Anna Grodzka: Po co nam nasze media – media publiczne?

lis na zywo

Nie ma demokracji bez masowej komunikacji.

Media umożliwiają komunikację w skali całego społeczeństwa. Niedostateczna komunikacja międzyludzka uniemożliwia powstawanie wspólnych zasobów wiedzy, kultury i informacji, pozwalającej na podejmowanie racjonalnych decyzji. Jakość i rzetelność informacji, a także różnorodność opinii, tworzy krwioobieg społeczeństwa. Media budują wspólnotę, państwo i cywilizację.

Rozwój mediów i rozwój cywilizacji działają w sprzężeniu zwrotnym. Lawinowy rozwój sieci komunikacji przyczynił się do skoku cywilizacyjnego ludzkości w ostatnim stuleciu. Wielkie znaczenie miał internet. Można mieć jednak wątpliwości, czy internet podniósł na wyższy poziom jakość komunikacji obywatelskiej. Stało się jasne, że informacja dostępna w sieci musi być tak zorganizowana, żeby mogła efektywnie docierać do świadomości.

Dlatego tradycyjne media papierowe, a także radio i telewizja, przeniosły się do internetu. To one także obok wielkich portali internetowych nadal, tak jak przed epoką internetu, tworzą najszersze pasma informacji i najsilniej organizują naszą zbiorową świadomość.

Poprzez aktywność na forach, blogach, własnych stronach internetowych itp. każdy z nas jest w internecie również nadawcą treści. Jednak jako nadawcy mamy nieporównanie mniejszą skuteczność dotarcia do szerokiego grona odbiorców niż profesjonalne portale. Co więcej:

w natłoku informacji zbyt często, świadomie lub nie, pomijamy te treści, których nie lubimy, które nie utwierdzają nas we wcześniej utrwalonych poglądach. I to bez względu, czy są one faktycznie ważne dla nas jako zbiorowości, państwa czy świata.

Jeśli nałożymy na to niski poziom humanistycznej wiedzy ogólnej o społeczeństwie, brak rzetelnej informacji oferowanej przez strywializowane, bo skomercjalizowane media oraz uprawiane za pośrednictwem mediów manipulacje polityków, to obraz stanu demokracji musi jawić się dosyć żałośnie.

Jeśli zapytamy: ile mamy demokracji, skąd wzięli się w parlamencie właśnie tacy „wybrańcy narodu”, pytajmy również o jakość komunikacji społecznej i o jakość zorganizowanej przez media debaty społecznej – pytajmy o edukację, kulturę i media. Pytajmy tez o wolność słowa.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Nie ma publicznej komunikacji bez wolności słowa.

W jakimś sensie mamy w Polsce wolność słowa. Trudno zaprzeczyć, że obywatel może powiedzieć wszystko – przede wszystkim, gdy gada i pisze byle co w internecie, peroruje w kawiarni, krzyczy na demonstracji czy zabawia elokwencją towarzystwo u cioci na imieninach.

Znacznie gorzej bywa z wolnością wypowiedzi dziennikarzy i publicystów związanych instytucjonalnie i ekonomicznie z instytucjami medialnymi. Tu na poziomie właścicieli mediów i ich zarządów realizuje się współczesna forma cenzury. I to nie tylko cenzury prewencyjnej, ale także tej jej formy, w której dziennikarzowi narzucane są tematy, a nawet tezy. Zbyt często dobór tekstów i treści audycji jest wynikiem podporządkowania się przez dziennikarzy i publicystów spodziewanej linii właścicieli czy zarządu. Wielu pracowników mediów z góry wie, „gdzie przyszli” i nie wchodzi w konflikt ze zwierzchnikami, czasem nawet zbyt gorliwie realizując spodziewane ich oczekiwania.

