Islam bez uprzedzeń, część 9: kamienowanie/seks

https://www.flickr.com/photos/meanestindian/

 Oto ostatnia część słownika, który przygotowywaliśmy z Maciejem Kochanowiczem.

Imigracja

Muzułmańscy imigranci nas „zaleją nas” i nie będziemy się już tutaj (w Polsce, Europie) „u siebie w domu”?

Dane pokazują, że w UE mieszka obecnie 20 milionów muzułmanów (4 proc. ogółu ludności), wśród których jest 2 mln przedstawicieli „mniejszości historycznych”, które zamieszkują tereny swych państw (Bułgarii, Grecji i Rumunii) od czasów osmańskich oraz 18 mln imigrantów. Prognozy demograficzne nie wskazują, aby w przewidywalnej przyszłości odsetek muzułmanów miał w jakimkolwiek kraju przekroczyć 12% (tyle ma wynosić w Szwecji w 2050 roku, patrz hasło demografia).

W Europie większa jest zresztą zbiorowość imigrantów z państw niemuzułmańskich. Wszystkich imigrantów jest w UE 50 mn (10%ludności), a więc muzułmanie stanowią nieco ponad 1/3 z nich; także 1/3 imigranci spoza UE z państw niemuzułmańskich (najwięcej z b. ZSRR, Chin, Indii i Ameryki Południowej, a także USA); i kolejną 1/3 emigranci wewnętrzni – z jednych krajów UE do innych (np. Polacy).

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Co więcej, jeśli wyjdziemy z europejskiego podwórka i spojrzymy na przemieszczenia ludności w szerszej perspektywie, to zobaczymy, że odsetki imigrantów w Europie wcale nie należą do szczególnie wysokich. Państwa o największym na świecie udziale migrantów w populacji to kolejno: Zjednoczone Emiraty Arabskie (84%, 8 mln ludzi), Katar (74%, 1,6 mln), Kuwejt (70%, 3 mln.), Bahrajn (55%, 700 tys.). Wysoko na liście są też Jordania (40%, 3 mln.), Arabia Saudyjska (30%, 9 mln.) i Oman (30%, 1 mln.). A więc to muzułmańskie kraje Zatoki Perskiej mają największe „zagęszczenie” imigrantów na świecie (imigrantów różnych wyznań i różnego pochodzenia – z subkontynentu indyjskiego, Filipin, innych regionów świata arabskiego, a także z Europy Zachodniej czy USA).

Kwestią związaną z imigracją, przywoływaną w antymuzułmańskim dyskursie, są także różne problemy społeczne, która mają się z nią wiązać (a w szczególności właśnie z imigracją muzułmańską). A więc na przykład imigranci mają żyć „z socjalu” i migać się od pracy. Jednak na trudnym obecnie rynku pracy sytuacja wszystkich nowych osób jest niełatwa, odsetek bezrobotnych w UE oscyluje wokół 10%, a wśród młodych – wchodzących na rynek pracy – wynosi powyżej 20 proc.

Jeśli porównujemy statystyki dla nowych imigrantów (zarówno z państw muzułmańskich, jak i niemuzułmańskich) z osobami z „rodzimej” populacji w podobnej sytuacji życiowej (wiek, poziom wykształcenia), to zobaczymy, że co prawda poziom bezrobocia jest na ogółu nieco wyższy wśród imigrantów, ale są to różnice rzędu kilku-kilkunastu punktów procentowych. Specjaliści od rynku pracy wyjaśniają je nie czynnikami „religijnymi” (np. wrodzoną niechęcią do pracy, która miałaby się wiązać z wyznawaną religią), ale po prostu z większą wśród osób niepochodzących z danego państwa trudnością ze znalezieniem zatrudnienia.

Dodać tu jeszcze warto, że argument rynku pracy bywa w dyskursie antyimigranckim wykorzystywany obrotowo: z jednej strony zarzuca się imigrantom, że nie pracują i żyją z socjalu, z drugiej wprost przeciwnie, że odbierają pracę miejscowej ludności…

Innym problemem społecznym łączonym z imigracją jest przestępczość (szczególnie rozbudzająca wyobraźnie przestępczość seksualna). I rzeczywiście z badań kryminologicznych wynika, że imigranci są w niektórych państwach częściej sprawcami przestępstw, niż przedstawiciele rodzimej populacji (w ogóle pewne grupy popełniają częściej przestępstwa niż inne – np. mężczyźni ok. dziesięć razy częściej niż kobiety). Ale znów wyjaśnieniem są tu rozmaite okoliczności społeczne, czy psychologiczne (od niższej zamożności po poczucie wyobcowania), a nie predyspozycje religijne.

