Ukraina i USA: szatańskie plany dwóch panów P

Ukraina znajduje się teraz w próżni: straciła przewodnictwo Amerykanów (z racji przegranej Hillary Clinton w wyborach prezydenckich), Europa jest pogrążona we własnych problemach, a ostatnie lata nie przybliżyły Kijowa do wymarzonego zniesienia wiz.

Przedruku artykułu Ariny Tsukanovej dla Strategic Culture Foundation dokonał Jędrzej Jaxa-Rożen.

Porozumienie stowarzyszeniowe z UE, z powodu którego rozpoczęło się ukraińskie powstanie, po pierwsze nie przyniosło dotąd pożądanych efektów, a po drugie z powodu holenderskiego referendum zostało tak obudowane dodatkowymi warunkami, że perspektywa członkostwa dla Ukrainy stała się iluzoryczna.

Konfliktowi w Donbasie nie pozwolono rozgorzeć na pełna skalę, a rząd w Kijowie jest pod presją czasu: od Majdanu minęły trzy lata, a polityczne klany, które przejęły władzę nie mają do zaoferowania społeczeństwu, Europie ani Ameryce niczego poza kontynuowaniem ‘wojny z Rosją’. Chociaż ta wojna mogła być wysoce pożądana gdyby prezydenturę zdobyła Clinton….Przy Trumpie może to wyglądać inaczej.

Stąd szatańskie plany dwóch panów P.

P – Poroszenko

Ostatnio rozeszła się wieść, że administracja ukraińskiego prezydenta będzie płacić 50 tys. dolarów miesięcznie firmie BGR-Group, aby «wzmocnić amerykańsko-ukraińskie relacje i zachęcić amerykańskich przemysłowców do inwestowania na Ukrainie». Lobbiści z BGR-Group mają dla Kijowa pracować nad «opracowaniem i wdrożeniem całościowej strategii rządów oraz rozwoju gospodarczego», co oznacza organizowanie regularnych spotkań z amerykańskimi politykami. Ukraiński rząd ma nadzieję na zwiększenie amerykańskiego wsparcia oraz inwestycji w gospodarkę.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Przy tym suma 50 tysięcy dolarów miesięcznie nie obejmuje kosztów dodatkowych przedsięwzięć, za które BGR-Group słono sobie liczy.

Miejscowe media natychmiast doszły do wniosku, że Poroszenko potrzebuje lobbistów, aby przetrzeć sobie drogę do nowego prezydenta USA, Donalda Trumpa, chociaż w rzeczywistości może się za tym kryć więcej. Jeden z założycieli BGR-Group Ed Rogers,  wcześniej pracujący w administracji George’a Busha seniora, maczał palce w skandalizującej kampanii Never Trump, mającej na celu powstrzymanie wyboru Donalda Trumpa. A przed wyborami Rogers, jak wielu ukraińskich polityków, wygłosił kilka lekceważących uwag o kandydującym Trumpie. W tym miejscu Rogers i ukraiński rząd mogą mówić jednym głosem, jednak otwarte pozostaje pytanie czy ten głos jest korzystny dla ukraińskiej elity, która w tych wyborach postawiła na Demokratów prowadzonych przez  Hillary Clinton.

Być może plan Poroszenki zakłada balansowanie między wzmacnianiem więzów z amerykańskimi oponentami Trumpa za pomoca lobbistów z BGR-Group i formalnymi próbami poprawiania wizerunku Trumpa na Ukrainie, a rzeczywistym ścisłym trzymaniem się koalicji antytrumpowskiej. W takim razie staje się jasne, dlaczego w przeddzień Nowego Roku Poroszenko zaciągnął na Donbas amerykańskiego ‘Świętego Mikołaja’ z workiem pełnym Hummerów i broni strzeleckiej – Mikołajem tym byli amerykańscy senatorzy John McCain, Lindsey Graham i Amy Klobuchar. Tym samym wysłano Trumpowi sygnał, że wojna na Ukrainie będzie trwać nadal, niezależnie od tego, co sądzi o tym nowy amerykański prezydent.

W takim razie BGR-Group byłaby doskonałym wyborem. Za pomocą ukraińskich pieniędzy Ed Rogers może umiejętnie kontynuować kampanię Never Trump w kontekście ukraińskim, budując ponadpartyjną grupę amerykańskich polityków stojących w opozycji do głoszonego przez Trumpa zamiaru poprawienia stosunków z Rosją.

W ciągu następnych dni spodziewany jest w Kijowie wiceprezydent Joe Biden. Od samego początku ukraińskich wydarzeń przed trzema laty ucieleśniał on amerykańskie wsparcie dla władzy Poroszenki, która zaangażowała się w wojnę w Donbasie. W oczywisty sposób jest to ze strony odchodzącej administracji kolejna próba utrudnienia pracy nowej, pragnącej nawiązać konstruktywny dialog z Kremlem.

Równie jasno widać, że jest to swoisty spisek tych ‘na wylocie’. Przy poparciu niektórych senatorów chcieliby oni włożyć kij w szprychy nowemu prezydentowi USA, ponieważ każdy z nich najlepiej wie, jak powinna wyglądać amerykańska polityka zagraniczna. Ukraina jest jednym z takich kijów, a przemyślny plan Poroszenki polega na utrzymaniu dla niej takiej roli, co pozwoli mu w dalszym ciągu nabijać kabzę na wojnie.

