Pogoń za niższymi kosztami pracy, czyli jak piłujemy gałąź, na której siedzimy

https://www.flickr.com/photos/56183874@N08/

Rozwój ekonomii na życzenie jako podstawowego modelu świadczenia pracy sprawia, że etat jest coraz rzadszą formą zatrudnienia. Praca na zlecenie, umowy tymczasowe, jednorazowe projekty stają się coraz bardziej powszechne, gdyż firmy chętnie korzystają z możliwości obniżania kosztów pracy. Czy samozatrudnienie jest równie dobre dla pracowników?

Platformy internetowe, takie jak Uber, Lyft, Handy czy Wonolo działają w modelu nowej ekonomii, zwanej też gospodarką na życzenie. Jakże nowatorskie podejście! Dzięki nim można łatwo zamówić kierowcę, montaż mebli, sprzątanie, hydraulika, czy nawet grupę sprzedawców lub ochroniarzy. To duże udogodnienie dla konsumentów. Trochę gorzej ma się sprawa z punktu widzenia wykonawców usług. Twórcy platform nie zatrudniają przecież niezależnych kontraktorów, których usługi polecają.

Sam pomysł agencji pracy tymczasowej, która zrzesza osoby o określonych lub różnych profesjach, aby dostarczać ich usługi na życzenie, nie jest rewolucyjny. W istocie nowatorstwo polega jedynie na stworzeniu strony internetowej i przekonanie – zarówno fachowców, jak i zleceniodawców – aby kontaktowali się jedynie za jej pomocą.

Z drugiej strony samodzielne określanie czasu pracy wydaje się atrakcyjną zasadą nowej ekonomii na życzenie. Być może jest coś urzekającego w tej koncepcji, szczególnie wobec trudności uzyskania płatnych (a nawet bezpłatnych) dni wolnych w przypadku choroby czy ważnych wydarzeń rodzinnych. Dlaczego jednak nie domagać się bardziej elastycznego podejścia do czasu pracy w ramach etatu? Zamiast tego roztacza się atrakcyjną wizję przejścia na samozatrudnienie, nie mówiąc jednak przy tym, że bycie niezależnym kontraktorem oznacza rezygnację z praw pracowniczych.

Gdy przeanalizuje się, do czego może prowadzić przekształcenie dzisiejszych przedsiębiorstw w zrzeszenia na podobieństwo Ubera, ciarki przechodzą po plecach. Brak miejsca pracy, kontaktu z innymi kontraktorami i wymiany doświadczeń – totalna alienacja po stronie zleceniobiorców. Pozorna elastyczność a do tego niepewność zarobków, w dodatku bez żadnego zabezpieczenia socjalnego.

Pomysł platform internetowych, które udostępniają pracę innych za skromną prowizję nie jest więc zbyt nowatorski, ale za to wyjątkowo szkodliwy dla pracowników. Zatrudnianie fachowców na etacie jest bowiem dużo droższe, niż zlecenie konkretnego zadania na życzenie. Niezależnym kontraktorom nikt nie opłaca ubezpieczenia społecznego ani zdrowotnego. Ich działalność nie jest też objęta przepisami prawa pracy. Właściciele platform bogacą się, korzystający z usług kontraktorów – oszczędzają. Tylko wykonawcy prac dorywczych pozostają tak samo biedni.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Mimo, że dorywcze usługi na życzenie nie są jeszcze główną gałęzią rynku zatrudnienia, to dynamika liczb może wprawić w osłupienie. Według amerykańskiego Biura Statystyk Pracy liczba „miejsc pracy tymczasowej” wzrosła od 2010 roku o 50 proc.

Największym problemem niezależnych kontraktorów jest obawa o wysokość i stabilność dochodów. Nie sprawdza się też teza o konkurencyjności zarobków. Ludzie korzystają z platform internetowych w ostateczności, gdy grozi im spadek wynagrodzenia lub szukają pracy. Nie mogą traktować zleceń na żądanie jako podstawowego źródła zarobkowania, gdyż jest ich zbyt mało i są nieregularne. Bywa, że duża konkurencja ze strony innych kontraktorów skutkuje dramatycznie niskim poziomem ceny, po której udaje się sprzedać usługę.

Generalnie gospodarka opiera się na konsumpcji. Bez niej nie ma rozwoju i kurczy się rynek pracy. Wprawdzie słusznie krytykujemy nadmierny konsumpcjonizm, ale to nabywcy dóbr i usług sprawiają, że zarabiamy pieniądze, a potem je wydajemy na mniej lub bardziej potrzebne produkty i usługi.

To brzmi jak truizm, ale gdy nadal będą redukowane etaty i obniżane wynagrodzenia, bo gdzieś na drugim końcu świata jest ktoś, kto jest w stanie wykonać daną rzecz czy czynność taniej, w końcu zabraknie konsumentów. Dla kogo będą wówczas produkowały chińskie fabryki i komu będą doradzały indyjskie centra usługowe? Nie ma sensu piłować gałęzi, na której siedzi cała nasza gospodarka.

Jedna trzecia amerykańskich gospodarstw domowych, utrzymywanych przez osoby w wieku przedemerytalnym, nie ma żadnych oszczędności. Pomimo obciążenia zarobków obowiązkową składką (w ramach tak zwanego Obamacare) ponad 33 miliony obywateli nie jest objęta opieką zdrowotną i będzie musiała zmierzyć się z wysokimi kosztami leczenia.

Z drugiej strony, serwisy dostarczające pracowników na życzenie też mają problemy. Na przykład Uber był pozywany w zeszłym roku pięćdziesiąt razy częściej, niż korporacje taksówkowe, które są bezpośrednimi jego konkurentami. Głównie za ignorowanie prawa pracy.

Są też pewne symptomy, które pokazują, że nowe modele ekonomiczne idą w bardziej pożądanym kierunku. Pojawia się coraz więcej nowych inicjatyw, jak: Honor, Shyp, Luxe, Alfred, Munchery, Managed by Q, Bridj czy BlueCrew, którym przyświeca idea, że zatrudnienie usługodawców jest opłacalne.

Okazuje się więc, że można zatrudniać specjalistów na etat, płacić im pensję, odprowadzać składki emerytalne, oferować płatne urlopy czy nawet opcje na akcje (w ramach premii). Warunek jest tylko jeden – trzeba dostrzec w stabilności zatrudnienia wartość dla swojego przedsiębiorstwa. I pamiętać, że na dłuższą metę dobry interes to taki, w wyniku którego zyskują obie strony.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Stephan Rosger
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +6, liczba głosów: 8)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm
Z wykształcenia ekonomista. Interesuje się sytuacją gospodarczą na świecie ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych, Chin i Indii, jak również problemami największych światowych korporacji. Przygląda się sytuacji społeczno-gospodarczej, interesują go kwestie dochodu podstawowego, nierówności płac oraz równouprawnienia płci. Prowadzi bloga: http://antykruchosc.blox.pl/html