Tymczasem w Łochowie… czyli wszędzie.

Jest takie miasteczko na Mazowszu, jedno z wielu jakie możemy znaleźć w Polsce, w którym mimo upływający lat, prawie nic się nie zmienia. Wciąż te same domy, sklepy, ulice i ci sami ludzie. Każdy zna tu każdego (przynajmniej z widzenia) i każdy ma dużo do powiedzenia o sąsiadach. Miasteczko to nosi nazwę Łochów.

Czas płynie tu wolniej, pomimo pedzacych przez główną ulicę Tirów (Łochów jest węzłem komunikacyjnym, a linia kolejowa ma znaczenie Państwowe!).

Zacznijmy od stacji PKP i PKS. Znajdują się w tym samym miejscu, przy ul.Kolejowej. Czyż nie jest to oczywista nazwa dla tej ulicy? Jest tak samo oczywista jak wszystko co tu się dzieje. Tak moi drodzy. Łochów to stolica wszystkich nudnych miasteczek w kraju.

Kiedy przyjeżdżasz do tego małego miasteczka, pierwszą rzeczą jaką widzisz, jest stary peron kolejowy, pamiętający jeszcze czasy PRL-u. A w zasadzie był pierwsza rzeczą, bo się zmienił: jest nowy! Całkiem niedawno, został odnowiony, ale nie tak do przesady tylko z umiarem. Co jak co, ale tutejsi ludzie znają umiar w jego najprawdziwszym znaczeniu.

Umiarkowana ilość kwiatów na rodzinny grób (ale tylko tych droższych bo jeszcze ludzie powiedzą, że zmarłym żałujesz), z umiarem się napić, zjeść, no i z umiarem ubrać, bo jak to tak się odstroić bez okazji? Co innego do kościoła. Tam trzeba z umiarem, ale najlepsze ubranie, z umiarem, ale makijaż musi być, z umiarem, ale każdy pan ochlapie się wodą po goleniu.

Miasteczko pełne umiaru.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Tak więc i peron z umiarem musiał być odnowiony, a że niebawem i kolej ma być nowa i przejazdy nowe, to trzeba było tablicę z nazwą miasta nową postawić, no bo jak to tak? piękne nowe pociągi na stary peron wpuszczać?

Kiedy już zostawimy za plecami to nowoczesne dzieło sztuki jakim jest peron łochowski, po prawej stronie w oczy rzuca się Kebab (jeden z dwóch w miasteczku – tak po warszawsku, a co! jedzenie na wynos ma tu branie wśród młodzieży) a po lewej, rzecz jasna, 24h Alkoholowy (żadne porządne miasteczko bez tego nie może się obyć). Alkohole oblegane są tu wieczorami jak żaden inny sklep, ale to przecież normalne. Obok możemy odwiedzić „second hand”, albo jak kto woli – lumpex, dalej DUET, sklep spożywczy – mini sam, teraz jednak wykupił go Groszek. Zaczyna się robić po warszawsku. Jest tu kościół zaprojektowany i wybudowany z odpowiednim dla świątyni umiarem i cmentarz, zadbany, z pomnikiem bohaterów partyzantów.

Idąc w głąb Łochowa mijamy kiosk, jeden, drugi (z czego jeden jest kioskiem RUCHu, a drugi to poprostu kiosk, ale doladowania tam nie dostaniesz tylko prasa i papierosy), trochę sklepów spożywczych, lumpexów, ale i sklepików z lepszą odzieżą. Salon Orange, Plusa, Tmobile i sklep RTV AGD. Pierwsze uliczki to same sklepy. Potem komisariat policji. Mają go zamknąć.

– Poważnie!? – pytam znajomą, mieszkającą we wsi w pobliżu Łochowa.

– Poważnie! – mówi – Do Wyszkowa albo do Węgrowa trzeba będzie jeździć.

Zastanawiam się, czy to ze względu na znikomą przestępczość czy poprostu gmina, radykalnie tnie koszty? Dalej są poczta, szkoła, przedszkole, straż miejska w jednym budynku z OPSem i urzędem miasta, wreszcie Dom Kultury, a w nim kino Stokrotka.

Jeśli masz ochotę obejrzeć film sprzed ośmiu lat, zapraszam. Jest też tak zwana Dębinka. To coś w rodzaju parku, albo skwerku, gdzie w weekendowy, ciepły wieczór zbiera się łochowska młodzież, aby wypić piwo i pogadać ze znajomymi. Kiedyś funkcję miejsca spotkań pełniły również perony, ale po ich odnowieniu i zlikwidowanie kładek, które jak w sam raz nadawały się na posiaduchy, została tylko Dębinka.

