Polska Bridget na budowie

Dom z piwnicą, czy bez? Oczywiście, że z piwnicą. W piwnicy można zrobić spiżarnię z prawdziwego zdarzenia, skład przedmiotów, które nie powinny się rzucać w oczy i uruchomić produkcję domowych alkoholi. Rozplanowaliśmy to nawet bardziej szczegółowo: tam będzie produkcja, a tam degustacja. Działka jest co prawda dość duża i nie ma potrzeby rozbudowywania się w pionie, ale (próbowaliśmy usprawiedliwić tę nielogiczną decyzję) dodatkowe pomieszczenia trzeba by było przykryć dachem, a ten jest bardzo drogi. Gdybyśmy wtedy wiedzieli ile nas będzie kosztowała ta degustacja…

Po dokładnym określeniu miejsca, w którym miał stanąć dom, wyruszyliśmy na poszukiwanie radiestety, który powiedziałby, czy wybór jest właściwy, to znaczy, czy nie ma tam żyły wodnej. Znaleziony w sąsiedniej wiosce różdżkarz, zawyrokował, że jest. Pokazał jeszcze którędy płynie i zainkasował 20 złotych.

Pomyśleliśmy: trudno. Na tej (czterohektarowej) działce to było naprawdę najładniejsze miejsce. Najwyżej zneutralizujemy działanie żyły tak, jak zrobili to nasi znajomi. Tylko bardziej ostrożnie. Oni, by zmniejszyć negatywne promieniowanie żyły, za namową wykwalifikowanego szamana ułożyli pod drewnianą podłogą na legarach brzozowe kołki. Przez nieuwagę jednak uwięzili tam również kota. Byłam pewna, że musi istnieć jakiś idący z duchem czasu szamański sposób również na przypadek podłogi wyłożonej terakotą, z ogrzewaniem podłogowym. Zresztą, co taki różdżkarz za 20 złotych może wiedzieć.

I miałam rację. Niedługo później radiesteta wynajęty przez wykonawcę studni, za 200 zł ogłosił, że dom stoi w idealnym miejscu. Nie ma żadnej żyły.

Jednak ostateczna decyzja o tym, czy zbudujemy piwnicę miała zapaść po wykonaniu dokładnego testu na obecność wód podskórnych, przeprowadzonego przez inspektora nadzoru (inżyniera budownictwa wodnego, specjalisty od tam, zapór, grobli i oczyszczalni) w obecności kierownika budowy. Przestudiowane też zostały mapy geologiczne terenu. Test polegał na tym, że po zrobieniu wykopu na dom z piwnicą, w najniższym punkcie wydrążono jeszcze dodatkową studzienkę. Po dwóch tygodniach na dnie studzienki pojawiła się tylko lekka wilgoć. Zapadła decyzja: dom z piwnicą. Na wiosnę w piwnicy pojawiła się woda do kolan.

Wtedy jeszcze opłacało by się te piwnicę (pięć pomieszczeń i schody) zasypać ziemią. Ale przecież nie jestem wróżką. Szczególnie, że wynajęty nowy inspektor był pewien, że to dlatego, że nie ma rynien i cała woda z dachu spływa do piwnicy. Po wykończeniu dachu, na wiosnę woda powróciła.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Na szczęście szef ekipy od instalacji grzewczej miał na tę wodę genialny sposób, za który ręczył głową: wykopie się koło domu studnię, do której będzie spływała woda ze studzienki w piwnicy, studzienka w piwnicy wyssie wodę spod całego domu, woda spłynie rurą do studni poza domem. Stamtąd woda zostanie odpompowana w dal. Koszt 1500 zł.

Nie dość, że kosztowało ponad 3000, to jeszcze studnię na zewnątrz zrobiono za płytką , więc jeśli rura łącząca obie studzienki w ogóle miała jakiś spadek, to i tak wiele wody nią nie spłynęło, na dodatek studzienka w środku najwyraźniej nie zasysała wody spod całej piwnicy, tylko z miejsca w którym się znajdowała.