W Stanach Zjednoczonych (do dzisiaj największym społeczeństwie imigranckim świata – 46 mln, czyli 14% ludności) dobre zintegrowanie zajmuje kolejnym falom imigrantów – Irlandczykom, Włochom, Skandynawom, Żydom, Chińczykom czy Latynosom – dwa-trzy pokolenia. Dlaczego w Europie (która była w XIX i XX w. przede wszystkim kontynentem emigracji, a nie imigracji) miałoby to przebiegać jakoś znacząco inaczej, czy tym bardziej krócej? [MK]

Czytaj więcej: International migrant stock, UN, http://www.un.org/en/development/desa/population/migration/data/estimates2/estimatestotal.shtml.

Kamienowanie

Jedną ze metod używanych do stawiania islamu pod pręgierzem jest wykorzystywanie zdjęć z barbarzyńskich przypadków kamienowania cudzołożników, szczególnie kobiet.

Kamienowanie jako kara za cudzołóstwo nie jest wspomniana w Koranie (gdzie w jego przypadku przewiduje się karę chłosty), ma ona swoje źródła w przypowieściach o wypowiedziach i działaniach Proroka Mahometa (hadisach). Najprawdopodobniej przejęta została przez muzułmanów z judaizmu, występuje bowiem także kilkukrotnie w Starym Testamencie (patrz hasło Żydzi i antysemityzm). Pomimo obecności tej kary w rozważaniach prawnych zakres jej faktycznego stosowania w historii muzułmańskiej nie jest do końca jasny. Obecnie jest ona sporadycznie wykonywana jedynie w Iranie, zasądzana, ale nie wykonywana (np. uchylana apelacji) w Sudanie, Emiratach Arabskich, Arabii Saudyjskiej oraz północnych stanach Nigerii; obecna w przepisach prawnych, ale nie stosowana w Mauretanii, Pakistanie, Katarze i Jemenie (patrz też hasło szariat).

Ponadto niesankcjonowane prawnie przypadki kamienowania (czyli lincze) zdarzały się w ostatnich latach w Mali, Somalii, Pakistan, Afganistanie i Iraku (kamienowanie wprowadziła też na kontrolowanych przez siebie terenach organizacja „Państwo Islamskie”). I to właśnie z takich samozwańczych linczów pochodzą zdjęcia wykorzystywane przez krytyków islamu. [MK]

 Obraza uczuć religijnych

Kiedy tylko jakaś gazeta w Europie opublikuje karykatury Proroka Mahometa, muzułmanie na całym świecie demonstrują, ambasady w krajach islamskich płoną, a koniec końców autorzy karykatur stają się obiektem zamachów. Skąd się biorą te emocje?

O ile do aktów przemocy ucieka się niewielki odsetek muzułmanów, to zdecydowana większość – nawet osób zeświecczonych czy niepraktykujących – czuje się dotknięta publikacjami takich karykatur i uważa, że nie powinny one mieć miejsca. Jednym z powodów jest to, że wyśmiewanie nie jest przyjęte jako forma krytyki religijnej – jeśli ma ona miejsce, to przybiera raczej formę sążnistych traktatów lub pełnych pasji polemik, zaś humor stosowany jest w krytyce obyczajów lub krytyce porządku społecznego.

Inny powód związany jest z wizualną formą samych karykatur. W tradycji muzułmańskiej praktycznie nie jest przyjęte używanie przedstawiań religijnych, w szczególności zaś podobizn Proroka Mahometa. Ten „ikonoklazm” wiąże się m.in. z pragnieniem uniknięcia pokusy, aby to Prorok, a nie Bóg stał się obiektem kultu (wizerunki religijne są przyjęte jedynie w szyizmie; obrazy świeckie są dosyć powszechnie akceptowane, szczególnie w czasach najnowszych).

Wreszcie trzecim powodem gwałtowności reakcji muzułmańskich jest fakt, że kiedy karykatury tworzone są przez osoby wywodzące się spoza danego kręgu religijnego, są one tym bardziej uznawane nie za formę krytyki, a za atak, postrzegany niekiedy w kontekście nie tak dawnej dominacji kolonialnej Europy nad światem muzułmańskim. Bowiem co innego krytykować – także w formie prześmiewczej – własną tradycję, a co innego cudzą: wtedy zamiast krytyki mamy pogardę i drwiny.

