Wybory w Peru: czy córunia tatunia wprowadzi rządy silnej ręki?

W kwietniu Peruwiańczycy wybiorą się do urn. Wszystko wskazuje na to, że Peru będzie następnym krajem po Wenezueli i Argentynie, gdzie lewica odniesie porażkę na rzecz prawicy. Według sondaży nowym prezydentem andyjskiego państwa zostanie Keiko Fujimori – córka Alberto Fujimoriego, byłego dyktatora, który odsiaduje 25 letni wyrok za zbrodnie przeciw ludzkości. Czy ewentualna wygrana Keiko Fujimori oznaczałaby powrót autorytaryzmu i ideologii fujimorismo w Peru?

-To byłaby katastrofa dla Peru gdyby w wyborach zwyciężyła Keiko Fujimori, była by to rewindykacja dla brutalnej i skorumpowanej dyktatury – powiedział Vargas Llosa, słynny pisarz i noblista peruwiański.  Najsłynniejszy Peruwiańczyk nie po raz pierwszy przestrzega przed rodziną Fujimori. Autor powieści „Świętego Kozła” uchodzi za jednego z największych krytyków Fujimoriego.

To właśnie on ponad 20 lat temu, dość niespodziewanie przegrał batalię o fotel prezydencki z wówczas mało znanym Alberto Fujimorim, synem japońskich potomków. Dla wielu ludzi, którzy popierali kandydaturę Vargasa Llosy, było niewiarygodne, jak to możliwe, że Peruwiańczycy nie poparli najznakomitszej wizytówki kraju na świecie, a powierzyli kraj praktycznie nieznanemu politykowi, który jak się potem okazało, odcisnął znaczące piętno na współczesnej historii Peru.

Odkąd ster nad państwem objął Alberto Fujimori w kraju rozpoczął się okres nazywanym niekiedy fujimorismem (lata 1990-2000). Ideologia ta charakteryzowała się neoliberalnymi reformami gospodarczymi, zagorzałym antykomunizmem, rządami twardej ręki, konsolidowała się wokół koalicji służb specjalnych i najwyższego dowództwa sił zbrojnych i technokratów.

Fujimori przez miejscowych nazywany był „El Chinino” – ze względu na swoją azjatycką urodę. W czasie wyborów prezydenckich w 1990 roku, „El Chinino” jak i Vargas Llosa uchodzili za ludzi spoza partyjnych układów, kandydatów niezależnych. Jednak różniły ich przynajmniej dwie ważne rzeczy – program wyborczy – Fujimori opowiadał się za polityką bardziej prosocjalną, Vargas Llosa wręcz przeciwnie, był zauroczony neoliberalizmem, reaganomiką oraz taczeryzmem. Druga różnica polegała na tym, że Llosa był jednym z najsłynniejszych pisarzy latynoamerykańskich, prawdziwym symbolem państwa, Fujimori natomiast był postacią kompletnie nieznaną, który pojawił się znikąd, taki „Peruwiański Tymiński”. Społeczeństwo, dość niespodziewanie postawiło na mało znanego Fujimoriego zamiast na znanego na cały kraj peruwiańskiego intelektualistę.

„El Chinino” odziedziczył kraj w ciężkim stanie, demokracja dopiero się rodziła i była krucha, szalała inflacja, większość społeczeństwa żyła w nędzy, a do tego kraj był terroryzowany przez maoistowską partyzantkę, Świetlisty Szlak. Kraj potrzebował reform, znaczących zmian. Co ciekawe, Fujimori zapomniał o swoich egalitarnych obietnicach i zaczął realizować politykę dokładnie taką, jaką głosił… Mario Vargas Llosa. Peruwiańczykom zafundował Fujishock, do rządu wszedł wolnorynkowy ekonomista Juan Miller. Sprywatyzowano sektor państwowy, spłacano zagraniczne długi we współpracy z MFW i Bankiem Światowym, zaprowadzono twardą politykę fiskalną, wpuszczono zagraniczny kapitał. Uporano się zarówno z inflacją, jak i z peruwiańską guerillą. Gospodarka tego andyjskiego państwa notowała wysoki wzrost gospodarczy, ale  sukces gospodarczy zaczął okazywać swe drugie, gorsze oblicze. Bezrobocie rosło, rynek pracy stawał się mniej stabilny, reformy te nie podniosły poziomu życia biedocie, biedy nie zlikwidowano, a nawet duża część społeczeństwa popadła w jeszcze większą.

W ramach walki z partyzantką, armia dokonała wielu zbrodni, np. słynnej Masakry Barrios Altos, gdzie 15 osób, w tym 8-letnie dziecko, zostało zabitych, ponieważ rzekomo mieli być członkami  Świetlistego Szlaku lub masakry w La Cantuta, polegającej na porwaniu i zamordowaniu 9 studentów i profesora.  Wcielono w życie program kontroli urodzin i wysterylizowano ok 270 tys. Indianek, opozycyjni politycy byli porywani i zabijani. De facto Fujimori ustanowił w kraju dyktaturę.