Ta sytuacja dotyczy nie tylko medialnych spółek skarbu państwa (tak zwanych „mediów publicznych”), dotyczy w równym stopniu mediów prywatnych. W warunkach komercjalizacji muszą dominować w mediach tematy drugoplanowe: rozdmuchiwane spory o bzdety i incydentalne „koszałki”. Prywatni właściciele i zarządy spółek medialnych wpleceni są w sieć interesów swoich politycznych sponsorów. Wszak rozwój spółki medialnej nie jest możliwy bez wpływów w świecie polityki. To politycy decydują o zamówieniach na lukratywne kampanie reklamowe, a także udzielają koncesji na działanie na rynku medialnym. Zarządy spółek medialnych nie mogą tego ignorować. Komercjalizacja mediów czyni program trywialnym.

Prawo i Sprawiedliwość zapowiada walkę z komercjalizacją mediów, będących pod kontrolą państwa. Chce telewizji bez reklam. To naprawdę dobra zapowiedź. Niepokoi jednak awers tej zapowiedzi: te „nowe media” mają przestać być „publiczne” – teraz to mają być „Media Narodowe”. Polityka nawet nazwie nie daje spokoju. Słowo „publiczne” (wspólne, komunalne, obywatelskie, społeczne) ma zostać zastąpione słowem „narodowe”. Słowem nacechowanym konkretną ideologią konkretnej opcji politycznej. Nawet Władysławowi Gomułce nie przyszło o głowy nazwać Telewizję Polską „Telewizją Robotniczo-Chłopską”.

W konsekwencji swojej koncepcji PiS już zapowiada zmiany personalne na wielu szczeblach w TVP SA oraz zmiany w systemie nadzoru nad programem. Jakoś nie mogę uwierzyć, że przysłuży się to wolności słowa i inspiracji do szerokiej debaty. Do tej pory polskie media publiczne były tylko trochę upolitycznione i bardzo skomercjalizowane. Wygląda na to, że od tej pory ma być odwrotnie.

 

Nie ma wolności słowa bez publicznej debaty.

Dzisiejsze media głównego nurtu (szczególnie dotyczy to telewizji) w znikomym stopniu inspirują i pośredniczą w realizacji ważnych treści debaty publicznej. Przez debatę rozumiem szeroką medialną kampanię dotyczącą zasadniczych spraw społeczno-gospodarczych, ustrojowych – poważny merytoryczny spór, wsparty rzetelną informacją.

Czy zauważyliście w mediach głównego nurtu debatę, na przykład na temat alternatywnych modeli funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej? Poważną i pogłębioną dyskusję na temat roli mediów? Albo na temat Transatlantyckiej Umowy o Wolnym Handlu (TTIP)?

Trzy miliony dwieście tysięcy Europejczyków podpisało protest przeciwko jej uchwaleniu, w tym wielka liczba Polaków. Organizacje pozarządowe w całej Europie prowadzą akcję informacyjną na ten temat – a co na to głównonurtowe media w Polsce? Nic! Co mówią główne media o Grecji? Czy prezentują może racje i program rządzącej Syrizy? Nie! Prezentują wyłącznie stanowiska „ekspertów” bankowych. Niech ktoś spróbuje namówić główne media do poważnego przedstawienia roli i skutków neokolonialnej eksploatacji zasobów naturalnych i ludzkich w Afryce i na Bliskim Wschodzie i dokonać w tym kontekście poważnej analizy przyczyn wojen i dzisiejszej fali emigracji. Prawie nikt w mediach nawet nie ośmiela się dawać pola do szerokiej dyskusji, która mogłaby stawiać poważnie znaki zapytania w wielu kluczowych dla społeczeństwa kwestiach. A przecież to, w jaki sposób Polska zachowuje się wobec tych zmian, decyduje o losach naszego kraju i naszym codziennemu życiu.

Przed ćwierćwieczem urząd cenzury całkiem jawnie pilnował, aby nikt nie wątpił w naszą przyjaźń ze Związkiem Radzieckim ani nie podważał sojuszu robotniczo-chłopskego. Kapitalizm jest sprytniejszy. Dziś, całkiem niejawnie pilnuje jego spokoju zarząd medialnej spółki i jego właściciel, blokując debatę niewygodną dla reklamodawców i polityków.