Kierownik budowy nie stracił ducha:  należy wykonać opaskę drenującą wkoło domu. Odkopie się fundamenty, położy rurę Ф 100, ściany obłoży folią kubełkową i jeszcze raz zaizoluje abizolem. Musi zadziałać. Koszt: 4000.

Kierownik – człowiek solidny. Koszt z grubsza się zgadzał. A woda nadal podbijała.

W końcu kierownik wypowiedział przerażającą prawdę. Trzeba skuć całą podłogę w piwnicy, wykopać w każdym pomieszczeniu rowy, wyłożyć je rurami drenującymi Ф 100, połączyć rowy w holu i poprowadzić do studzienki. Stamtąd woda powinna być odprowadzana pompą na zewnątrz. Koszt: trudny do określenia.

Podczas prac nad skuwaniem posadzki w piwnicy za pomocą młota pneumatycznego, na parterze pracowała ekipa stolarzy wykonujących schody (piły, młoty, wiertarki) a na piętrze ekipa stolarzy wykonujących drzwi (piły, szlifierki, wiertarki, wkrętarki). Od tego „rozgardiaszu” trochę straciłam głowę w wyniku czego ugryzł mnie mój własny pies. Stało się tak dlatego, że uwiązałam dwa psy na jednej smyczy, czego nie powinno się robić, bo mogą nie być tym zachwycone. I nie były. Zaczęły się gryźć, a moja łydka znalazła się między nimi. Ugryzienie w kość piszczelową przez wilczura jest przeżyciem, które może dać do myślenia. Przyszło mi więc do głowy, że może z tą budową to jednak ponieśliśmy porażkę…

Przez następne dni nasz majster pan Mariusz wraz z bratem (czyli Supermario brothers) wynosili w kubełkach gruz z piwnicy przed dom. Pan Mariusz zyskał sobie przydomek Supermario po tym jak – by napalić pierwszy raz w nowym piecu – użył na rozpałkę instrukcji obsługi pieca i karty gwarancyjnej. Jego brat natomiast próbował później rozpalić w nim styropianem (który, jak sądziłam, jest niepalny) ale pan Mariusz usprawiedliwił brata informując nas, że oni w domu mają „taki piec, co chodzi na wszystko”.

Po wykopaniu rowów, przez piwnice zaczęła płynąć regularna rzeka. Kolejny fachowiec wpadł na niezły pomysł na to, co z tym  zrobić: „Zarybić!”

Teraz w piwnicy wody już nie ma. To znaczy, nie ma jej w pomieszczeniu. Płynie pod podłogą. Trochę się obawiamy, czy nie podmyje nam fundamentów. Pojawiły się też głosy, że jak się zrobi wodzie takie ujście, to ona tamtędy płynie tym chętniej. Czyli jest możliwe, że mamy pod domem przepompownię okolicznych wód gruntowych, co być może wyjaśnia fakt, dlaczego nasz sąsiad, który chciał wykopać sobie studnię, wody u siebie nie znalazł.

Można by pomyśleć, że nie mamy  przynajmniej problemu z podlewaniem trawnika. Ale to nie do końca prawda. Nie mamy, owszem, bo podlewamy go wodą z kranu po drugiej stronie domu, ale woda z piwnicy wsiąka z powrotem w ziemię obok. Próbowałam zachęcić męża do wykorzystania jej w ogrodzie ale on twierdzi, że to niemożliwe, bo urządzenia podlewające są podłączone do węży o średnicy pół cala, a wąż wychodzący z piwnicy ma grubość trzy czwarte cala, więc trzeba by mieć złączkę. Koszt: 2 zł.

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +3, liczba głosów: 5)
Loading...
Zdjęcie główne przedstawia plakat J. Howard Millera  „We Can Do It!” z 1943, dostępny na https://en.wikipedia.org/wiki/We_Can_Do_It!
The following two tabs change content below.

Agata Milewska

Ostatnie wpisy Agata Milewska (zobacz wszystkie)