Można także pójść krok dalej i zastanowić się, skąd się bierze krytykowanie islam? Czy li tylko dlatego, że są ku temu racjonalne przesłanki, czy może również po to, aby zdenerwować muzułmanów? Warto także dodać, że nie każdy przejaw krytyki wymierzonej w islam spotyka się z silną i masową reakcją ze strony środowisk muzułmańskich. Inaczej muzułmanie musieliby spędzać sporą część swojego życia na protestowaniu, materiału ku temu jest sporo – wystarczy wpisać w wyszukiwarkę słowo islam i zobaczyć jaki bardzo negatywny jest internetowy przekaz na temat islamu.

Pierwszym momentem, kiedy satyryczne i uznane za bluźniercze przedstawienie Proroka wywołało gwałtowną reakcję ze strony muzułmanów było wydanie w 1988 r. powieści „Szatańskie Wersety” przez Salmana Rushdiego, jednego z najwybitniejszych pisarzy wywodzących się ze świata islamu, aczkolwiek postrzeganego jako przedstawiciela literatury anglosaskiej. Wzywano do zabicia autora (najsłynniejsze takie wezwanie padło ze strony ajatollaha Chomejniego, patrz fatwa), atakowano wydawców (pierwsze polskie tłumaczenie ukazało się bez nazwy wydawcy i nazwiska tłumacza), księgarnie i tłumaczy (japoński tłumacz Hitoshi Igarashi zginą w wyniku napaści), a sam pisarz przez wiele lat korzystał z ochrony. „Szatańskie Wersety” zostały zakazane w większości państw muzułmańskich, a także w Indiach; nawet w Turcji, gdzie taki zakaz nie miał miejsca do dziś nie została wydana. I aczkolwiek dziś „afera Rushdiego” jest raczej przeszłością, to sama powieść nadal spotyka się z dystansem nawet liberalnych środowisk muzułmańskich.

Częste są muzułmańskie natomiast głosy na rzecz umacniania prawnej ochrony uczuć religijnych, czy też ochrony przed mową nienawiści. Argumentuje się, że wolność słowa – jak i każda inna wolność – winna mieć swoje granice i nie powinna służyć do wzajemnego obrażania się. Przywoływany jest też przykład sankcji karnych z „kłamstwo oświęcimskie” – negowania Holokaustu.

Kary za obrazę uczuć religijnych, lub też penalizacja mowy nienawiści obecne są w wielu systemach prawnych, bez związku z islamem, np. w 36 krajach Europy, w tym 24 należących do UE (choćby w Polsce, gdzie kilku znanym artystom wytaczano procesy o obrazę tychże uczuć). Nierzadkie jest jednak tzw. wąskie interpretowanie tej protekcji i uznawanie przez wymiar sprawiedliwości, że ochrona wolności wypowiedzi ma pierwszeństwo przed ochroną uczuć religijnych. Takie było np. podejście w Danii, kiedy tamtejsza prokuratura w 2005 r. nie wszczęła postępowania po publikacji karykatur Mahometa przez „Jyllands-Posten”, co w rezultacie doprowadziło do jednej z intensywniejszych serii protestów. [MK]

Patrz też: http://www.pewforum.org/2012/11/21/laws-penalizing-blasphemy-apostasy-and-defamation-of-religion-are-widespread/

 Seks

Chyba nic nie frapuje zachodniej wyobraźni tak, jak problematyka seksu w islamie. Z jednej strony przez wieki pojawiały się obrazy kipiących lubieżnością haremów, swoistych „pornotopii” z nieograniczonym dostępem do hurys i odalisek (ale i młodych mężczyzn, por. także homoseksualizm). Z drugiej strony na myśl przychodzą liczne praktyki krzywdzące najczęściej kobiety (por. np. obrzezanie), a – zwłaszcza ostatnio w kontekście krytycznej debaty o islamie – zaburzenia seksualne (zob. pedofilia, nekrofilia, zoofilia).

Zachodnie zainteresowanie seksem w islamie wynika z kilku powodów. Po pierwsze, ze specyficznego podziału na sferę publiczną i sferę prywatną. W tej pierwszej muzułmanki zazwyczaj skromnie się noszą (por. hidżab), a w niektórych krajach stosunkowo rzadko się w ogóle pojawiają. W sferze prywatnej (w rodzinie, wśród osób tej samej płci) nie obowiązują te zasady. Innymi słowy kobieta nosząca na co dzień hidżab, czy nawet nikab (zasłonę na twarz), może na spotkaniu z przyjaciółkami ubrać się w krótką sukienkę – oczywiście o ile ma na to ochotę.

