Z Syrii do Niemiec wiele hien.

Zapytałam go, czy nie myślał o walce na froncie.

– Syryjska rewolucja była naszym wyborem – odpowiedział – ale ta wojna już nasza nie jest. Jesteśmy zabawką innych państw. My tej gry nie możemy wygrać.  Nie chcemy umierać za to, by inni się wzbogacali naszym kosztem.

Paola Menin – jest dziennikarką niezależną, założycielką bloga „Zapytaj mnie”, przeprowadza wywiady z uchodźcami, wolontariuszami i innymi osobami bezpośrednio biorącymi udział w ostatnich wydarzeniach związanych z kryzysem uchodźców, a także z Syryjczykami, którzy jeszcze nie opuścili swojego kraju.

Aram jest studentem kurdyjskiego pochodzenia. Postanowił uciec z Syrii po tym, jak zbombardowano jego uniwersytet w Aleppo. Przez jakiś czas ukrywał się w pobliskim mieście. Potem przedostał się do Turcji. Teraz Aram przebywa w niemieckim obozie dla uchodźców w Borgentreich już drugi miesiąc. Poprosiłam, by opowiedział o swojej przeprawie do Europy. Jego podróż trwała ponad dwa tygodnie i była bez wątpienia nie tylko najdłuższą, ale i najdroższą, jaką można w życiu odbyć.

Grecja

https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

Aram: Przepłynąć  z Turcji do Grecji próbowałem dwa razy. Przy pierwszej próbie policja złapała naszego przemytnika. Za drugim razem się udało.  Było nas 42. Wszyscy bardzo się bali, spędziliśmy na tej łódce jakieś 4-5 godzin. OKazało się, że w ponton przeciekał, ale po wypłynięciu na morze nie ma mozliwości odwrotu. O 4 nad ranem dopłynęliśmy do greckiej wyspy Mitilini. Mieliśmy tam zaczekać na policję, ale nikt się nie pojawił. Nie mieliśmy żadnych dokumentów, żadnej wizy. Ktoś w końcu powiedział, żebyśmy udali się sami na komendę. Policja wyklinała nas – mogli robić z nami co chcieli, mówić to co chcieli, niektórych bito drewnianymi kijami. Nikt tam nie stał w naszej obronie. A my po prostu czekaliśmy na nasze papiery.

https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

Potem zabrano nas do jakieś wioski greckiej. Nie było tam żadnych domów – tylko obóz dla uchodźców. Nie było tam też żadnych toalet ani łazienek, nie było pomocy medycznej. Jedzenie i wodę też kombinowaliśmy sami. Po otrzymaniu papierów przedostaliśmy się do Salonik. Stamtąd chcieliśmy pojechać do oddalonej o 70 km wsi, leżącej blisko granicy Grecji z Macedonią. Na stacji kolejowej powiedziano nam, że nie możemy dojechać tam żadnym publicznym transportem.

Znaleźliśmy w końcu pracujących tam na czarno „taksówkarzy”, którzy zaproponowali, że za 100-120 euro za osobę tam na zawiozą. To bardzo duża kwota, więc zdecydowaliśmy, że po prostu przejdziemy tę drogę na własnych nogach. Szliśmy dwa dni.

https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

Przejście przez granicę grecko – macedońską

Kiedy dotarliśmy do tej wioski, było tam mnóstwo ludzi.  Dużo z nich szło do hotelu  „Hara” – jedynego hotelu w okolicy, pełnego Syryjczyków. Doba kosztuje w nim 50 euro osoby.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

Do granicy dotarliśmy o 3 nad ranem. Było tam wiele osób, które próbowały już 5 lub 6 raz przejść przez granicę, ale była ona pilnowana przez macedońską policję, która zawracała wszystkich z powrotem do Grecji.

