Czy Turcja odsyła uchodźców do Syrii?

Aż 80 uchodźców przetrzymywanych wcześniej w tureckim ośrodku dla cudzoziemców mogło zostać potajemnie deportowanych do Syrii przez granicę w Bab al-Hawa, kontrolowaną przez grupy rebeliantów.

Według najnowszych doniesień wśród deportowanych znajdują się również kobiety i dzieci. Po raz kolejny turecki rząd łamie międzynarodowe prawo – alarmuje Amnesty International.

Z relacji świadków wydarzenia wynika, że grupę uchodźców przebywających od dwóch miesięcy w ośrodku dla cudzoziemców w tureckim mieście Erzurum pozbawiono pieniędzy i rzeczy osobistych, a następnie przykuto do siebie kajdankami na czas transportu i przewieziono na syryjską stronę granicy w miejscowości Bab al-Hawa, która znajduje się pod kontrolą armii rebeliantów. Dwóch syryjskich uchodźców zeznało, że zostali zmuszeni do podpisania dokumentów w języku tureckim, zgodnie z treścią których mieli nakaz opuszczenia Turcji i zakaz przekraczania tureckich granic przez kolejne 5 lat.

Taką wersję zdarzeń potwierdzają również zeznania krewnych osób, które miały zostać nielegalnie przewiezione do Syrii. W ośrodku w Erzurum dalej przebywa grupa uchodźców, którym może zagrażać deportacja. To ewidentne naruszenie podstawowych praw człowieka i konwencji dotyczącej statusu uchodźców z 1951 roku– twierdzi Amnesty International.

Ludzie – duchy. Co naprawdę dzieje się w Erzurum?

Wiele wątpliwości pozostawia również procedura, według której postępowano z osobami przetrzymywanymi w tureckim ośrodku dla cudzoziemców. Grupa 200 osób trafiła do Erzurum 13 października, kilka tygodni po zakończeniu manifestacji pod hasłem „Crossing No More”, którą zorganizowano w mieście Edirne, a także w Stambule w połowie września. Wydarzenie miało na celu zwrócenie uwagi na dramatyczną sytuację wielu uchodźców syryjskich przebywających w Turcji. O przebiegu manifestacji na bieżąco informował m.in. Reuters i International Business Times.

22 września IBT podało informację o aresztowaniu grupy obcokrajowców biorących udział w tym samym marszu. Według tych doniesień pięć osób, w tym jedna obywatelstwa francuskiego i jedna niemieckiego, zostało zatrzymanych na drodze łączącej miasto Edirne ze Stambułem. Zostali oskarżeni o „nakłanianie do przestępstwa” poprzez udział w marszu. Wśród aresztowanych była Charlotte Lekay, aktywistka i nauczycielka z Francji, która zaangażowała się w akcję „Crossing No More”.

Reuters natomiast opublikował informację o grupie 500 Syryjczyków, którzy zostali zatrzymani w drodze do Edirne, a następnie podzieleni na dwie mniejsze grupy. Pierwsza miała zostać przewieziona dalej do Edirne, druga zaś miała zostać odesłana autobusami do Stambułu. Jak się okazało, te osoby nigdy do stolicy nie dotarły, a ich rodziny zgłosiły zaginięcie bliskich.

Wesprzyj #Medium

Kiedy w końcu udało się nawiązać kontakt z jedną z zaginionych osób, okazało się, że wszyscy zostali przetransportowani najpierw do Iden, a następnie do Erzurum we wschodniej części kraju, miejsca, które już wcześniej znane było organizacjom broniącym praw człowieka. Podczas pobytu w ośrodku Syryjczyków pozbawiono kontaktu z rodziną, dostępu do pomocy prawnej i informacji dotyczącej dalszego postępowania. Nie przedstawiono też konkretnego powodu ich zatrzymania i przetrzymywania w ośrodku (duża część z nich przeszła już wcześniej właściwą rejestrację i posiadała odpowiednie dokumenty). Jeszcze w drugiej połowie października udało się nawiązać kontakt z jednym z Syryjczyków przebywających w Erzurum. Przesłał wówczas nagranie, w którym błagał o pomoc:

 „Proszę, pomóżcie nam. Jesteśmy w więzieniu, Oni mówią, że to jest obóz, ale to jest więzienie. Traktują nas bardzo źle i biją nas. Dają nam bardzo mało jedzenia. Są tu kobiety i dzieci. Nie wiemy co z nami będzie, nic nam nie mówią. Proszę, niech ktoś nam pomoże.

Na zdjęciach przesłanych przez tę samą osobę widać bransoletki z ośrodka Erzurum, a także osoby, które w środku przebywają – niektóre z nich w złym stanie zdrowia.