Idąc dalej możemy zatrzymać się na obiad (najbardziej ekskluzywny w tej okolicy) w Pałacyku. Pałacyk w Łochowie to jest coś! Nawet najbardziej sceptycznie nastawiony do Łochowa turysta, przy Pałacyku się zatrzyma i popatrzy z zachwytem. Ciekawy jest to budynek, a w zasadzie kompleks budynków. Jest to miejsce, którego historie warto zgłębić, a to małe, nudne miasteczko, przestanie być w naszych oczach nudne i nic nie znaczące. Uwierzcie mi. Znaczy wiele. Znaczy Pałacyk!

Wybudowano go w 1820 r. Na początku miał formę parterowego budynku z gankiem, jednak z biegiem czasu kolejni właściciele rozbudowywali go aż do momentu kiedy w 1876 r przyjął kształt ostateczny, z kolumnada i ryzalitami (podobno ostatni właściciel, który kochał wyścigi konne, a jego stajnie były najlepsze z najlepszych, lubił pohulać i cześć majątku, tę większą, przepuścił. Mieszkało w nim wiele rodzin wywodzacych się ze znamienitych Polskich rodów. Hornowscy, Downarowicze, Zamoyscy i ostatni przed nacjonalizacjia majątku, Kurnatowscy. Dziś Pałacyk należy do osoby prywatnej (miasto musiało sprzedać zabytek, który marniał w oczach, aż do remontu, który trwał od 2005 do 2008r) i został zamieniony w hotel i restaurację. Tak, tak moi mili, Łochów to bardzo ciekawe miejsce! Ale nie o tym chciałam pisać.

Moim zamiarem było pokazać wam magię małego miasteczka, jakim jest Łochów.

lochow 1

W tym miejscu można zobaczyć zabytki, zapomniane przez czas i władze, piękne domy, ale i blokowiska na przykład Baczki Fabryczne – dzielnica/osiedle Łochowa – przyłączona do miasteczka zaraz po nadaniu mu praw miejskich 17 grudnia 1968 r. Jedno osiedle bardziej miejskie, drugie nadal zachowało wiejski klimat. Można narzekać na nudę, na po PRL-owski klimat, na brak teatrów i kin (umówmy się… Stokrotce daleko do Cinema City), ale Łochów ma w sobie coś magicznego, coś co przyciąga. Ludzie są tutaj mili, uprzejmi, pomocni, a każdy z nich zna ciekawą historię związana z tym miasteczkiem i pobliskimi wsiami.

Kupuje w alkoholowym małą colę, a obok w spożywczym pomarańcze i przez przypadek zostawiam na ladzie portfel z większą sumą pieniędzy. Za nim uświadamiam to sobie, ze sklepu wypada zdyszana pani. Myślę, że jest w wieku mojej matki, ale pewności nie mam. Ludzie tu wyglądają poważniej. Nie mam pojęcia czym jest to spowodowane. Ciężka pracą? Zapewne też, ale chyba nie tylko to jest tu przyczyną.

– Zostawiła Pani! Szkoda by było dokumentów! – krzyczy za mną. Zaczynam jej dziękować i proponuję znaleźne, ale kobieta macha ręką i odchodząc życzy mi miłego dnia.

Jestem już trochę zmęczona, ale została uliczka albo dwie. Przechodzę przez tory, na tę mniej umiastowioną część Łochowa i mijam stary, wymagający gruntownego remontu, domek. Na podwórku przy bramie stoi staruszka. Nie wiem dlaczego, ale jest mi jej szkoda. Starsza Pani, sama w starym domu. Uśmiecham się do niej życzliwie i mówię „Dzień dobry!”

– Dzień dobry! – tutaj to normalne. Jesteś stąd czy nie, nie ma znaczenia, jeśli przyjechałeś do Łochowa możesz bezkarnie mówić wszystkim „dzień dobry”. Staruszka odwzajemnia uśmiech i uchylajac furtkę wyciąga do mnie dłoń w której trzyma jabłko.

– Dzień dobry, kochanieńka, chcesz jabłuszko? Dobre, z mojej jabłonki! – Biorę owoc, przytrzymując trochę dłużej jej rękę.

