Jeśli PiS chce prawdy o „Żołnierzach Wyklętych”, to dajmy im całą prawdę

Nie mam zamiaru w żaden sposób umniejszać wysiłków ludzi walczących z panującym w latach 1945-89 komunistycznym reżimem. Należy jednak pamiętać, że postępowanie licznych bojowników o lepszą Polskę było bardzo odległe od żołnierskiego ideału.

O czym jest tekst:

  • Przypomnienie brzydkiej historii siejącego postrach na Podlasiu Władysława „Młota” Łukasiuka;
  • Opis zbrodni dokonywanych przez Wyklętych w imię bandyckich interesów;
  • Podsumowanie działań manipulacyjnych PiS w obrębie historii Wyklętych;
  • Apel do czytelników o przypominanie prawdy o zbrodniach Wyklętych.
Zbigniew Wawrzyniak ma 30 lat, jest teologiem, zwolennikiem nowoczesnej lewicy. Interesuje się filozofią antyczną i oświeceniową.
Zbigniew Wawrzyniak ma 30 lat, jest teologiem, zwolennikiem nowoczesnej lewicy. Interesuje się filozofią antyczną i oświeceniową.

Odkłamywanie historii przez zakłamywanie faktów

Od połowy lutego widzimy jak media publiczne całkowicie podporządkowane rządowi PiS bombardują nas „faktami” dotyczącymi Żołnierzy Wyklętych. Filmy dokumentalne, relacje z wydarzeń państwowych, wywiady, rozdmuchana do niebywałych rozmiarów promocja premiery „Historii Roja” – filmu poświęconego armii niezłomnych. Można rzec: Wyklęci 24 godziny na dobę na żywo 7 dni w tygodniu.

A wszystko to ma służyć, jak twierdzą przedstawiciele władzy, „odkłamywaniu historii”. Rzecz jednak w tym, że doniesienia prasowe prezentowane nam w głównej mierze przez państwowe media są jednowymiarowe i stronnicze.

Podkreśla się w nich bohaterstwo żołnierzy antykomunistycznego podziemia, skrzętnie przy tym ukrywając niewygodne fakty z lat ich działalności. Pytam, więc dlaczego odkłamuje się historię zakłamując fakty? Bo choć wielu niezłomnych miało na swoim koncie bohaterskie czyny, jak choćby generał Emil „Nil” Fieldorf, czy rotmistrz Witold Pilecki, to jednak nie należy zapominać, że za „heroizmem” wielu wyklętych kryły się zwykle grabieże, gwałty i morderstwa – szczególnie na ścianie wschodniej.

W tej wątpliwie chlubnej materii wsławił się budzący postrach na Podlasiu Władysław „Młot” Łukasiuk.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Między „Młotem” a KBW

Korzenie mojej rodziny tkwią w położonej w bezpośrednim sąsiedztwie rzeki Bug wsi Mężenin, gdzie żyją jeszcze ludzie pamiętający wyczyny wzmiankowanego bojownika WIN. I nie jest to życzliwa pamięć…

Lecz zacznijmy od początku.

Władysław Łukasiuk urodził się 16 Lutego 1906 roku w położonej opodal Mężenina wsi Tokary w rodzinie chłopskiej. Ukończył szkołę powszechną i gimnazjum. Po wstąpieniu do wojska w 1929 roku służył w 3 Pułku Strzelców Konnych im. Hetmana Stefana Czarnieckiego w Wołkowysku, gdzie dosłużył się rangi plutonowego. Karierę wojskową Władysława Łukasiuka przerwał wypadek podczas ćwiczeń, w skutek którego jego lewa noga straciła ruchomość w stawach. Ten fakt pozostawił w nim najwyraźniej tęsknotę do munduru, którą miał powetować sobie później.

