Konflikt dyplomatyczny między Chorwacją i Serbią narasta

W ostatnich dniach narasta konflikt dyplomatyczny między Chorwacją i Serbią. Wszystko zaczęło się od zakłócenia obchodów rocznicy wybuchu powstania antyfaszystowskiego z okresu II wojny światowej. Podczas składania kwiatów pod pomnikiem upamiętniającym tę walkę, uczestnicy byli ochraniani przez zastępy policji przed kilkudziesięcioma chorwackimi nacjonalistami. Spór narasta, choć ostatnie miesiące wydawały się złotym okresem we wzajemnych relacjach. Zasadne więc może wydawać się pytanie, czy noty dyplomatyczne nie mają jedynie odpowiedzieć na wewnętrzne zapotrzebowanie rządzących.

Srb, 27 lipca

We wsi Srb we wschodniej Chorwacji, w 1941 roku serbscy powstańcy ogłosili początek walki o przywrócenie Jugosławii. Dołączyli do nich komuniści. Chodziło o sprzeciwienie się zbrodniom faszystowskiego Niezależnego Państwa Chorwackiego – w rzeczywistości protektoratu III Rzeszy. Z czasem serbscy powstańcy – czetnicy, zwolennicy korony Jugosłowiańskiej – zaczęli dopuszczać się zbrodni na Chorwatach. 27 lipca walka przeciw hitlerowskiej i faszystowskiej okupacji rozpoczęła się formalnie – ostatecznie zwyciężyły w niej oddziały zdominowane przez komunistów i kierowane przez Josipa Broza Tito. W Chorwacji jednak dniem wolnym od pracy, Dniem Antyfaszystowskiej Walki, jest 22 czerwca. Chciano w ten sposób uciąć spekulacje o serbskim charakterze początków powstania i nadać mu bardziej chorwacki charakter, odwołując się do pierwszego oddziału partyzantów stworzonego przez chorwackich komunistów. Zmiany tej dokonał Franjo Tudjman, zwany „ojcem narodu”, chorwacki prezydent od momentu odzyskania niepodległości w 1990 roku, do jego śmierci w 1991 roku, autokrata, oskarżany o nacjonalizm i zbrodnie na Serbach, kiedyś działacz komunistyczny.

Uroczystości z okazji 27 lipca organizował Sojusz Antyfaszystowskich Bojowników i Antyfaszystów (SABA) oraz organizacje mniejszości serbskiej. Przemawiał zaś między innymi były prezydent Chorwacji, kiedyś członek partii Tudjmana, potem założyciel centrolewicowej partii HNS, Stjepan Mesić. Protestujący skupili się wokół partii Dražena Kelemineca – nacjonalistycznej partii Autohtona – Hrvatska stranka prava. Od kilku lat organizuje on protesty we wsi Srb, w 2010 roku kilkudziesięciu uczestników wznosiło okrzyki „Zabij Serba!“, za co otrzymali zakaz zbliżania się do miejscowości. Tym razem śpiewano „jedynie” pieśni domobranitelji, czyli „obrońców ojczyzny“ z okresu II wojny światowej.

Zakłócenia odbiły się tym większym echem, że za kilka dni Chorwacja będzie świętowała Dzień Zwycięstwa i Dziękczynienia. 5 sierpnia 1995 roku Armia Chorwacka, pod dowództwem między innymi gen. Ante Gotoviny (najpierw skazanego przez Trybunał w Hadze, a potem zwolnionego w związku z błędami prokuratury), odbiły Serbską Krajinę w Chorwacji (okolice miasta Knin) z rąk serbskich bojówek paramilitarnych. Zginęło co najmniej stu cywilów a kilkanaście tysięcy Serbów zostało wypędzonych. Komentatorzy spodziewają się więc eskalacji konfliktu.

