Korporacja Disneya walczy ze swobodą religijną

https://www.flickr.com/photos/haynephotography/

Siła rażenia i wpływy korporacji na decydentów sceny politycznej są daleko większe niż grupa obywateli, pikietująca budynki publiczne. Pytanie tylko, czy jesteśmy gotowi scedować na korporacje ochronę naszych swobód obywatelskich i jak będziemy – jako społeczeństwo – rozliczać je z tej misji.

Swoboda wiary?

Krajobrazy Georgii są częstym tłem dla amerykańskich filmowych superprodukcji. Nie chodzi oczywiście jedynie o unikalną przyrodę czy niezapomniane widoki. Sprawa jest dużo bardziej prozaiczna – to stanowe zachęty podatkowe. Dzięki nim Atlanta jest obecnie kwitnącym centrum branży produkcji filmowej. Wszystko mogłoby się jednak zmienić za sprawą ustawy o „wolności religijnej”. Nowe prawo zakłada przyznanie szerokich swobód w szerzeniu przekonań religijnych tak zwanym organizacjom wiary, czyli kościołom, wspólnotom modlitewnym, szkołom religijnym i tym podobnym. Dokument gwarantuje swobodę wiary, uniemożliwia zmuszenie do pracy w dni, które wspólnota uznaje za ważne (np. soboty, niedziele czy święta). Pozwala im między innymi na odmowę lub zerwanie podpisanej umowy wynajmu lokalu, jeśli okaże się, że najemca nie podziela przekonań wspólnoty. Z pozoru łagodna legislacja przybiera jednak nieco groźniejsze formy, gdy organizacja wiary może odmówić zatrudnienia lub przedłużenia kontraktu z osobą, która nie tylko nie podziela, ale również jest obojętną wobec światopoglądu zrzeszenia. Wydawało się, że zdobyczą humanizmu było właśnie pomijanie różnic w poglądach czy wierzeniach przy zatrudnianiu na konkretne stanowiska.

Ustawodawcy z Georgii poszli nawet kawałek dalej, dając szansę grupom wyznaniowym do odmowy świadczenia usług osobom, które mogą być podejrzane o odmienny światopogląd. Jest to sytuacja bardzo podobna do rodzimej klauzuli sumienia, która pozwala aptekarzowi na odmowę wydania leku. Łatwo sobie wyobrazić restaurację działająca przy domu pielgrzymkowym, która mogłaby odmówić posiłku gejom, lub hotelik prowadzony przez stowarzyszenie zakonne – noclegu parze niebędącej małżeństwem. Wszystko pod szyldem szerzenia przekonań religijnych. Proponowana ustawa mogłaby się stać dla urzędników furtką, by odmawiać rejestracji małżeństw osób tej samej płci. O tym, żę powyższe obawy nie są przesadzone może świadczyć protest środowisk LGTB.

Ofensywa Disneya

Nieoczekiwanie, ofensywę przeciwko ustawie o „wolności religijnej” wsparły koncerny medialne: Disney i jej spółka zależna Marvel Entertainment. Rzecznik prasowy Disneya, w komunikacie opublikowanym w Variety, zagroził, że pomimo wspaniałych doświadczeń ze współpracy ze stanem Georgii, w razie uprawomocnienia się ustawy o swobodach religijnych, koncern rozważy przeniesienie swojej działalności filmowej i produkcyjnej w inne miejsce.
Georgia to bardzo ważny punkt na mapie Disneya. Nieopodal Atlanty mieszczą się Pinewood Studios, gdzie niedawno zakończono montaż filmu Kapitan Ameryka: Wojna Domowa, a obecnie trwają prace nad drugą częścią Strażników Galaktyki.

Republikański gubernator Nathan Deal długo zastanawiał się, czy przegłosowana ustawa zostanie przez niego podpisana. Pod presją protestów zaznaczył, że Georgia nie ma zamiaru ograniczać postawień Sądu Najwyższego w sprawie małżeństw osób tej samej płci. Wyraził wsparcie dla idei wolności przekonań i zapowiadał, że chce mieć czas na podjęcie decyzji. Autograf gubernatora mógłby zakończyć historię Atlanty – Hollywoodu Południa i być bardzo kosztowny dla stanu. Ostatecznie, w poniedziałek Nathan Deal ogłosił, że ustawa o „wolności religijnej” zostanie przez niego zawetowana.

