Kamilo! Ja też trzeźwieję! Już 13 lat!

Mówisz o miesiącu miodowym po zaprzestaniu picia. Ja mówię o miodowych latach (już 14-tu). Nie oddałbym ich za nic. Nawet w najgorszych chwilach są one cały czas najlepsze!

Wszystko zależy od tego jakich ludzi spotkasz, jakich chcesz spotkać. Komu uwierzyć i zaufać… Powtarzam to z uporem: dla mnie terapeuta musi być autorytetem, mieć charyzmę. Alkoholizm jest  chorobą i jak w wypadku innych chorób potrzebny jest dobry lekarz. Przy najmniejszym przeziębieniu lekarz wypisuje  receptę na leki, które mogą  pomóc. I już tylko od leczonego zależy czy je wykupi w aptece i zastosuje, czy nie. Tak i mnie mój lekarz daje receptę na życie, a ja mogę z niej skorzystać lub nie. Jeśli jest on dla mnie autorytetem, to mu wierzę i skorzystam. Bo on mi mówi, co mam robić, gdy mi się będzie chciało pić i co mam zrobić, żeby mi się nie chciało napić itd.

List jest odpowiedzią na opowieść Kamili Goryszewskiej: Masz kaca po piątku? Ta rozmowa jest dla Ciebie

Człowiek, który przestaje pić przeżywa miesiąc miodowy – odkrywa, że życie może być cudowne, że nie trzeba się bać ani wstydzić, że są wokół nas ludzie, którzy robią niezwykłe rzeczy i nie muszą przy tym pić.

To są recepty, które wynikają z obserwacji i doświadczeń przebadanych setek tysięcy uzależnionych na świecie. I na tej właśnie podstawie wiadomo, że np. 363 dnia trzeźwości będzie chciało mi się napić i ja dostaję od tego lekarza mojej choroby receptę żebym zajął się tym i tym, a nie czym innym. To od terapeuty dowiedziałem się, co mam robić, a czego unikać w pierwszych dwóch tygodniach niepicia, i w następnym miesiącu, w następnym roku i tak dalej.

Bez terapeuty i zaufania nie dasz rady. Nie znam przypadku alkoholika, który sam się z tej choroby skutecznie leczył.

Alkoholik jest najmądrzejszy na świecie i nikt mu nie podskoczy.

A na wszystko ma gotowe rozwiązania i to, zgodnie z naturą alkoholika, bezkompromisowe i radykalne. Oni – to są wszystko idioci. Co mi tu będą gadać? To Ja. Ja byłbym najlepszym premierem. To Ja miałem pomysł jak rozwiązać problemy państwa i świata, ale nie chcieli mnie słuchać. Nie poznali się na mnie, zresztą co? Miałem to wszystko tłumaczyć tym idiotom? I tak by nie zrozumieli.

Alkoholik uważa: ja byłbym najlepszym profesorem uniwersytetu, a że kiedyś zapomniał maturę zrobić, albo nie chciało mu się studiować – to nieważne. Przecież miałem potencjał olbrzymi. Następnego dnia budzi się i nie może sobie przypomnieć tych wspaniałych pomysłów i koncepcji. Żeby sobie je odtworzyć – musi się napić. I tak to idzie.

Alkoholik ma naturalną skłonność, by nikomu nie ufać. Dlatego tak trudno jest zrobić ten pierwszy krok. Musi zaufać, a z czasem wytrwać w trzeźwieniu jest coraz łatwiej. To jest coś w rodzaju inwestycji w siebie. Na pewno jednym z elementów jest to, że szkoda byłoby zmarnować jednym kieliszkiem rok, dwa, trzy czy dziesięć lat trzeźwienia. Tragedią byłoby przekreślić to wszystko, co się dzieje. Wypicie w tej chwili jednego kieliszka alkoholu byłoby zmarnowaniem tego wszystkiego, co stało się w tym długim już okresie trzeźwienia.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Ja bym tego nie oddał za żadne skarby świata.