Świat prywatny pozostawał i w dużej mierze pozostaje niedostępny dla obcych osób, zwłaszcza mężczyzn. Stąd górę brała niekiedy wyobraźnia, jeżeli chociażby popatrzeć na wpisujące się w nurt orientalizmu obrazy haremów i kobiet XIX-wiecznego Orientu, które wychodziły spod pędzli francuskich czy brytyjskich malarzy.

Powodem drugim jest wyobrażenie o dominującej roli prawa muzułmańskiego (por. szari’at) i jego wszechogarniającej surowości. Znana nam religia katolicka jest w sprawach seksu dość purytańska, stąd domniemanie, że w islamie najpewniej jest jeszcze gorzej. Nic podobnego – muzułmańscy alimowie nie żyją w celibacie, prawo muzułmańskie dość dokładnie omawia sprawy seksualności, a seks postrzegany jest jako jedna z naturalnych czynności. W tym zakresie panuje dość duża swoboda i wiele jest dozwolone (nie tylko mężczyznom, ale i kobietom). Stąd na przykład pojawienie się muzułmańskich sex shopów.

Trzecia sprawa wiąże się ze wspomnianymi i istniejącymi w niektórych państwach muzułmańskich karami za pewne czynności seksualne, a także związane z seksualnością, zwłaszcza kobiet. Dotyczy to kary za cudzołóstwo (nominalnie często penalizowane, w rzeczywistości nie zawsze, por. także kamienowanie), zabójstw honorowych, czy przytoczonego obrzezania kobiet. Praktyki te są przykładem sprawowania władzy nad kobietami i prób kontrolowania ich seksualności z pomocą przemocy.

W niektórych państwach czy społecznościach są to narzędzia kontroli społecznej, wpisujące się w prawo zwyczajowej i istniejące normy; w innych coraz częściej praktyki te są penalizowane (np. obrzezanie w Egipcie zostało zdelegalizowane, a zabójstwa honorowe podlegają karze w Jordanii, choć często niewspółmiernej do wagi samego przestępstwa). [KGS]

 Zacofanie

Państwa muzułmańskie są gospodarczo zacofane, nauka tam nie istnieje, a sami muzułmanie „nie wyszli ze średniowiecza”. Taki obraz rysuje się i to nie tylko po lekturze różnych podrzędnych dzieł, ale także bardziej wyrafinowanych intelektualnie publikacji krytycznych wobec islamu.

Jak zatem przedstawia się kwestia postępu gospodarczego i naukowego w państwach muzułmańskich, w zestawieniu na przykład z innymi krajami rozwijającymi się? Warto dodać, że w ciągu kilku wieków, szczególnie XVIII i XIX, Europa i zasiedlona przez Europejczyków Ameryka Północna „odsadziły” w swym rozwoju resztę świata, co pozwoliło im m.in. na osiągnięcie dominacji kolonialnej. Inne regiony świata dopiero od drugiej połowy XX wieku zaczęły na większą skalę „nadganiać”. Zjawisko to dotyczy tak państw muzułmańskich, jak i Japonii, Chin, Indii, Afryki Subsaharyjskiej, a po części także Rosji i Europy Wschodniej.

Dziś wśród państw muzułmańskich dochód narodowy na głowę powyżej średniej światowej (liczony w parytecie siły nabywczej; dane IMF za 2014 r.) mają monarchie naftowe Zatoki Perskiej, w tym Katar będący najbogatszym krajem świata. Warto jednak dodać, że wśród nich np. leżący w Emiratach Arabskich Dubaj jest przykładem dywersyfikacji dochodów, które opierają się dziś głównie na usługach i handlu. Powyżej średniej światowej lokują się dwa szybko wschodzące w ostatnich dekadach gospodarki – malezyjska i turecka, gdzie dochód na głowę jest zbliżony do polskiego (czy innych nowych członków UE). Na tym poziomie jest także dochód w poradzieckich Kazachstanie i Azerbejdżanie, które sprawnie gospodarują posiadanymi surowcami naturalnymi; a także w żyjącym z handlu Libanie oraz naftowym Iranie.

Na poziomie średniej światowej dochód mają posiadające surowce, ale borykające się z problemami politycznymi Libia, Irak, Turkmenistan i Algieria. Osiągają one zatem poziom takich znaczących dziś gospodarczo państw, jak Chiny, Brazylia, RPA, czy Tajlandia. Trochę poniżej średniej sytuują się europejska Albania, arabskie Jordania, Tunezja i Egipt oraz Indonezja, dynamicznie się ostatnio rozwijające największe państwo muzułmańskie, nadal przeciętnie będące jednak raczej niezbyt bogatym.