Byliśmy niesamowicie zmęczeni, okropnie bolały nas już nogi, w ciągu dnia szliśmy w pełnym słońcu. Spotkaliśmy na szczęście pewnego człowieka, który jest znany w tamtych okolicach z tego, że po prostu z dobrej woli pomaga uchodźcom. Przywiózł nam wodę, porozmawiał też z policją i w jakiś sposób się z nimi dogadał – zabrał nas do miejsca, w którym mogliśmy przejść przez granicę

Macedonia

Powiedziano nam, by iść od razu w stronę stacji kolejowej i tam się schować – jeżeli policja zobaczy cię poza stacją, mogą cię odesłać do Grecji. To podobno nie jest legalne, nie mogą cię tak po prostu „odesłać”, ale robią to nieoficjalnie – nie przez kontrolowane przejście graniczne, tylko w innym punkcie granicznym. Nawet jeśli jesteś 200 – 300 metrów oddalony od stacji, mogą cię odesłać. Na stacji już tego nie robią, bo tam są wolontariusze UN – tak nam powiedzieli. Koło stacji jest też komenda policji i tam czeka się na papiery. Biorą twoje papiery z Grecji i dają ci nowe – potem możesz ruszać dalej – wsiąść do pociągu albo do taksówki i jechać w kierunku granicy z Serbią.

https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

Ten proces wyrabiania papierów jest bardzo powolny, ludzie czekają czasem po kilka dni. Kręcą się tam też ludzie, którzy w jakiś sposób współpracujący z policją – podchodzą do Ciebie kiedy jesteś wyczerpany tym czekanem i mówią:

jeśli dasz mi 15 albo 20 euro, dostaniesz ten papier od razu, bez kolejki – w 5 minut.

 

https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

Było tam około 200 osób. Czekaliśmy od 6 rano do 3 rano następnego dnia, ale mój dokument jeszcze nie był gotowy. Nasz pociąg przyjechał o 5. Nie dostałem jeszcze swoich papierów, ale ludzie z UN w końcu powiedzieli: ”po prostu jedź”. Wsiadłem z innymi do pociągu. Był przepełniony, nie mogliśmy się ruszyć, ludzie spali pomiędzy siedzeniami. Ten  pociąg był podzielony – był w nim oddzielny wagon dla zwykłych mieszkańców, który był pusty, i drugi tylko dla uchodźców.

https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

Przejście przez granicę Macedonii z Serbią

Dotarliśmy do granicy serbskiej. Tam służby powiedziały nam : idźcie dalej, możecie przekroczyć granicę. Ale na samej granicy znów spotkaliśmy wojsko. Żołnierze kazali nam zawrócić. Musieliśmy czekać.

Gdy czekaliśmy, podszedł do nas jeden z żołnierzy. Powiedział nam, że tu nie przekroczymy granicy, ale wskazał nam drogę do innego miejsca, gdzie jest to możliwe. Kiedy tam dotarliśmy, żołnierze znów nie pozwolili nam przejść. Jakiś czas później podjechał do nas samochód. Wyszedł z niego ten sam żołnierz, którego widzieliśmy wcześniej. Podchodził po kolei do każdej z czekających tam grup i coś mówił. W końcu podszedł też do nas. Powiedział, że może nam wskazać inną drogę – przez góry. Podziękowaliśmy mu, ale on odparł, że chce pieniądze. Odciągnęli nas od przejścia monitorowanego przejścia granicznego, żeby kamera nie zarejestrowała tego, co robią.  Zapłaciliśmy mu – niektórzy dali  2 euro, inni  10. Wziął od nas pieniądze i wskazał nam drogę.

Przejazd przez Serbię

Udało nam się w ten sposób przejść przez granicę do Serbii. Jak tylko ją minęliśmy, zaczęły podjeżdżać samochody, kierowcy proponowali, że zawiozą nas tam gdzie chcemy. Mówili: „my jesteśmy muzułmanami i wy jesteście muzułmanami, chcemy wam pomóc.” My jednak słyszeliśmy od wielu ludzi, że trzeba na nich uważać. Powiedziano nam, że tam koczuje część serbskiej mafii, która okrada ludzi – w tym uchodźców – i jest bardzo niebezpieczna. Wiele osób mówi, że ta mafia jest w zmowie z policją więc niewiele da się z tym problemem zrobić.

