Monika Płatek: Aborcja – dogodny parawan do lekceważenia praw kobiet

Lekceważenie okazywane kobietom i ich prawom pokazuje, że debatuje się o aborcji, tak jakby Ustawa o planowaniu rodziny nie dotyczyła w pierwszym rzędzie spoczywającego na władzy obowiązku zapewnienia kobietom warunków do autonomicznego decydowania o ich płodności. Aborcja to tylko element tej ustawy; jej podstawą jest zobowiązanie władzy do respektowania praw reprodukcyjnych kobiet i mężczyzn.

Mam dość wmawiania nam wszystkim, że w dyskusjach o zmianie Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu i dopuszczalności przerywania ciąży z dnia 7 stycznia 1993 r. (Dz. U z 1993, Nr 17, poz. 78 – dalej: Ustawa o planowaniu rodziny) chodzi o aborcję! Dość odmieniania aborcji przez przypadki tak, jakby Ustawa o planowaniu rodziny koncentrowała się na aborcji. Ta ustawa mówi o tym, że władza wie, że istnieją prawa reprodukcyjne, że są elementem praw człowieka, praw człowieka kobiet. Ta ustawa mówi o tym, że władza zobowiązuje się do przestrzegania tych praw. Sprowadzając wszystko do aborcji stwarza się wrażenie, że tylko tej kwestii Ustawa o planowaniu rodziny dotyczy. Tak nie jest

Nie dajmy sobie tego wmówić. Najwyższy czas wymagać od władzy, by stosowała się do obowiązującego prawa. Ani rządząca partia, ani jej pierwszy sekretarz, ani przedstawiciele rozmaitych religii i wierzeń nie mają prawa kontrolować płodności kobiety. Kto kontroluje płodność kobiety, kontroluje jej życie. Projekty ustaw, które mają w tytule ochronę i obronę życia w rzeczywistości nie służą życiu. Ich celem jest dyscyplinowanie, kontrola i zniewolenie kobiet. Są anti-life, będąc anti-choice. Opowiadając się za zniewoleniem kobiet, są przeciwko życiu.  

Jeśli są osoby, a jest ich z pewnością wiele, które z przekonaniem podpisały się pod projektem Ordo Iuris o zmianie Ustawy o planowaniu rodziny i zamierzają się podpisać pod kolejnymi projektami, nie dlatego, że tak nakazuje ksiądz proboszcz, a sąsiedzi pod kościołem patrzą na ręce, ale dlatego, że naprawdę jest dla nich ważny los dzieci i wierzą, że także projektodawcom zależy na losie płodów, dzieci i kobiet, to czas zrozumieć, że proponowane metody nie służą ani płodom, ani dzieciom, ani kobietom. Nie służą ani ich zdrowiu, ani życiu. Te metody szkodzą, bywa też, że zabijają.

Projektodawcom i władzy nie zależy na eliminacji aborcji

Zależy im jedynie, aby aborcja była zakazana. Nieważne jest realne zdrowie i życie płodów, dzieci, dziewczynek, kobiet. Ważna jest demonstracja władzy wobec dziewczynek i kobiet; także kosztem ich zdrowia i życia, i zdrowia i życia płodów i noworodków. Ważne, by pozbawić kobiety autonomii i możliwości samodzielnego, odpowiedzialnego decydowania o swojej płodności.

Zakaz pozwala ludziom u władzy ciałem, zdrowiem i życiem dziewczynek i kobiet stwarzać pozory, ubijać polityczne handle i targi, określane także mianem kompromisu aborcyjnego.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