Do niezamożnych, ale jeszcze nie biednych zaliczają się Bośnia i Kosowo, Maroko i Nigeria oraz Uzbekistan, co odpowiada takim państwom niemuzułmańskim takim jak Indie, Wietnam, Ukraina bądź Angola (przypomnijmy: mówimy o średnim dochodzie na głowę, a nie o całościowej wielkości tych gospodarek; ta średnia może też się mniej, lub bardziej równo w danym kraju rozkładać). Biedne państwa muzułmańskie to zaś leżące na subkontynencie indyjskim Pakistan i Bangladesz; najbiedniejsze wśród państw arabskich Sudan, Mauretania i Jemen; oraz poradzieckie Kirgistan i Tadżykistan – z państw niemuzułmańskich na tym poziomie są leżą np. Mołdawia, Birma, Honduras, Kambodża, czy Kenia.

Do naprawdę ubogich państw muzułmańskich należą zaś leżące w Afryce Subsaharyjskiej: Senegal, Mali, Burkina Faso, Gwinea i Niger a także dotknięty czterema dekadami wojen Afganistan. Dzielą one swój los m.in. z lezącymi w tym samym regionie Afryki Sudanem Południowym, Zimbabwe, Ugandą, Rwandą, Etiopią, czy Kongiem, a także Nepalem, Haiti, czy Papuą Nową Gwineą.

Drugi wymiar muzułmańskiego zacofania, o którym lubią wspominać krytycy islamu, to zacofanie naukowe. Zostawmy na boku rozwój nauki arabskiej w okresie klasycznym (IX-XII w.), którym to faktem z zamierzchłej już przeszłości lubią szczycić się muzułmańscy apologeci, a także trwającą do II Wojny Światowej dominację nauki europejskiej nad tą z wszelkich innych kręgów cywilizacyjnych, przyjrzyjmy się jak wygląda ta sytuacja obecnie.

I tak na liście 500 najlepszych uniwersytetów świata znajdują się cztery uniwersytety z Arabii Saudyjskiej (o profilu przede wszystkim politechnicznym, a nie religijnym, co warte podkreślenia), po dwa uniwersytety z Malezji i Iranu oraz po jednym z Egiptu i Turcji. Spoza Europy Zachodniej i Ameryki Północnej silnie są oczywiście obecne uczelnie japońskie, chińskie, koreańskie i rosyjskie. Ale już polskie są raptem dwie (tak jak i węgierska, czeska jedna, ukraińskiej – żadnej), indyjska jedna, Afrykę Subsaharyjską reprezentuje jedynie RPA (4 uczelnie), Amerykę Łacińską – Argentyna (1), Meksyk (1), Chile (2) i Brazylia (aż 6). I poza tym spoza państw europejskich i o europejskiej proweniencji jest jedynie Singapur (2 uczelnie).

Konstatując: poza Europą Zachodnią i Ameryką Północną (oraz Australią i Nową Zelandią) wszystkie regiony świata są – lub do niedawna były – niżej rozwinięte. To zacofanie udało się przezwyciężyć Japonii (proces zaczął się już w końcu XIX wieku), Korei Płd., Tajwanowi czy Singapurowi. Państwa muzułmańskie, tak jak i Indie, Ameryka Łacińska, niemuzułmańska Afryka Subsaharyjska czy wiele państw Azji (np. południowo-wschodniej) nadal się z tym zacofaniem zmaga. Niektórym idzie to gorzej, niektórym lepiej (wśród państw muzułmańskich można tu wskazać np. Turcję i Malezję), ale wszystkie te państwa zmagają się z podobnymi wyzwaniami, niezależnie od dominującej w nich religii. Optymizmem w tych zmaganiach może wyznawców islamu napawać to, że tegoroczny nobel z chemii trafił do Turka Aziza Sancara, który został trzecim „muzułmańskim” noblistą w dziedzinie nauk ścisłych, po Pakistańczyku Mohammadzie Abdus Salamie (fizyka) i Egipcjaninie Ahmedzie Zewail (również chemia). [MK]

Patrz też: http://www.shanghairanking.com/

 

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: 0, liczba głosów: 32)
Loading...
Główne zdjęcie artykułu pochodzi z portalu www.flickr.com
Autor: Meena Kadri
The following two tabs change content below.

Katarzyna Górak-Sosnowska

Religioznawca, ekonomistka i psycholog zajmująca się współczesnym Bliskim Wschodem oraz islamem w Europie.