Siostro ateistko – nie jesteśmy jedynymi kowalami własnego losu – polemika z tekstem Anny Karoliny Kłys

Siostro ateistko! Przeczytałem Twój apel. I wzruszyłem się bardzo mocno. Wzruszyłem się rodzącym się każdego roku Jezuskiem i wszystkimi bogami wymyślonymi przez ludzi. Wzruszyłem się mitochondrialnym DNA i solidarnością ludzką. A najbardziej wzruszyłem się wpływem, jaki moja religia ma na życie innych ludzi. Cieszę się siostro, że ten wpływ zauważasz i to doceniasz.

Czytaj tekst Anny Karoliny Kłys Siostro katoliczko, Bracie katoliku – zatrzymaj ustawę antyaborcyjną

Proszę Was najbardziej na świecie – nie pozwólcie by wypowiadała się w waszym imieniu grupka sfrustrowanych mężczyzn, których  zasługą nie są prace badawcze, odkrycia naukowe, talenty i zdolności.

Nie chcę zajmować się słowami o szacunku dla wierzących, połączonymi z przewrotnym trywializowaniem ich wiary. Wspomnę tylko, że dla mnie – katolika – Jezusek nie rodzi się co roku w grudniu, a świat nie został stworzony w ciągu siedmiu dni. Wierzę w niepokalane poczęcie i Trójcę, chociaż nie potrafię tego po ludzku zrozumieć. Tak czy inaczej – gratuluję doskonałego opanowania erystyki. Ale zajmijmy się życiem. Bo życie stanowi clue tych dywagacji.

Nie pamiętam czy podpisałem się pod projektem ustawy. Wiem, że mam dość dużo rozterek moralnych z nią związanych. Bo kompromis, bo wykorzystywanie tak ważnych tematów do rozgrywek politycznych. Po prostu nie wiem. I nie boję się do tego przyznać.

Wiem jednak, że moje człowieczeństwo powinno być znacznie bardziej zdeterminowane obroną życia najsłabszych, niż obroną „prawa do decydowania”.   Bo wbrew pozorom nie jesteśmy jedynymi kowalami naszego losu i nasze zdolności decyzyjne dotyczą bardzo wąskiego zakresu spraw. Nie możemy przecież zdecydować, że sąsiad, który codziennie wieczorem gra na puzonie, przestanie istnieć. Nie możemy wybrać, w którą stronę obraca się ziemia i godziny, w której słońce zaczyna zachodzić za horyzontem.

Są po prostu na tym świecie rzeczy, na które zwyczajnie nie mamy wpływu. I życie staje się bardziej higieniczne, kiedy to zaakceptujemy.

Nikt nie daje nam prawa do decydowania, które życie można zakończyć, a które powinno być kontynuowane. A do tego sprowadza się dyskusja o aborcji. Bez względu na to, czy nazwiesz rozwijające się życie fasolką, płodem, pasożytem żerującym na ciele kobiety czy po prostu człowiekiem.

I Ty i ja kiedyś byliśmy taką fasolką.

Nasi rodzice nie znaleźli nas w kapuście. Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, kiedy dokładnie człowiek staje się człowiekiem. W związku z tym muszę przyjąć jakieś założenie. I przyjmuję takie, które chroni to, co najsłabsze. A ponieważ ktoś kiedyś uratował moje życie zawracając moją mamę spod gabinetu ginekologicznego, czuję się zobowiązany, żeby spłacić ten dług. I księża nie mają tu nic do rzeczy.

Wesprzyj #Medium

 

The following two tabs change content below.