– Dziękuję Pani – mówię i podaję staruszce jedną z pomarańczy kupionych wcześniej. Wgryzam się w soczyste jabłko. Odchodząc, z uśmiechem na twarzy, krzyczę jeszcze przez ramię, że dziękuję.

– Dziękuję! Pyszne!

Dzień się kończy, a ja tęsknię za moją Warszawą. Brakuje mi tego gwaru, szumu ulic, tej szybkości. Czuje się ciężka. Wracam na dworzec, a ponieważ przez remont linii kolejowej, pociągi nie jeżdżą, sprawdzam rozkład PKSów. Mam farta. Bus będzie za 30 minut. Następny za dwie i pół godziny. Wchodzę jeszcze na frytki do baru z Kebabem. W końcu to jesień i trochę zmarzłam. W środku automaty i cztery stoliki, przy każdym po trzy cztery krzesła. Przy jednym ze stołów siedzi dwóch chłopców w wieku licealnym. Przyglądają się jak ich kolega przegrywa na Black Jack-u kolejną „dychę”. Za ladą dziewczyna, około dwudziestu paru lat.

– Co podać? – Rzuca obojętnie.

Widzę po niej jak bardzo jest zmęczona. Podkrążone oczy i spracowana ręce… Spoglądam na swoje dłonie. Czerwone, długie paznokcie – znajoma kosmetyczka czyni cuda. Chowam ręce do kieszeni, kiedy dostrzegam na sobie wzrok dziewczyny. Jest mi jakoś tak głupio, a przecież paznokcie są świetne. Dziękowałam znajomej z dziesięć razy. Zamawiam frytki i starając się nie patrzeć już na młodą ekspedientkę, obserwuję przez dużą szybę plac PKS. Ludzie zaczynają się zbierać, na odnowionym również z umiarem, przystanku. Płacę, wychodzę i z ulgą widzę, że podjeżdża mój autobus.

Kiedy opuszczam to miasteczko w starym autokarze, czuję ulgę i kiedy wysiadam w Warszawie, czuję ulgę. Staram się nacieszyć oczy tłumem ludzi, uszy dźwiękami miasta i kiedy zamykam powieki, nucąc w myślach piosenkę zespołu T.Love o Warszawie, biorę potężny wdech, aby nasycić płuca spalinami… jakaś starsza kobieta, z twarzy przypominająca tę uroczą staruszkę, która dała mi jabłko ze swojego sadu,  potrąca mnie tak mocno, że cała zawartość mojej reklamówki ląduje na ulicy. Nie do końca jeszcze zdaję sobie sprawę z tego co się właśnie wydarzyło, gdy owa wyperfumowana dama w futrze z norek – bo mąż miał gest – otwiera usta (chwała niech będzie warszawskim ortodontom!) i z furią wykrzykuje mi w twarz…

– Jak łazisz idiotko!

po czym odchodzi jak gdyby nigdy nic. Stoję tak przez chwilę, patrząc jak resztki moich zakupów wpadają pod koła poruszających się z gracją warszawskich pojazdów, a potem patrzę na ten tłum. Obojętny, zabiegany, zbyt zajęty sobą,  żeby zauważyć jak brzydko wygląda goniąc gdzieś przed siebie w tej oprawie ze spalin. I pędzę jak szalona w stronę białego autokaru, na którego tylnej szybie ktoś wykleił litery, układając się w nazwę przewoźnika – Dar-bus.

– Do Łochowa proszę – mruczę pod nosem i zajmuję miejsce obok szczelnie zwiniętej szalikiem kobiety, ściskającej w dłoni dużą reklamówkę z Lidla. Czuć od niej włoszczyzną.

– Co Pani taka zmachana? Dopiero za 10 minut odjeżdża – mówi i uśmiecha się do mnie. Odwzajemniam uśmiech.

– Do domu się spieszę…

– E tam! Jak dzieci nie płaczą to poco młodym do domu? – Wdycham ten włoszczyźniany zapach z umiłowaniem i śmieję się pod nosem jak wariatka.

– Dobry humor? To wie pani co… ja tutaj mam bardzo dobra nalewkę. Własnej roboty. Może po łyczku? – Patrze na tę spracowaną, ale uśmiechniętą kobietę. Bez futra. Bez drogich perfum. Czuję do niej niesamowitą sympatię…

– A w zasadzie, co mi tam… po łyczku…

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +38, liczba głosów: 76)
Loading...
The following two tabs change content below.

Ula Uleańka

Ostatnie wpisy Ula Uleańka (zobacz wszystkie)