Nota

W związku z wydarzeniami z miejscowości Srb, Serbowie przesłali notę dyplomatyczną do rządu chorwackiego, domagając się pociągnięcia do odpowiedzialności nacjonalistów i krytykując władze Chorwacji, że do ich wyjścia na ulicę w ogóle dopuściły. Rząd premiera Serbii, Vučicia, zasugerował zdaniem Chorwatów, że rząd techniczny premiera Oreškovića wspiera w ten sposób faszystów. Nie od dziś wiadomo, że obydwa kraje dość często oskarżały się od lat 90-tych o „faszyzm“. Każdy z nich przypisuje sobie prawo do antyfaszyzmu i z historii II wojny światowej wyciąga wnioski o swojej niewinności, mimo że Chorwaci mieli faszystowski rząd ustaszy, a Serbowie faszyzujących i nacjonalistycznych czetników. Spora część tych drugich przyłączyła się do oddziałów włoskich w walce przeciw komunistom pod koniec tamtej wojny. Z kolei chorwacka lewica kpi z państwa prawa, które „istnieje tylko teoretycznie” – bo na proteście pojawili się ci, którzy mieli zakaz zbliżania się do miejscowości Srb. Teraz jeden z przywódców nacjonalistów, który naruszył prawo, ukrywa się przed chorwacką policją.

Rząd Chorwacji odrzuca oskarżenia z noty rządu serbskiego i oskarża Serbów o ingerencję w wewnętrzne sprawy kraju. Jednak już w samym języku, choć wydaje się on ostry, obydwie strony starały się nieco rozmyć sprawę. Nie oskarżają bezpośrednio nikogo z jednego czy drugiego kraju. Można odnieść wrażenie, że obydwie strony konfliktu wywołują go nieco na pokaz, by przedstawić się swoim wyborcom jako silni gracze.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Dyplomatyczne machanie szabelką

Jeszcze kilka miesięcy temu, u szczytu kryzysu rządowego w Chorwacji, w trakcie powyborczego zamieszania w Serbii (wybory w kilku okręgach powtórzono) chorwacka prezydent Kolinda Grabar-Kitarović i premier serbski Aleksander Vučić ogłaszali nowe otwarcie we wzajemnych relacjach. Spotkali się na moście nad rzeką dzielącą obydwa kraje. Mówili o konieczności pojednania, ale przede wszystkim o gospodarczej współpracy. O odbudowie połączeń transportowych między krajami, o współpracy przygranicznej, także w zakresie pozyskiwania środków unijnych i staraniach o członkostwo Serbii w Unii Europejskiej. Oboje politycy sprawiają wrażenie pragmatyków. Wkrótce potem, pod wpływem Brukseli, obydwa kraje porozumiały się co do ogólnej formuły współpracy prawnej w sądzeniu zbrodniarzy wojennych i ochrony chorwackiej mniejszości. Pozwoliło to odblokować rozmowy akcesyjne Serbii, choć formalnie deklaracja odnosiła się tylko do umów międzynarodowych, które ten kraj już podpisał.

Można więc odnieść wrażenie, że obydwa rządy starają się teraz, wymachując notami dyplomatycznymi, wzmocnić swoje wpływy na prawicy. Aleksander Vučić jeszcze w wyborach był oskarżany przez swojego byłego promotora, nacjonalistę sądzonego za zbrodnie wojenne, Vojislava Šešelja, o zbytnie związki z Zachodem. Formalnie niewiele znacząca deklaracja o współpracy z Chorwacją w sądzeniu zbrodniarzy wojennych, wywołała oburzenie w tej części społeczeństwa, która tychże zbrodniarzy uważa za bohaterów. Vučić od kilku lat balansuje między centrum a skrajną prawicą, starając się utrzymać prozachodni kurs kraju, nie drażniąc jednak zbytnio zwolenników integracji z Rosją. To ryzykowna gra, ale wychodzi z niej na razie zwycięsko. Z kolei już we wrześniu nowe wybory czekają Chorwatów. Centroprawicowa partia MOST, której poparciem cieszy się premier Orešković, chce najpewniej przejąć głosy prawicy. I zamazać negatywne reakcje części Chorwatów, w tym swojego byłego koalicjanta, partii HDZ, po wspomnianym porozumieniu, dzięki któremu Unia kontynuuje rozmowy z Serbią. Nie trudno wyobrazić sobie, że cały spór zakończy się parę dni po 15 sierpnia i szybko pójdzie w zapomnienie, bo prawda jest taka, że żadna ze stron nie potrzebuje eskalacji, tylko pomachania przysłowiową szabelką.

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +2, liczba głosów: 2)
Loading...
The following two tabs change content below.

Michał Kucharski

Absolwent stosunków międzynarodowych na UAM w Poznaniu na specjalizacjach integracja europejska i dyplomacja i stosunki konsularne. Student filologii chorwackiej. Działacz lokalny w Poznaniu, radny osiedlowy.