Po ślubie z Jadwigą Oksiutówną osiadł we wsi Mężenin, gdzie mieszkał i działał w konspiracji najpierw w czasie II Wojny Światowej w zgrupowaniu Białostockim w ramach ZWZAK Siedlce, potem zaś pod pseudonimem „Młot” w antykomunistycznym podziemiu w słynnej 5 Brygadzie Wileńskiej AK, gdzie za zasługi w walce z nową okupacją został promowany do stopnia kapitana.

Informacje podawane obecnie na temat „Młota” każą nam postrzegać go jako wzór dyscypliny i zaciekłego wroga przejawów bandytyzmu w oddziale. Nic bardziej mylnego. Władysław „Młot” Łukasiuk bardzo szybko obrał sobie za miejsce działania wieś swego zamieszkania, jako tu cytat: „Szczególnie czerwoną” i wymagającą oczyszczenia z radzieckiej zarazy. Rzecz w tym, że Kapitan Łukasiuk pojmował jako oczyszczanie z czerwonej zarazy głównie zbrojne rozwiązywanie osobistych sąsiedzkich niesnasek. Dziwnym trafem odział „Młota” uznawał za komunistycznych agentów tych ludzi, którzy w jakikolwiek sposób weszli w drogę panu Kapitanowi.

To osobistym uznaniem Władysława Łukasiuka kierowali się najczęściej jego WIN-owcy przy doborze ludzi, których należało wytępić. Prawdziwe bądź domniemane komunistyczne sympatie stawały się dla nich pretekstem do plądrowania gospodarstw, grabieży, porwań, pobić i zabójstw.

Imieniny kapitana Łukasiuka musiały być zawsze huczne. Odbywała się wtedy zbiórka oddziału w miejscowym dworku, a ludność musiała dzielić się z żołnierzami posiadanym prowiantem. Jeśli ktoś odmawiał, zmuszano go do tego siłą. Pijaństwu i gwałtom podczas tych przyjęć nie było końca.

Kapitan „Młot” dość osobliwie pojmował także wymiar sprawiedliwości. Jeśli jakiś konfident zdradził UB pozycję jego oddziału, wysyłano specjalną grupę partyzantów mającą na celu pobicie lub zabicie krewnego donosiciela – wedle zasady odpowiedzialności zbiorowej. Oddziały UB postępowały zreztą podobnie, ale w drugą stronę. Gdy UB przyłapało kogoś na ukrywaniu „bandytów leśnych” wysyłało odział Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, by krwawo zemściła się za to na całej miejscowej społeczności.

Posłuchaj słynnego reportażu Walentyny Łojewskiej o zbrodniach „Burego”, pt. Wciąż ich widzę.

Piotruś, Michaś, Alosza, Kostuś, Sergiusz – dzieci, które zostały spalone we wsi Zaleszany. 29 stycznia 1946 roku w Zaleszanach na Białostocczyźnie zginęło 16 osób. Pacyfikacji wsi dokonał oddział polskiego zbrojnego podziemia.

Zazwyczaj biedna i zastraszona ludność cywilna żyła w ten sposób między przysłowiowym młotem a kowadłem – bojąc się ubeckich represji z jednej strony, a z drugiej zemsty WIN. Wielu po ludzku uważało, że obie te grupy były siebie warte.

Mamy niezbite dowody tylko na jedną zbrodnię dokonaną przez Władysława Łukasiuka „Młota”. Chodzi o czyn ze wsi Czaje-Wólka z 1949 roku. Jej ofiarą miał paść Leopold Dybowski zastrzelony przez kapitana za niewykonanie wyroku śmierci na cywilach. Starszy brat Leopolda, Czesław, widząc śmierć brata, zastrzelił na miejscu Władysława Łukasiuka. Zabójstwo Leopolda Dybowskiego było więc ostatnim „Bohaterskim” czynem „Młota” w jego życiu, jednak ludzie pamiętający tamte dni powtarzają, że takich mordów było więcej.

Los dopisał dla Mężenina postscriptum do historii „Młota i innych działających tam „partyzantów”. Wieś chętnie odwiedzał major Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” darzący kapitana Łukasiuka sympatią. Efektem tych wizyt jest nieślubny syn Majora Łupaszki, żyjący w Mężeninie do dzisiaj.