W Polsce jest ponad 10 mln kobiet w wieku rozrodczym

Ogromna większość pozbawiona jest autonomicznego prawa do świadomego kontrolowania swojej płodności. Kobiety często nie mają dostępu do środków antykoncepcyjnych, ani do antykoncepcji doraźnej. Nie mają dostępu do wiedzy i fachowego poradnictwa. Tymczasem, oficjalnie wykonuje się w Polsce ok. tysiąca aborcji rocznie. Oficjalnie też twierdzi się, że Polska to kraj katolicki. Na przestrzeni lat spadła śmiertelność noworodków. Mimo to polski przyrost naturalny jest ujemny; jeden z najniższych w Europie. Niższy niż w krajach, gdzie aborcja jest legalna, bezpieczna, i w związku z tym rzeczywiście rzadka. W Polsce aborcja rzadka jest jedynie na papierze. Statystyk nielegalnych aborcji się nie prowadzi. Jednak ujemny przyrost naturalny jest wymowny. Jest tak jakby ludzie ty nie uprawiali seksu, lub zawsze z zabezpieczeniem przed niechcianą ciążą. W Polsce nie odnotowano jednak wzrostu korzystania z prezerwatyw, choć ich dostępność dla mężczyzn jest powszechna. (Te przeznaczone dla kobiet są najczęściej niedostępne; do kupienia tylko w aptece, i dużo droższe). Wzrosła natomiast sprzedaż męskich specyfików medycznych na potencję seksualną; sprzedawane są już także bez recepty. Ten fakt utrudnia hipotezę, że mężczyźni łykają niebieskie pastylki myląc się i biorąc je za witaminę C.

GUS nie podaje obliczeń ile kobiety płacą za dokonywane aborcje; ile na tym zarabiają, nie płacąc podatków, różne grupy zawodowe (nie tylko w Polsce i nie tylko ginekolodzy).

GUS nie podaje też ilu kobietom NFZ odmawia, pomimo składek jakie płacą, procedur medycznych związanych z ich zdrowiem reprodukcyjnym.

GUS nie podaje ile skarb państwa zarabia na pozbawianiu i odmawianiu dziewczętom i kobietom świadczeń zdrowotnych nie respektując ich praw reprodukcyjnych.

Dane GUS obnażają jednak obłudę rządzących, którzy twierdzą, że pełen zakaz aborcji to ochrona kobiet, bo pewnie połowa z oficjalnie wykonanych rok temu ok. 1000 aborcji dotyczyć musiała statystycznie płodów żeńskich. Aborcji jest znacznie więcej. Władza ogranicza się do pokazowych procesów i pokazowych skazań. Demonstruje siłę, lekceważy swoje zobowiązanie do wywiązania się z treści Ustawy o planowaniu rodziny

Błędem jest więc przyzwolenie, by problem praw reprodukcyjnych sprowadzać wyłącznie do aborcji

By mówić o zaostrzeniu lub złagodzeniu „ustawy aborcyjnej”. Władza czyni to nieprzypadkowo. Jej celem jest, by wybrzmiał oficjalny zakaz aborcji, a pozostał niezauważony fakt lekceważenia przez władzę obowiązujących praw reprodukcyjnych. Ustawa o planowaniu rodziny tylko częściowo dotyczy aborcji. Podstawą Ustawy o planowaniu rodziny jest autonomiczne prawo ludzi do samodzielnego, odpowiedzialnego decydowania o sobie i swojej płodności. Tymczasem kobietom utrudnia się dostęp do antykoncepcji, antykoncepcji doraźnej (pigułka po), nowoczesnej medycyny rozrodczej i prenatalnej, nowoczesnego leczenia niepłodności jakim jest in vitro, wiedzy i wolnego od religijnej ideologii poradnictwa; to dowody na to, że nie chodzi o życie, zdrowie płodów, dzieci i kobiet, nie chodzi o to, by nie dochodziło do niechcianych ciąż, by zapewnić ludziom autonomiczne decydowanie o potomstwie. Brak wypełniania przez władzę zobowiązań Ustawy o planowaniu rodziny to dowód na lekceważenie prawa i chęć odebrania także kobietom możliwości odpowiedzialnego, świadomego decydowania o swojej płodności.

Gdyby rzeczywiście chodziło o życie i zdrowie płodów, dzieci i kobiet, zadbano by o zagwarantowanie autonomicznego, świadomego decydowania o potomstwie

Władza wywiązywałaby się z obowiązku zapewnienia dostępu do nowoczesnych środków antykoncepcyjnych, do antykoncepcji doraźnej, do wiedzy, poradnictwa, badań i świadczeń prenatalnych. Zadbano by o realne uspołecznienie osób w trudnej sytuacji zdrowotnej i ich rodzin. Ważna byłaby jakość życia, polityczny przykład a nie lekceważący unik, bo tym właśnie jest autokratyczne powierzanie prawu karnemu problemów, które prawo to może tylko pogłębić.

Gdyby chodziło o życie, dominowałyby działania na rzecz pokoju, a nie zwiększenie wydatków na środki służące do zabijania ludzi.

Gdyby chodziło o życie, wzrosłyby starania, by ograniczyć ilość przedwczesnych śmierci i możliwych poronień

To jest wrażliwe kryterium poszanowania przez rządzących życia i ludzi. Tymczasem w Polsce wzrasta statystyka śmierci spowodowana zanieczyszczeniem powietrza. W takich okolicznościach teksty o ochronie życia brzmią jak kpina.

Gdyby chodziło o życie, aborcja byłaby legalna, bezpieczna i tylko wtedy rzadka

bo władza nie mogłaby umywać rąk udając, że zakaz i sankcja karna rozwiązują problem społeczny, który jest wynikiem promowania nierównej pozycji społecznej kobiet i dziewcząt.

Jarosław Kaczyński ugiął się nie z mądrości politycznej, lecz ze strachu przed siłą kobiet. Teraz stara się pokazać twarz nieugiętego tyrana, by zemścić się na kobietach za swoją słabość i odzyskać posłuch we własnych szeregach.

Wielkiej trzeba arogancji, by w kraju konstytucyjnie laickim narzucać obywatelkom, kogo i po co mają rodzić – i nie licząc się ze światopoglądem obywatelek i obywateli głosić, że mają rodzić, aby cokolwiek urodzą, poddane zostało ochrzczeniu.

Jest też postawa taka pogardą wobec obowiązującego prawa (art. 53.6 Konstytucji RP – Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia […] w praktykach religijnych, art. 194 k.k.– Popełnia przestępstwo kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową lub bezwyznaniowość). Zgodnie z polskim prawem, to nie pan Kaczyński, ale każda z osobna kobieta ma prawo decydować o tym, czy urodzi, i czy będzie chciała dziecko ochrzcić.

Kobiety odzyskały siłę i solidarność

Nie jest to jednak jednoznaczne z doprowadzeniem do stanu przestrzegania i poszanowaniem przez władzę prawa. Władza nie respektuje obowiązującej Ustawy o planowaniu rodziny. Na co dzień, de facto, obowiązuje zarówno odrzucony przez Sejm projekt Ordo Iuris, jak i kolejny złożony w Sejmie klon projektu Ordo Iuris. Kobiety tymczasem od dawna nie mają dostępu do wiedzy, informacji, nowoczesnej antykoncepcji, do powszechnych badań prenatalnych i szacunku w gabinecie ginekologicznym. Odmawia się im prawa do aborcji – także w tych przypadkach, które reguluje i dopuszcza to obowiązujące prawo.

W tym kraju od 1993 roku, kobiety i dziewczynki w ciąży, także te zgwałcone i chore, tracą zdrowie i życie, bo władza nie przestrzega obowiązującej Ustawy o planowaniu rodziny. Potwierdzają to wyroki zapadające przeciwko Polsce przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (ETPCz) (Patrz sprawa PiS przeciwko Polsce, ETPCz nr 57375/08)[1]

Aby zmienić obecną patologiczną sytuację, musimy upomnieć się o obowiązujące prawo

Nie pozwólmy, by ograniczyć dyskurs do odmieniania słowa „aborcja” przez przypadki. Zacznijmy skutecznie wymagać respektowania obowiązującego prawa, czyli Ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży z 7 stycznia 1993 roku.

Przypomnijmy, Komitet ONZ ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet zaleca, aby państwa podejmowały działania w celu eliminowania przymusu w zakresie płodności i reprodukcji, a także zapobiegania zmuszaniu kobiet do korzystania z niepewnych procedur medycznych, takich jak nielegalna aborcja, z powodu braku odpowiednich świadczeń związanych z kontrolą płodności. Odmowa dostępu do legalnych środków zapobiegania lub usuwania niechcianej ciąży jest przejawem przymusu – naruszeniem art. 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który zakazuje tortur, nieludzkiego i poniżającego traktowania (Patrz PiS v Polsce, ETPCz, akapit 74).

Ustawie o planowaniu rodziny władza uznaje i zobowiązuje się do respektowania praw reprodukcyjnych. Uznaje, że należą do ludzi, a więc i do kobiet! Władza Uznaje swój obowiązek zapewnienia kobietom prawa do decydowania o swojej płodności. Uznając, że życie jest fundamentalnym dobrem człowieka, a troska o życie i zdrowie należy do podstawowych obowiązków państwa, państwo uznaje prawo każdej osoby do odpowiedzialnego decydowania o posiadaniu dzieci. W związku z tym zobowiązuje się zagwarantować dostęp do informacji, edukacji, poradnictwa, oraz środków korzystania z tego prawa; czyli do zapewnienia dostępu do nowoczesnej antykoncepcji, doraźnej antykoncepcji, badań prenatalnych, in vitro, ochrony życia i zdrowia kobiety (zdrowie według definicji WHO to nie jest tylko brak choroby, ale dobrostan, także psychiczny), swobodnej decyzji kobiety gdy ciąża pochodzi z gwałtu, gdy płód jest ciężko lub terminalnie chory, o aborcji w sytuacjach przewidzianych i wolności od ideologicznych ingerencji. Ciąża nie ma być pułapką, zdarzeniem niechcianym, na które kobieta i dziewczynka nie mają wpływu.

Nie pozwólmy, by życie dziewczynek i kobiet ograniczono do ratowania tylko w ostateczności!

Obowiązujące prawo pozwala na seks z piętnastolatką, ale odmawia jej prawa do autonomii i zdrowia. Nie potrzeba prosić o zgodę rodziców, by uprawiać seks z piętnastolatką. Ona sama jednak nie może bez ich zgody pójść do ginekologa, otrzymać środki antykoncepcyjne. W tym samym czasie chłopiec może się zaopatrzyć w prezerwatywy bez żadnych ograniczeń (ani wiekowych, ani co do ilości prezerwatyw). Zgodnie z obowiązującym prawem, samodzielnie do ginekologa dziewczynka może pójść dopiero, gdy skończy 18 lat. Jej życie i zdrowie są lekceważone, a ona sama tresowana do myśli, że się nie liczy. Tresura to mocne słowo, ale tym jest sytuacja, w której ustawodawca i władza od lat godzą się na istniejący rozziew i nie chronią także dzieci przed zgwałceniem i ciążą.

Zgwałconym każe się rodzić. Wymyśla się dla nich przymusową surogację twierdząc, że mają urodzić i mogą oddać. Koncepcje godne Trumpa, są nad Wisłą i Odrą dużo bardziej rozpowszechnione niż nad rzeką Potomac w Washington D.C.

Warto więc zapytać – co zrobiono, aby zapobiegać gwałtom? W tym kraju nie było ani jednej poważnej kampanii z klarownym przekazem: „Po pierwsze, nie gwałć. Dopóki nie usłyszysz entuzjastycznej zgody, to znaczy, że nie ma zgody na zbliżenie”. Zgwałcone dziewczynki i kobiety są w tym samym czasie zakładniczkami niedouczonych biskupów, chętnych do pogardliwego „nauczania” o tym, że z gwałtu nie ma ciąży, a jeśli jest – to znaczy, że nie był to gwałt.

Kobietom nakazuje się rodzić bez względu na stan zdrowia i szanse przeżycia płodu

Uderza sadyzm przymuszania tam, gdzie ludziom przychodzi rozstrzygać ostateczne i miast humanitarnego wsparcia spotyka ich tępa bezwzględność, której nie praktykujemy wobec żywych. (Rodzic nie ma obowiązku oddać nie tylko nerki swojemu ciężko choremu dziecku, nawet nie możemy zażądać oddania krwi; w obronie koniecznej można zabić, policjant na służbie może strzelić i zabić chroniąc li tylko porządku).

Warto też zapytać co zrobiono, aby zapewnić godny rozwój i życie urodzonych z różnymi wadami? Jakie kroki podjęto, aby zapewnić im maksymalną samodzielność, codzienną obecność w życiu, wykorzystanie ich potencjału? Jaką pomoc zaoferowano ich rodzinom? Co zrobiono, by nie byli uwięzieni w instytucji lub w czterech ścianach?

W Polsce nie traktuje się godnie osób z niepełnosprawnościami, od syndromu Downa po poważniejsze schorzenia. Nie ma polityki zapewniającej im uczestnictwo – od szkoły, przez pracę, po samodzielność i własne rodziny. Nie ma przestrzeni dla ich rodzin, i poza sporadycznymi połajankami niewiele się robi wobec faktu, że 8 na 10 mężczyzn rodziny takie opuszcza.

Nie wszystkie osoby z syndromem Downa mogą skończyć szkołę, pójść na studia, pracować w sklepie, kawiarni czy urzędzie. Nie wszystkie, ale w Polsce prawie żadna, bo zamiast stworzyć stosowną infrastrukturę i zmienić nastawienie społeczne, z góry zakładamy, że nie dadzą rady. Traktujemy nawet osoby z Downem jak wieczne dzieci i jak zakładników obłędnej potrzeby skazywania ludzi na poczucie nieszczęścia.

Nie chcemy aborcji z przyczyn moralnych? Co zrobiono, by miejsce politycznej obłudy zajęła pełna szacunku postawa wobec kobiet i ich prawa do kontrolowania własnej płodności?

Od 1993 roku w Polsce łamane są i lekceważone zapisy Ustawy o planowaniu rodziny. Kobiety wepchnięto w rolę niewolnych i pańszczyźnianych, ze ściśle kulturowo wyznaczonymi rolami i założeniem, że kobieta nie będzie pracować i zarabiać (Patrz art. 10 watykańska Karta Praw Rodziny: wynagrodzenie za pracę winno być wystarczające do założenia i godnego utrzymania rodziny[…]powinno być ono takie, aby matka nie była zmuszona do pracy poza domem ze szkodą dla życia rodziny, a zwłaszcza wychowywania dzieci).

W tym kraju nadal brak stosownej refleksji, że pouczają nas mężczyźni w sutannach, z których choć obowiązuje ich celibat, część płodzi dzieci, ciężar ich utrzymania przerzucając na nas. Którzy gdy bywa, uwiodą i zapłodnią małoletnią, systemowo przerzucają na dziecko odpowiedzialność za swoje postępowanie; nie stronią też od nakłaniania wykorzystanych dziewcząt do aborcji.

Pouczają nas hierarchowie, którzy dla wyegzekwowania swoich moralnych nauk potrzebują sankcji świeckiego prawa karnego, bo sami nie potrafią przekonać swoich wiernych.

Pouczają nas hierarchowie z instytucji która, na co wskazują regularnie ujawniane przypadki molestowania i wykorzystywania seksualnego dzieci i dorosłych, nie potrafi skutecznie temu przeciwdziałać; winę, i tym razem, przerzuca na molestowanych przez siebie i ich rodziców.

Jak bardzo trzeba więc być zniewolonym i zakneblowanym, by milczeć, i za każdym razem kupować tani zarzut, że ujawniając fakty atakuje się Kościół?

Domagając się zmian, by respektować prawo kobiet do decydowania o swojej płodności, domagajmy się więc egzekwowania obowiązującego prawa. Aborcja, aby mogła być rzadka musi być legalna i bezpieczna. Jest niebezpieczna i częsta przede wszystkim dlatego, że władza nie wywiązuje się z Ustawy o planowaniu rodziny. Zdrowie dziewczynek i kobiet to zdrowie nie tylko fizyczne, także psychiczne; to stan fizycznego i psychicznego dobrostanu. Czas więc zadbać o przestrzeganie Ustawy o planowaniu rodziny. Pamiętajmy, kto kontroluje płodność człowieka, kontroluje jego życie; a jak zauważyła Michelle Obama: miarą społeczeństwa jest to, jak traktuje dziewczęta i kobiety.

———–

[1] Z orzeczenia: W teorii – stwierdza się w – Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży zapewnia kobietom szeroki zakres praw reprodukcyjnych między innymi pomoc medyczną, społeczną i prawną, łatwy dostęp do informacji i testów prenatalnych, metod planowania rodziny i ustnych środków antykoncepcyjnych oraz możliwość usunięcia ciąży. Niestety w praktyce polskie kobiety i dziewczyny napotykają znaczne bariery w poszukiwaniu dostępu do tych świadczeń. