Bojkot sztuki „Śmierć i dziewczyna” – czy to polska inkwizycja?

W obliczu pogardliwego tonu określeń „feministka” i „komunistka” jakich wobec reżyserki spektaklu używają protestujący, czuje się niepokojący niedosyt, że nie wspominają, że jej ojciec to żyd czeskiego pochodzenia.

Teatr Polski we Wrocławiu postanowił wystawić na swoich deskach „Śmierć i dziewczynę” w reżyserii Eweliny Marciniak. Jest to spektakl, na który składają się trzy akty pochodzące ze sztuki austriackiej dramaturżki Elfriede Jelinek, zdobywczyni literackiej Nagrody Nobla w roku 2004. Jelinek to feministka, słynąca z niestandardowych, a co za tym idzie kontrowersyjnych obrazów. W swojej twórczości łamie tabu sfery seksualnej i wyraźnie sprzeciwia się konwenansom i mitom na temat kobiecości. Wzbudza skrajne emocje wśród krytyków i wygrywa kolejne nagrody. Mówi się o niej „agresywna” „prowokująca”, „trudna”.

Recenzje pochodzące od osób, które miały już okazję widzieć owe dzieło, zgodnie głoszą, że ocieka ono perwersją i erotyzmem. Ci sami piszą, że sztuka ta fascynuje, dosadnie uderza we współczesną popkulturę, która wciąż pełna jest uwłaczających schematów i patriarchalizmu. Trzy główne bohaterki: bajkowe Śpiąca królewna i Królewna śnieżka, a także bardziej współczesna Rosamunda wyrywają się ze sztucznego świata – „bajkowego” limbo – i uwalniają swoją prawdziwą naturę. A ta jest porywcza, mocno pesymistyczna, mroczna, perwersyjna, wręcz szalona.

W obronie czci żeńskiej płci

Seks plus feminizm to zestaw, który mocno poruszył członków inicjatywy „Krucjata Różańcowa za Ojczyznę”. Według nich sztuka, której zresztą jeszcze nie widzieli, nie powinna być wystawiona. W nagłówku wezwania do jej bojkotu czytamy:

21 listopada we Wrocławiu za publiczne pieniądze i Banku Pekao SA premiera pornograficznego widowiska w TEATRZE POLSKIM – to nie łamanie prawa, konstytucji ale świadome profanowanie święta Królowej Polski – Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny! Nie pozwolimy na to! (Czytaj tu)

W dalszej części określa się ją jako „bolszewicką hucpę”, „pornograficzne widowisko”, czy „sado-masochistyczne paskudztwo”. Epitety motywowane są prawdopodobnie tym, że – cytując dalej – autorka to feministka i komunistka, co zresztą jest stuprocentową prawdą. Jednak w obliczu tak pogardliwego tonu tych określeń czuje się niepokojący niedosyt, że autor nie wspomniał, że jej ojciec to żyd czeskiego pochodzenia.

Co ciekawe, mimo, że miano feministki ma tu wydźwięk wyraźnie pejoratywny, autorzy odezwy do ludzkich sumień wyrazili zdecydowany sprzeciw wobec sztuki, która według nich ma znieważać kobiety:

NIE POZWOLIMY NA ŁAMANIE PRAWA I KONSTYTUCJI – ZNIEWAŻANIE KOBIET i PORNOGRAFIĘ!

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

„Dziewczyna i śmierć” to dzieło bardzo feministyczne, w których kobiety, żyjące w mocno stereotypowych rzeczywistościach, tak utartych, że znanych społeczeństwu równie dobrze co bajki-klasyki, w końcu się z nich wyrywają. Być może to, że na scenie to właśnie one mają głos, w dodatku wyrażają się wulgarnie i perwersyjnie zachowują, jest zniewagą dla konserwatywnego modelu kobiety, która przecież jest najprawdziwsza i najszczęśliwsza, gdy uległa, cicha i przyjazna.

Jeśli nawet po usilnych staraniach udałoby się w tych słowach odnaleźć choć odrobinę dobrych chęci i rzeczywistej troski o kobiecą godność, wystarczy spojrzeć kilka linijek wcześniej, a czar pryśnie: Wzywamy mężczyzn z Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę oraz tych wszystkich innych, którzy w Boga wierzą!

Czyli że, kobiet nie wzywamy, bo kobiety są za słabe na bojkot. Kobieta jest po to, żeby bronić jej czci, a nie po to, żeby sama się broniła. Strzał w stopę, jednak jeden z tych, które przez swoją nieudolność wręcz rozczulają.

Brudne „fuckty”

Na stronie citizengo.org zbierane są podpisy pod petycją pod nazwą „Stop porno w Teatrze Polskim!” Opowiedziało się za nią ponad czterdzieści tysięcy osób. Tu z kolei czytamy:

W spektaklu ma wystąpić para aktorów porno, którzy na oczach widzów, będą ze sobą współżyć. Aktorzy przybędą z Czech, Niemiec lub Węgier, ponieważ w Polsce nie znalazła się para, która zechciałaby wziąć udział w spektaklu.