Podobne przypadki wcale nie należały do rzadkości. Na przełomie stycznia i lutego 1946 roku w powiecie Bielsk Podlaski zwiad pogotowia Akcji Specjalnych NZW w składzie: dowódca kapitan Romuald Rejs „Bury”, jego zastępca porucznik Kazimierz Chmielewski „Rekin” po uprzednim wykorzystaniu okolicznych chłopów w charakterze furmanów dokonał rozstrzelania ich wszystkich na miejscu.

Był to jedynie wstęp do późniejszej masakry ludności Białoruskiej na Podlasiu, w której zamordowano od 48 do 59 osób w tym 16 dzieci. Podobne przypadki na całej ścianie wschodniej powojennej Polski można mnożyć – jednak z uwagi na upływający czas i usilne starania prawicy, by prawdę o tych wydarzeniach tuszować, są one coraz gorzej udokumentowane.

Pamięć o masakrach dokonywanych przez wielu oficerów WIN jest jednak wciąż żywa. Nie może więc dziwić oburzenie nielicznych żyjących świadków tamtych zdarzeń na wieść, że przy okazji obchodów Narodowego Święta Niepodległości w 2007 roku Prezydent Lech Kaczyński odznaczył Władysława Łukasiuka „Młota” Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Trudno nie rozumieć irytacji faktem, iż Kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego na uroczystościach wykrzyknęła chórem „Cześć ich pamięci!”.

Cześć pamięci tych, których lokalna ludność pamięta, jako zwyrodniałych kryminalistów w mundurach.

Żołnierze 3 Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), Białostocczyzna 1945. Od lewej: por.Kazimierz Chmielowski "Rekin", kpt. Romuald Rajs "Bury", NN, por. Włodzimierz Jurasow "Wiarus"
Żołnierze 3 Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), Białostocczyzna 1945. Od lewej: por.Kazimierz Chmielowski „Rekin”, kpt. Romuald Rajs „Bury”, NN, por. Włodzimierz Jurasow „Wiarus”

Dlaczego Wyklęci? – dwojaka natura określenia

Przypadek Podlasia i działających tam żołnierzy WIN posłużył mi do ukazania tego, jak daleka jest rzeczywistość od pomnikowego obrazu antykomunistycznej partyzantki, którą stara się budować partia obecnie rządząca. I jak skrajne emocje to budzi u ludzi, którzy pamiętają przeszłość. Emocje zupełnie nie eksponowane w mediach.

Wrócę do podstawowego pytania: Dlaczego przez lata tak zwanych „Żołnierzy Niezłomnych” zwykło się nazywać wyklętymi?

Wielu powie, że to skutek komunistycznej propagandy. Z pewnością po części tak jest, ale czy w zupełności? Ośmielę się stwierdzić, że nie. Pytać znaczy wiedzieć, więc postawmy sobie jeszcze kilka pytań: czy okupacja Stalinowska i komunistyczny reżim były zbrodnicze? Naturalnie, że tak. Czy należało z nią walczyć? Oczywiście, że tak. Czy metody obrane przez partyzantów były dobre? W mojej opinii nie.

Czy antykomunistyczne podziemie miało jakiekolwiek szanse w starciu z armią ZSRR? Absolutnie nie miało żadnych szans. Co wówczas zrobiło antykomunistyczne podziemie? Nie mogąc dać sobie rady z silniejszym od siebie, postanawia wyładować niemoc i gniew na słabszych od siebie. Słabszych, czyli ludziach, którzy w nowej Polsce próbowali jakoś układać sobie życie. A choć zniewolona, kadłubowa i zależna od potężnego sąsiada to mimo wszystko była to wszakże jakaś Polska.

