bulletin 2014 Q1.

[3] Sraffa, Piero, 1926, „The Laws of Returns under Competitive Conditions”, Economic Journal, 36(144), pp. 535–50.

[4] Alan S. Blinder, Elie R. D. Canetti, David F. Lebow, and Jeremy B. Rudd. Asking About Prices: A New Approach to Understanding Price Stickiness.

[5] Rabah Arezki, Kaddour Hadri, Prakash Loungani and Yao Rao (2013) ‚Testing the Prebisch-Singer Hypothesis since 1650: Evidence from Panel Techniques that Allow for Multiple Breaks’ Working Paper No. 13/180

[6] Fabiani, Silvia, Suzanne Loupias, Claire, Monteiro Martins, Fernando Manuel and Roberto Sabbatini. 2007. Pricing Decisions in the Euro Area: How Firms set Prices and Why. Oxford University Press, New York.

The following two tabs change content below.