No tak, bo przecież Polska to kraj porządny, więc tu nikt nie „współżyje”, a już na pewno nie będzie robił tego publicznie. Nie to co zdemoralizowani Czesi, Niemcy czy Węgrzy.

Dalej jest kilka cytatów z wywiadu z reżyserką, który ukazał się jakiś czas temu w GW. Autorzy petycji sprytnie parafrazują słowa artystki dla swoich potrzeb, pisząc np. Reżyserka nie ukrywa, że sama jest amatorką filmów pornograficznych, co chyba wywnioskowali ze zdania, że zdarza jej się oglądać porno. Skandal. Co za zboczenie. By docisnąć spektakl do podłogi odnoszą się także do informacji, że jednym z pianistów będzie 9-latek. Łaskawie wspominają, że reżyserka zaznaczyła, że dziecko będzie oddzielone od aktorów porno, jednak ten argument ich nie przekonuje. Pewnie kłamie!

Seks? A fuuj…

Warto jednak najpierw zadać sobie pytanie, skąd aż tak wroga reakcja. Uczestnictwo w spektaklu jest w zupełności dobrowolne. Nie ma zatem mowy o zmuszaniu kogokolwiek do oglądania tych karygodnych (przypominam, bo pełnych seksu) scen. Ponadto, mogą go oglądać tylko widzowie pełnoletni. Nie ma zatem mowy o demoralizacji dzieci i młodzieży, która to przecież niewinna do osiągnięcia osiemnastego roku życia, nie wie co to Redtube. Biletów nie ma już na żaden z terminów. Nie ma zatem mowy o tym, żeby wszystkim jednogłośnie pomysł porno rzeczywistości na scenie się nie podobał.

A jednak, przedstawicielom „Krucjaty”, Citizengo i czterdziestotysięcznemu tłumowi zwolenników ich idei wydaje się, że ich opinia jest tą jedyną, odzwierciedlającą zdanie całego społeczeństwa i dlatego należy jej zabronić. Podobnie sytuacja miała się w przypadku rozsławionej na całą Polskę „Golgoty Picnic”, gdzie z kolei przeciwnicy krzyczeli, że sztuka ta profanuje sylwetkę Jezusa Chrystusa. Władze poznańskiego teatru ugięły się jednak pod groźbami ekskomuniki. Spektakl został odwołany.

Obsesję na punkcie seksu jest jednak trudniej wytłumaczyć. O ile kwestie religijne poruszają ludzi do tego stopnia, iż skrajni fundamentaliści potrafią nienawidzić i zabijać, o tyle seks powinien wzbudzać raczej pozytywne skojarzenia. Perwersja oczywiście może szokować, jednak bilety wyprzedane w stu procentach jest chyba dowodem na to, że może też intrygować.

Jednak nawet ten „standardowy seks bez udziwnień” to wciąż temat drażliwy. Podczas gdy większość nadal pozostaje przy konsekwentnej tabularyzacji, niektórzy robiąc krok dalej lubią go demonizować. Edukacja seksualna kuleje, bo ludzie nie chcą o seksie rozmawiać. Młodzież nie ma pojęcia o antykoncepcji, bo na WDŻ-cie opowiada się bajki i teoretyzuje. Są dorośli, którzy też o tym nie rozmawiają, bo nie wypada, a łatwiej uciec w pornografię. Są też i tacy, którzy widzą w nim źródło wszelkiego zła, mimo iż sami go uprawiają. No ale legalnie w małżeństwie, to już czyste dobro. No chyba, że dla przyjemności, to wciąż zło.

Wchodzenie do cudzych łóżek stało się sportem lepszym od samego seksu. Okazuje się jednak, że nie tylko chcemy kontrolować same działania, czego dowodem jest np. powszechna w Polsce homofobia, ale zaczynamy także łaknąć władzy nad umysłem, seksualnością i chęcią eksplorowania. Bo przecież na takie spektakle chodzi się głównie z ciekawości.

Bojkotowanie sztuki, która na przełomie wieków przybierała tysiące twarzy i stylów, i stanowi środek wyrazu w ogóle, jest świadectwem niesamowitego egocentryzmu i ignorancji. Na szczęście dyrektor Teatru Krzysztof Mieszkowski nie uległ protestom. Niech puentą będzie jego uwaga: Nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy wracać do cenzury w najgorszym peerelowskim wydaniu.

——————–

Zdjęcie tytułowe z przedstawienia warszawskiego, foto: Marta Ankiersztejn, źródło: http://www.teatralia.com.pl/archiwum/artykuly/czerwiec_2009/160609_foto.php

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +40, liczba głosów: 62)
Loading...
The following two tabs change content below.

Agata Rożnowska