Pewnie można i trzeba byłoby zaczynać od nowa, ale już byłoby się słabym. Bo  wiedziałbym, że nawet kilka lat trzeźwienia można zmarnować… Ten jeden kieliszek to jest oszukiwanie siebie. Historia nie zna takiego alkoholika, który zatrzymałby się po tym jednym, bo jak jeden nie szkodzi, to pewnie i drugi też, a może i trzeci? Sukces trzeźwiejącego alkoholika jest efektem codziennej wygranej ze sobą, a więc chyba największym przeciwnikiem. Przecież osławione dwanaście kroków AA, praca nad nimi, a i wsparcie narzędziami psychologicznymi wyćwiczonymi podczas terapii – to praktycznie przepis na sukces w każdej dziedzinie. Trzeźwa ocena sytuacji, trafne podejmowanie decyzji, uczciwość, poprawne stosunki w środowisku zarówno rodzinnym jak i zawodowym – to jakbym czytał wskazówki dla początkujących przedsiębiorców i nie tylko.

Picie to zajęcie bardzo czasochłonne. Kamilo, nie wyobrażasz sobie, ile ja zyskałem teraz czasu.

Nie uwierzysz jaką radością i rozkoszą dla mnie było przeczytanie tych samych książek, które mi się wydawało, że czytałem, obejrzenie tych samych filmów, które wydawało mi się, że oglądałem. Ja stworzyłem siebie od nowa. I swój księgozbiór i filmotekę. Wszystko są to rzeczy, które kiedyś oglądałem, ale tylko mi się wydawało, że oglądałem. Z muzyką byłem związany zawsze. To była moja pasja, muzyka ubarwiała moje życie. Z czasem jednak, co dostrzegam dopiero teraz, słuchałem, ale z założeniem, że już wszystko słyszałem, że wszystko jest wtórne i szkoda na to tracić czas, lepiej gdzieś wyskoczyć i się napić. Niby słuchałem, ale z założeniem, że wiem co będzie dalej i właściwie słuchając nie słyszałem.

Jak każdy alkoholik, który nie trzeźwieje, uważałem, że wszystko wiem, rozumiem, i nikt mi nie podskoczy, ani niczym nie zaskoczy. Ja już znam to wszystko, nie jestem ciekaw, co będzie dalej. Teraz każdej nowej płyty, nowej piosenki, na którą zwracam uwagę, słucham tak samo, jak kiedyś pierwszego singla Beatlesów czy Rolling Stonesów.

To, co się we mnie stało, można porównać do wrażenia jakie chyba każdy zna – gdy podczas szybkiej jazdy windą raptem coś się w uszach „odtyka” i zaczynamy słyszeć to, czego dotąd nie słyszeliśmy, co wcześniej było jakby za mgłą.

Mówię, że zyskałem teraz ogrom czasu. Taka jest prawda, ale nie oszukujmy się – na terapię też trzeba poświęcić czas. Są  grupy wsparcia. AA – Anonimowi Alkoholicy. Są konsultacje z terapeutami. Każdy kontakt, każda minuta poświęcona działaniom w kierunku trzeźwienia i przypominania sobie kim jestem, przypominania o tej chorobie jest po prostu leczeniem. Tak jak chory na cukrzycę musi pamiętać o codziennych zastrzykach. Jak wiele chorób, które wymagają pewnych zabiegów do końca życia. Trzeba wciąż pamiętać, zapisać na czerwono w kalendarzu. Nie ma innego wyjścia. Ja co najmniej raz na tydzień, no może raz na dwa tygodnie, ale bywa, że częściej, robię coś w kierunku mojego trzeźwienia. Czytam odpowiednią literaturę, czy idę na miting AA. Czasem pogadam chwilę z innym trzeźwiejącym alkoholikiem. To dobrze robi.

A czasem wystarczy sobie posiedzieć i pomyśleć o tym wszystkim. Zastrzegam jednak od razu – trzeźwienie nie może być w samotności. Mówię  to z całym przekonaniem: alkoholik, który ponad inne ceni przebywanie we własnym towarzystwie i to czyni – znajduje się w bardzo złym towarzystwie, najgorszym jakie można sobie wyobrazić. Musi być kontakt z drugim człowiekiem. Musi!

Kamila, podziwiam i gorąco życzę sukcesu!

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +7, liczba głosów: 7)
Loading...
The following two tabs change content below.

Jacek Olechowski

Ostatnie wpisy Jacek Olechowski (zobacz wszystkie)