P – Pińczuk

Ukraiński oligarcha Wiktor Pińczuk, zięć poprzedniego prezydenta Ukrainy Leonida Kuczmy, próbował uprzedzić Trumpa za pomocą nie mniej przemyślnego własnego planu, którego fundamenty kładzione były od dawna. Najpierw w piśmie National Interest pojawił się artykuł napisany przez czterech prawników, proponujący w sprawie Ukrainy trzypunktowy plan dla Putina i Trumpa. Według tego planu Krym pozostałby w składzie Rosji, przy czym wszystkie strony zgodziłyby się, że uznają ten fakt tylko w praktyce, a nie prawnie. Z drugiej strony donbaskie samozwańcze republiki pozostałyby w składzie Ukrainy, Kijów zrezygnowałby ze stowarzyszenia z UE powracając do handlowych związków z Rosją, a Rosja by za to wszystko zapłaciła, finansując odbudowę Donbasu i programy pomocy dla uchodźców. Bez wątpienia jest to ciekawy plan, a najciekawsza w nim jest tajemnica otaczająca jego publikację.

Kolejną tajemnicą jest artykuł opublikowany pod koniec grudnia ub. r. w niemieckim Bildzie, w którym ta propozycja została wzmocniona nazwiskiem Henry’ego Kissingera. Bild z ekscytacją donosi, że według pewnych europejskich agencji wywiadowczych Kissinger ma w zanadrzu plan w sprawie Ukrainy, który zamierza przedstawić Trumpowi, i że sam chciałby pośredniczyć między Ameryką a Rosją w poprawie ich relacji. Dodatkowo Bild odwołuje się do znanego wywiadu udzielonego przez Kissingera, w którym mówił o możliwej autonomii Donbasu jako sposobie na rozwiązanie konfliktu. Autorzy artykułu w Bildzie dodają, że według Kissingera Zachód miałby nieoficjalnie uznać rosyjskie prawa do Krymu, formalnie nadal traktując go jako część Ukrainy, a w zamian Rosja zagwarantowałaby «bezpieczeństwo w Donbasie». Czy to nie brzmi podejrzanie podobnie do propozycji czterech prawników ?

Odpowiedź w sprawie powstania tych pomysłów pojawiła się na łamach  The Wall Street Journal, który zamieścił prawie identyczny plan autorstwa Wiktora Pińczuka. Jego sugestie są następujące:

– Ukraina powinna usunąć członkostwo w UE z listy swoich krótkoterminowych celów;

– powinna odłożyć kwestię powrotu Krymu na 15-20 lat, cały czas stojąc jednak na stanowisku, że «Krym jest częścią  Ukrainy»;

– powinna zgodzić się na lokalne wybory w Donbasie pod władzą separatystów jako kompromis, który ułatwi pokojową reunifikację;

– powinna odłożyć pomysł wstąpienia do NATO na daleką przyszłość; i

– powinna zgodzić się na zniesienie sankcji nałożonych na Rosję.

Nietrudno zauważyć, że wciąż pojawiają się te same pomysły: Krym w zamian za Donbas, z konieczną uwagą, że rosyjskie prawa do Krymu nie zostaną uznane oficjalnie. Jest tu pewna zmiana w stosunku do sugestii czterech prawników, że Ukraina miałaby zrezygnować z europejskich aspiracji, mianowicie umowa stowarzyszeniowa nie miałaby obiecywać Ukraińcom żadnych korzyści. Przeprowadzenie lokalnych wyborów w Donbasie pozwoliłoby na włączenie terenów DPR i LPR do Ukrainy. ‘Przynętą’ w planie Pińczuka jest rezygnacja przez Ukrainę z planów dołączenia do NATO, co usuwa najważniejszą dla Rosji przeszkodę. W rzeczywistości Pińczuk przez powrót Donbasu proponuje powrót do sytuacji sprzed trzech lat.

Jest zrozumiałe, że Pińczuk wyłożył swój plan w Wall Street Journal po wcześniejszych artykułach w The National Interest (USA) i Bildzie (Niemcy) – jest on przecież skierowany na uzyskanie jakiejś odpowiedzi Zachodu. Na Ukrainie należące do oligarchy kanały telewizyjne jednogłośnie gloryfikują wojnę w Donbasie, chroniąc go przed oskarżeniami o nielojalność wobec rządu. Jednak odpowiedź administracji Poroszenki, opublikowana na początku stycznia również w Wall Street Journal sugeruje, że plan Pińczuka poległ na całej linii: Poroszenko nie jest nim zainteresowany i zamierza przeprowadzić własny – czyli kontynuować wojnę.

Mamy więc kolizję dwóch planów: planu czwartego pod względem bogactw oligarchy Ukrainy z planem szóstego. Każdy z nich napisany został z perspektywy własnych korzyści. Tak czy inaczej, Donbasowi przypada nieciekawa rola: w planie Pińczuka czeka go ponowne włączenie do Ukrainy oficjalnie sławiącej swoich faszystów (w formule «teraz są potrzebni, a usuniemy ich później»), a w planie Poroszenki – wojna. Wspólnym mianownikiem w obu planach jest ‘zwrot’ Donbasu Ukrainie, i to mimo faktu, że w ciągu tysiąca dni wojny DPR i LPR nie tylko obroniły swoje terytoria, ale stworzyły swoje państwowości. Jedyna różnica w planach Poroszenki i Pińczuka jest taka, że pierwszy zamierza do tych nieuznanych krajów strzelać z artylerii, a drugi udaje, że ich po prostu nie ma.

Wesprzyj autora red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +3, liczba głosów: 3)
Loading...
 Zdjęcie główne pochodzi z flickr.com