Polska, w której ludzie zakładali rodziny, znajdowali pracę, podnosili miasta z ruin, kształcili się i pragnęli po trudach wojny żyć w spokoju. Bo rzeczywistość nie przedstawiała się w sposób tak czarno-biały jak to dziś jawi prawica z PIS na czele. Nie stały wcale naprzeciw siebie dwie przeciwstawne siły światła i cienia – bohaterowie i święci obrońcy ojczyzny na przeciwko zdrajców i kolaborantów. PRL był pełen światło-cieni, a wiele z istniejących w tym ustroju rzeczy wręcz należy nazwać dobrymi.

Gdzie jak nie w PRL-u wykształcili się lekarze, prawnicy, nauczyciele i wykładowcy, a także artyści oraz rzemieślnicy sztuk wszelkich? W jakiej jeśli nie w komunistycznej rzeczywistości dorastali najznamienitsi solidarnościowi opozycjoniści? W jakiej jeśli nie komunistycznej akademii naukowe szlify zdobywał szanowny ojciec Jarosława Kaczyńskiego? Na jakiej innej niż komunistyczna uczelni kształcił się wreszcie on sam? To właśnie seriale i filmy z czasów PRL TVP emituje najchętniej. Wielu ludzi po prostu chciało żyć normalnie, tak jak dziś chcą żyć normalnie pod rządami PiS. Można więc zrozumieć ludzi, którzy darzyli niechęcią tych, co usiłowali im tę normalność zniszczyć. Nierzadko w sposób zbrodniczy. A w jakim celu? Bo WIN-owcy uważali się za lepszych Polaków od innych.

Takie jest właśnie ukryte znaczenie słowa „Wyklęty”. Dla wielu osób „Żołnierze Niezłomni” byli wyklęci społecznie i wedle mojej opinii często sami sobie na to miano zasłużyli. Ja nie usiłuję wystawić na ołtarzu ani stanu wojennego ani Ubeckich tortur ja próbuję jedynie wygłosić zdanie odrębne w tej niezwykle jednostronnej debacie.

Dawne dzieje a polityka bieżąca

Zamierzam postawić jeszcze jedno pytanie. Dlaczego rządowi PIS tak zależy na bardzo stronniczym i bezkrytycznym ukazywaniu bojowników WIN?

Uważam, że odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Sądzę, że Prawo i Sprawiedliwość rozpoczęło zakrojoną na szeroką skalę wytrwałą pracę propagandową, mającą na celu napisanie historii Polski na nowo, w taki sposób, jaki będzie dla nich politycznie wygodny.

Peany na rzecz „Wyklętych” mają wiele wspólnego z głośną ostatnio sprawą TW „Bolka”. Pod płaszczem rozliczeń z agentami prawica wyświęca na bohaterów frustratów, którzy historycznie nie osiągnęli nic, poza przelewem krwi. Jarosław Kaczyński pozuje na jedynie-słusznego wodza opozycji, zdradzonego przy Okrągłym Stole.

Chcąc wyrównać prawdziwe lub wyimaginowane krzywdy rozmaici przedstawiciele partii władzy robią wszystko, by nagiąć lub wprost zakłamać dzieje Polski. Używają do tego wszelkich dostępnych narzędzi. W konsternację wprawiła mnie historia chorego chłopca – ucznia podstawówki – który popłakał się, gdy usłyszał historię wyklętych inną niż lansowana przez szkołę. Jesteśmy świadkami martyrologicznego prania mózgów już na poziomie podstawówek! To właśnie ta przerażająca konstatacja zainspirowała mnie do napisania tego tekstu. Skoro PIS chce prawdy o wyklętych, to dostanie całą prawdę. Apeluję do wszystkich czytelników portalu Medium Publiczne, by w komentarzach lub na łamach serwisu dokumentowali wszystkie nieznane mi zbrodnie żołnierzy wyklętych na terenie całej Polski. Ich masakry są słabo udokumentowane i ukrywane, lecz nie pozwólmy zmilknąć ofiarom. Zapraszam też do polemizowania z moim tekstem.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +513, liczba głosów: 699)
Loading...
The following two tabs change content below.

Zbigniew Wawrzyniak