„Mów człowieku, co chcesz, przecież żyjemy w wolnym kraju, ale w mojej gazecie będziesz pisał o tym, co ci każę. Taka jest linia wydawnicza.” – usłyszał to już niejeden dziennikarz. Faktycznie, właściciel spółki medialnej jako właściciel kapitalistycznej korporacji z ideologicznego przekonania albo z cynicznej analizy swojego biznesu jest zainteresowany w unikaniu trudnych tematów mogących godzić w jego interesy czy w interesy klasy politycznej i korporacji, które poprzez zlecenia reklamowe są źródłem jego dochodów. Czy można w tej sytuacji poważnie mówić o wolności słowa?

Nie ma debaty bez publicznych mediów.

W naszym kraju ok. 64% koncesji posiadają spółki prawa handlowego, 25% posiadają instytucje kościelne, a jedynie 11% – inne: uczelnie, stowarzyszenia i osoby fizyczne, także prawie zawsze uzależnione od funduszy reklamowych i polityków. Nie dziwi zatem, że w wielu sprawach media są jednomyślne albo dokładniej: jednomyślnie bezmyślne, a w innych przewidywalnie różnią się politycznym i ideologicznym nastawieniem. Kiedyś państwowe media zostały skomercjalizowane. Publicznych nigdy w Polsce nie było.

Taki system działania mediów ze strukturalnych fundamentalnych powodów nie będzie dbał o jakość publicznej debaty. Nie będą o nią dbały ani medialne instytucje państwowe, ani prywatne. O szeroką debatę publiczną na wysokim poziomie mogą dbać wyłącznie media publiczne – niezależne od polityków, finansowane i nadzorowane przez swoich właścicieli – czyli ogół obywateli.

Bez wątpienia prawdziwym jest twierdzenie, że „kto ma informację (najlepiej tę najważniejszą i rzetelną) ten ma władzę”. Ale bez wątpienia także demokratycznie wybrane przedstawicielstwa powinny mieć rzetelną informację o społeczeństwie – rozumieć i chcieć realizować interes społeczny, ale to już inna bajka.

Nie ma demokracji bez mediów publicznych.

Społeczeństwa, które mają aspiracje być społeczeństwami demokratycznymi, nie mogą ulegać wrażeniu, że dla właściwej komunikacji społecznej wystarczą media komercyjne, dla których informacja i debata obywatelska to biznes. Nie mogą także ulegać wrażeniu, że te funkcje mogą właściwie wypełniać media kontrolowane przez państwo. Istnieje trzecia droga, na którą wszyscy powinniśmy się zgodzić: media publiczne. Media, których właścicielem nie jest państwo ani prywatny właściciel kapitału. Media bez reklam, których troską nie musi być własne utrzymanie ani interes sponsorów politycznych i finansowych. Media których troską jest wszechstronna informacja o ważnych dla jakości życia obywateli sprawach oraz wszechstronna pogłębiona opinia. Media, które wyróżniają się wysoką merytoryczną jakością prezentowanego kontentu.

Takie media stałyby się na tle komercyjnej tandety i propagandowego „wcisku” wiarygodnym źródłem dla większości obywateli. Byłyby miejscem na mapie medialnej, do którego ludzie zwracaliby się w poszukiwaniu rzetelnej informacji, wartościowej kultury i uzasadnionych opinii. Tych funkcji nie są w stanie wypełnić media, których celem jest osiąganie zysku ani media, które mają służyć jako propagandowa tuba dla określonej politycznej opcji.

Taką inicjatywą jest mediumpubliczne.pl, które powstaje jako inicjatywa wspierana przez liczne organizacje społeczne. Jestem pełna nadziei, że dzięki temu Polska doczeka się medium publicznego z prawdziwego zdarzenia.

Czego inicjatorom serdeczne życzę a zamiar gorąco ich wspieram.

 

red. admin_mp
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +29, liczba głosów: 33)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Anna Grodzka

Anna Grodzka – psycholożka i polska działaczka społeczna. Autorka wielu artykułów i felietonów. Pracuje w Fundacja Trans-Fuzja a od 2015 roku związana z Medium Publicznym.