Pod koniec XX wieku, fujimorismo zaczynał chylić się ku upadkowi, kiedy to wyszły na jaw skandale polityczne i korupcyjne. Ujawniono nagrania jak Vladimir Montesinos (nazywany peruwiańskim „Rasputinem”, najbliższy współpracownik Fujimoriego) wręcza łapówki politykom i dziennikarzom. Szybko okazało się, że takich nagrań jest ok. 700. Alberto Fujimori zmuszony był zrezygnować ze stanowiska, najpierw uciekł do Japonii, ostatecznie jednak odsiaduje wyrok w peruwiańskim więzieniu za zbrodnie przeciw ludzkości i korupcję. Kraj ponownie zaczął wchodzić na ścieżkę demokracji.

Wesprzyj #Medium

Pomimo tego fujimorizm nie rozpłynął się w powietrzu. Pałeczkę po Albercie Fujimorim przejęła jego córka Keiko, która za czasów prezydentury ojca pełniła rolę pierwszej damy. Następnie była opozycyjną liderką politycznego ruchu fujimorismo. To właśnie ona prowadzi w sondażach utrzymując 30-35% poparcie. Czyżby społeczeństwo zapomniało o zbrodniach jej ojca, czyżby zatęskniło za rządami twardej ręki?

Osoba z zewnątrz, nie interesująca się latynoamerykańska polityką, mogłaby rzec, że przecież dziecko nie odpowiada za czyny ojca. Sęk jednak w tym, że Keiko Fujimori jest „córunią tatusia”, a dawni ludzie z kręgów dyktatora i zbrodniarza współpracują i doradzają faworytce w nadchodzących wyborach. Głównymi hasłami jej kampanii to stabilizacja i bezpieczeństwo. Zwłaszcza ta druga kwestia budzi wiele emocji. Pomimo tego, że Peru nie jest w czołówce w regionie, jeżeli chodzi o przestępczość, to zdecydowana większość mieszkańców nie czuje się bezpiecznie w Peru. Były nawet przypadki, że Peruwiańczycy sami wymierzali sprawiedliwość. Keiko jawi się jako jedyna kandydatka, która jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo. Część wyborców twierdzi także, że rządy Fujimoriego dały Peru pewną stabilność i zakończyły  epokę terroru. Jednak  wielu obywateli przechodzą ciary na samą myśl, że Keiko Fujimori mogłaby zostać  prezydentem  ich kraju.

W marcu na ulicach Limy miały miejsce wielotysięczne demonstracje, wyrażające sprzeciw wobec kandydatury „córuni” zbrodniarza. Następna demonstracja zaplanowana jest na 5 kwietnia, data symboliczna, bo tego dnia 1992 roku Alberto Fujimori dokonał zamachu stanu i rozwiązał kongres.

Córka dyktatora już raz otarła się o prezydenturę, pięć lat temu przegrała w II turze z prolewicowym byłym wojskowym, Ollantą Humalą, który zyskał glosy biedoty i Indian. Teraz sytuacja jest jednak trochę inna niż w ostatnich wyborach. Opozycja jest mocno podzielona, do wyborów prezydenckich zgłosiło się aż  17 kandydatów. Żaden z nich nie potrafił choć trochę zbliżyć się do takiego poparcia w sondażu, jakim cieszy się kandydatka fujimorismu.

Żeby tego było mało, na niecały miesiąc przed wyborami Sąd Najwyższy do Wyborów wykluczył dwóch kandydatów – Julia Guzmána i Césara Acuñii. Pierwszy polityk dostał zarzut o nieścisłości w wewnątrzpartyjnym procesie wyborczym jego partii, natomiast Acunii został wykluczony za to, że rozdawał ludziom pieniądze, aby na niego zagłosowali. Na uwagę zasługuje fakt, że Julio Guzman w sondażach plasował się na drugim miejscu i uchodził za głównego kontrkandydata wobec Keiko.

Teraz po wykluczeniu Guzmana, na drugą pozycję może wysunąć się czterech kandydatów: Pedro Pablo Kuczynski, konserwatysta, były premier w latach 2005-2006; Alfredo Barnechea, były popularny dziennikarz z lat 80-tych; Veronika Mendoza, lewicowa kandydatka opowiadająca się za ochroną środowiska i Amazonii oraz Alan Garcia, dwukrotny prezydent Peru w latach 1985-1990 i 2006-2011. Jednak głównym beneficjentem może zostać Keiko Fujimori, gdyż wykluczenie Guzmána z wyścigu o prezydencki fotel pozbawiło ją najpoważniejszego rywala.

Wielu Peruwiańczyków obawia się, że jak zwycięży córka Fujimoriego, oznaczać to będzie powrót do dyktatury. Może zechcieć wcześniej wypuścić ojca, pojawiają się także głosy, że Keiko byłaby tylko figurantem, a zza tylnego siedzenia, a konkretnie z celi, rządziłby były dyktator.

Pierwsza tura odbędzie się 10 kwietnia, to wtedy dojdzie do pierwszego starcia między zwolennikami zmian a zwolennikami rządów twardej ręki.

The following two tabs change content below.

Tomasz Skowronek

Autor jest komentatorem geopolitycznym, specjalizuje się zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i Europie Południowej. Publikował m.in. na portalach stosunki.pl magazyn kontakt.pl i histmag.org, oraz w dzienniku „Trybuna” i miesięczniku „Stosunki Międzynarodowe”.