Korporacyjny światopogląd

W tym miejscu nie sposób nie zastanowić się nad nową rolą korporacji, jaką pełni w całej sprawie Disney i Marvel. Obie firmy czerpią korzyści z regulacji podatkowych Georgii, ale postanawiają zabrać głos w sprawie legislacji stanowych. Być może presja środowisk zaniepokojonych kierunkiem zmian prawa, regulowanych paragrafami ustawy o wolności religijnej, skłoniła prezesów do wywarcia presji ekonomicznej. Nie będę rozstrzygał zasadności wprowadzanych rozwiązań prawnych. Widać wyraźnie, że nie tylko w Polsce znajdują się u władzy ludzie, którzy boją się iż zmiany światopoglądowe mogą zagrażać integralności religijnej społeczeństwa. Protesty środowisk LGTB czy jakiejkolwiek grupy mieszkańców stanu przeciwko niekorzystnym ustawom są zrozumiałe. Jaka jest rola korporacji w proteście dotyczącym spraw światopoglądowych?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Oczywiście to Ameryka i korporacje nieraz pokazywały, że są w stanie wpłynąć na polityków i ustanawiane prawo. Lee Iacocca, długoletni prezes Chryslera, chwalił się na łamach Autobiografii, że szantażował parlamentarzystów przegranymi wyborami – bez wsparcia finansowego z budżetu państwa miał zamykać montownie samochodów i obarczać winą polityczną znieczulicę. Podobnie postąpili szefowie największych amerykańskich banków w 2008 roku. Nie bali się zmusić polityków do sięgania do kieszeni podatników, aby ratować ich instytucje – zbyt wielkie, by upaść. Tak wyglądają realia na styku biznes – polityka. Nie ma powodów, aby to negować. Przedsiębiorcy powinni patrzeć politykom na ręce i urabiać ich, gdy prawo może zagrażać interesom. Z drugiej strony zaś, trudno sobie wyobrazić polityków-samobójców, którzy próbują rzucać kłody pod nogi biznesowi, zmuszając do likwidacji miejsc pracy, przenoszenia działalności i zmniejszania wpływów podatkowych.

Tylko że sprawa Disneya w Georgii ma trochę inny wymiar. Ustawa o swobodzie religijnej nie narusza interesów korporacji i ma się nijak do jej działalności. Korporacja może wykorzystać swój potencjał ekonomicznego nacisku dużo sprawniej niż doraźnie zebrani obywatele. Jej siła daje rękojmię, że protest będzie skuteczny. Kto jednak będzie rozstrzygał, które regulacje – szczególnie w kwestiach tak delikatnej materii jak światopogląd – są warte wsparcia lub veta. Łatwo sobie wyobrazić sprawnie działający koncern, zabezpieczający swoje interesy ponad głowami większości obywateli. W przypadku zwolnień podatkowych, udogodnień infrastrukturalnych czy środowiskowych tak się dzieje notorycznie. W momencie gdy pozwolimy, aby korporacje wzięły na siebie rozstrzyganie sporów światopoglądowych, zaczniemy stąpać po cienkim lodzie. Na polityków, szczególnie szczebla lokalnego, mamy – jako wyborcy – spory wpływ. W przypadku koncernów międzynarodowych – żadnego.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 8)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Angélique Hayne
The following two tabs change content below.
mm
Z wykształcenia ekonomista. Interesuje się sytuacją gospodarczą na świecie ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych, Chin i Indii, jak również problemami największych światowych korporacji. Przygląda się sytuacji społeczno-gospodarczej, interesują go kwestie dochodu podstawowego, nierówności płac oraz równouprawnienia płci. Prowadzi bloga: http://antykruchosc.blox.pl/html