16 października w ośrodku pojawił się prawnik wysłany przez turecką organizację Refugee Rights Turkey, ale nie został wpuszczony do środka. Kilka dni później matce jednego z przetrzymywanych Syryjczyków odmówiono rozmowy z synem, a nawet zaprzeczono jakoby w ogóle przebywał w ośrodku. Również Amnesty International próbowało zweryfikować sytuację i wysłać do Erzurum swoich reprezentantów, a także naciskać na rząd turecki, by przestrzegał międzynarodowych praw, prawników jednak nie wpuszczano do ośrodka i ignorowano wszelkie apele do władz.

Czy antykurdyjska polityka wspiera ISIS?

H.A., którego dwóch braci i wujek również przebywali w Erzurum, twierdzi, że wpływ na takie działania rządu może mieć fakt, że część osób znajdująca się w ośrodku – tak jak on i jego rodzina – była pochodzenia kurdyjskiego.

O tym, że relacje tureckiego prezydenta Erdogana z Kurdami pozostawiają wiele wątpliwości, napisał ostatnio między innymi The Guardian. W artykule z 18 listopada dziennikarz David Graeber tłumaczy, w jaki sposób antykurdyjska ofensywa Erdogana silnie wspiera działania ISIS.

W sierpniu Powszechne Jednostki Ochrony (YPG), kurdyjska grupa zbrojna wchodząca w skład syryjskiej opozycji, zaraz po odbiciu miast Kobani i Gire Spi, były gotowe na zdobycie miasta Jarabulus, ostatniego pod kontrolą ISIS na tureckiej granicy. To tam terroryści uzupełniali swoje zaopatrzenie w broń, inne materiały oraz rekrutów, a zasoby trafiły następnie do Raqqa, „stolicy” ISIS. Linia zaopatrzenia ISIS przechodzi zatem bezpośrednio przez Turcję. Erdogan jednak zapowiedział, ze jeżeli Kurdowie zaatakują Jarabulus, to wojsko tureckie rozpocznie interwencję przeciwko YPG. W ten sposób Jarabulus pozostaje w rękach terrorystów do dziś – i de facto pod protekcją tureckiego wojska.

Graeber podkreśla, że Turcja odgrywa kluczową rolę w działaniach terrorystów, ponieważ nie odcina linii zaopatrzenia do terenów, nad którymi kontrolę sprawuje Państwo Islamskie. Gdyby to zrobiła, prawdopodobnie w przeciągu kilku tygodni ISIS utraciłoby dostęp do wszelkich zasobów umożliwiających im dalsze ataki i działania terrorystyczne. Dlaczego więc tego nie robi? To pytanie pozostaje otwarte.

Mniej niż zero

K.A., Syryjka z Aleppo, od wielu dni żyje w panicznym strachu. Jest samotną matką dwójki dzieci i wciąż przebywa w Stambule. Była jedną z organizatorek manifestacji „Crossing No More”, ale jako jednej z niewielu udało się jej uniknąć zatrzymania. Mimo to, wciąż otrzymuje anonimowe pogróżki, w tym groźby śmierci. Nie ma jednak wystarczających praw ani dostępu do pomocy ze strony rządu czy organizacji, które mogłyby jej pomóc.

Jestem zdesperowana. Zadzwoniłam kilka dni temu do jakiegoś tureckiego urzędnika. Powiedziałam : „Jeśli mi nie pomożecie to po prostu zabiję siebie i moje dzieci.” Co mi pozostało? Nie mam tu pracy, nie mam pieniędzy, nie mam żadnych praw. Nikt mi nie chce pomóc, nikt mnie nie chce słuchać. Syryjczyk jest dziś w Turcji zerem. Niedługo skończę z moimi dziećmi na ulicy i chyba wcale nie zależy mi już na życiu… „Poczekaj jeszcze kilka dni” – tak mi odpowiedzieli.

W podobnej sytuacji żyją tysiące Syryjczyków, którzy przebywają w Turcji. Pogarszające się warunki w obozach i przypadki łamania praw człowieka, w tym strach przed deportacją, sprawiają, że coraz więcej z nich decyduje się na bardzo niebezpieczną przeprawę przez morze do Grecji i dalej do innych krajów Europy. Kolejne ruchy Turcji mogą być kluczowe nie tylko dla Syryjczyków, ale i dla reszty świata, która – jak się zdaje – jedno z rozwiązań walki z terroryzmem ma w zasięgu ręki, ale z jakiegoś konkretnego powodu wcale nie zamierza po nie sięgnąć.

Amnesty International ogłosiło „pilną akcję” i nawołuje do wysyłania apelu do rządu tureckiego, a także do przedstawicieli innych rządów o zajęcie stanowiska w kwestii łamania praw człowieka w Turcji. Informacje można znaleźć pod adresem: https://www.amnesty.org/en/documents/eur44/2709/2015/en/

 

The following two tabs change content below.