Znaleźliśmy autobus, który dowiózł nas do punktu, w którym mogliśmy załatwić nasze papiery. Było tak samo, jak na stacji w Macedonii – gdy ludzie z UN są tam obecni, policja pracuje w miarę szybko . Ale kiedy nikogo tam nie ma, niektórzy czekają po 3-4 dni. I robią to samo – podchodzą do ciebie i mówią: „daj mi 15 albo 20 euro a dostaniesz papier od razu.” W każdym punkcie policyjnym, gdzie musieliśmy czekać na papiery, robili dokładnie tak samo.

Kolejnym miejscem, do którego mieliśmy się udać był Belgrad. Dojechaliśmy tam autobusem.  Na miejscu były hotele, gdzie doba kosztowała 30 – 40 euro za noc. To bardzo dużo jak na Serbię, wydaje nam się, że podnieśli ceny, bo po prostu było nas tak dużo. Ja i moi znajomi postanowiliśmy spędzić noc w parku. Chcieliśmy spać tam na ławkach , ale za każdym razem, gdy próbowaliśmy spać, podchodziła do nas policja i nas szantażowała, że jak nie zapłacimy łapówki to nas odeślą. Jeżeli złapią mniejsza grupę – od 4 do 6 osób – wyciągają od ciebie pieniądze. Wzięli mój dokument i powiedzieli, że coś jest z nim nie tak. Powiedzieli: „możemy cię teraz zabrać na komendę i zostaniesz odesłany do Macedonii. Albo każdy z was zapłaci po 20 euro i damy wam spokój.”  Oczywiście – każdy im płaci.  To samo przytrafiło nam się bliżej granicy serbsko – węgierskiej.

Węgry

W okolice granicy węgierskiej dotarliśmy o 5 nad ranem, tam spaliśmy w lesie. Po kilku godzinach odpoczynku szliśmy dalej, ale niektórzy bardzo źle znosili już podróż, nie mogli dłużej wytrzymać. Nie było jedzenia, wody, niczego. Słyszałem, jak niektórzy mówili: „nie wytrzymamy już, oddamy się po prostu w ręce policji.” Było bardzo ciężko.

https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

Na granicy serbsko – węgierskiej spotkaliśmy przemytnika, któremu zapłaciliśmy 150 euro. Rano przedostaliśmy się z nim na stronę węgierską. Nasza grupa liczyła wtedy  14 osób. Przemytnik powiedział nam: „Dojdziecie do stacji benzynowej. Dam im pieniądze i zadzwonię po kogoś, żeby was zawiózł do Budapesztu.”

Poszliśmy więc, ale nie mogliśmy znaleźć żadnej stacji benzynowej. Kręciliśmy się tam półtorej godziny. W pewnym momencie zobaczyliśmy nadjeżdżający samochód – zwykły samochód, ale w środku siedzieli policjanci. Była już noc. Policja zawiozła nas do pobliskiego obozu. Było tam kilka obozów – w jednym znajdowało się 100 osób, w drugim 500. Każdego, kogo złapią na granicy, odwożą do tych obozów.

Prosiliśmy o wodę i jedzenie, ale nic nie dostaliśmy. Obóz był zamknięty i nie można było z niego wychodzić. Wyglądało to trochę jak więzienie. Po 3 godzinach zabrano nas do Budapesztu. Tam jest komenda policji i taki główny punkt dla uchodźców. Było też tam dwóch tłumaczy. Powiedzieli: „Ponieważ tu dotarliście, potrzebujemy waszych odcisków palców. Wtedy was wypuścimy. Jeśli tego nie zrobicie, będziecie w areszcie przez miesiąc, a potem zostaniecie odesłani do Serbii.”

Baliśmy się, nie wiedzieliśmy co się potem stanie. Ale oni powiedzieli, że będą nas tak trzymać, dopóki nie damy sobie wziąć odcisków palców. Za każdym razem, gdy prosiliśmy o coś do jedzenia lub by nas wypuszczono do sklepu – odmawiali. Powiedziałem naszemu tłumaczowi: „Potrzebujemy jedzenia.” On odpowiedział: „Jeśli dacie odciski palców, dostaniecie jedzenie. Jeśli nie – nie będziecie jeść.” W końcu nie wytrzymaliśmy i daliśmy odciski palców. Wieczorem pozwolono nam wyjść z obozu. Poszliśmy od razu na stację kolejową Keleti.

Dworzec w Keleti i przejazd do Monachium przez Wiedeń

To był sobotni wieczór. Była nas piątka. Zapytaliśmy o pociąg do Monachium. Sprzedano nam bilety, które kosztowały 124 euro. Kiedy wsiedliśmy do pociągu, okazało się, że kupiliśmy bilety w dwie strony – w jedną kosztował tylko 73 euro. Nie rozumieliśmy, czemu sprzedano nam droższy bilet.

Do Monachium jechaliśmy przez Wiedeń. Następnego dnia o 7 rano byliśmy już w Monachium. To była sobotnia noc, ale nie było na ulicach żadnej policji. Udaliśmy się na komendę i tam powiedzieliśmy, że jesteśmy uchodźcami i chcemy zostać w Niemczech.

Najpierw wsadzono nas do więzienia. Powiedziano nam, że musimy spędzić w areszcie całą noc. Powiedzieliśmy, ze przecież nic nie zrobiliśmy, ale wytłumaczono nam, że to dlatego, że dotarliśmy do Niemczech bez wizy.

Następnego dnia zadawali nam pytania i dali nam papiery, żebyśmy mogli dostać się do obozu. Powiedzieli nam, że mamy na to jeden tydzień.  Ale byliśmy odsyłani z obozu do obozu, było mnóstwo ludzi, a obozy były przepełnione. Dużo ludzi czekało w kolejce po pomoc, ale ochrona nie wpuszczała nikogo do środka – po prostu nie było już miejsc. W końcu udało nam się dostać do obozu w Borgentreich.

Obóz w Borgentreich

Jestem tu już drugi miesiąc. Powiedziano mi, że coś jest nie tak z moimi papierami, więc póki co muszę czekać na wyjaśnienie sytuacji.

Obóz wygląda jak dawne baraki dla żołnierzy. Jest oddalony jakieś 3 km od najbliższego miasta. Ale nikogo oprócz nas tu nie ma.

https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/

To nie jest tak, że ten obóz to dla nas raj. Ale to zdecydowanie lepsze od tego, co napotkaliśmy w drodze do Niemiec, albo tego, co działo się z nami w Syrii czy nawet w Turcji. Dostajemy jedzenie i co tydzień dają nam po 33 euro. Wysłano nas też na badania, są tu lekarze.

Kiedy otrzymam poprawny dokument, zostanę przeniesiony do innego obozu. Tam będę czekał na wyrobienie dokumentu tożsamości. Po otrzymaniu dokumentów będę musiał się nauczyć języka niemieckiego i potem chciałbym wrócić na studia.

W trakcie nauki niemieckiego będę dostawać 430 na miesiąc (po otrzymaniu dowodu).  Po tym kursie będę musiał zdecydować, czy chcę studiować czy pracować. Jeśli zdecyduję, że chcę pracować – będę musiał po prostu znaleźć pracę. Jeśli będę chciał studiować – muszę pokazać dokumenty, które otrzymałem na moim uniwersytecie w Syrii. Potem będę musiał zdać kilka egzaminów – w ten sposób zweryfikują czy na pewno jestem studentem.

Tu są dobre warunki do studiowania. Tak jak inni studenci, mogę ubiegać się o stypendium – może się więc też zdarzyć, że będę musiał płacić za studia – ale będę traktowany jak każdy inny student. To dlatego wielu z nas wybiera właśnie Niemcy.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +5, liczba głosów: 17)
Loading...
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
https://zapytajmnie.wordpress.com/2015/09/21/podroz-zycia-relacja-arama/
The following two tabs change content below.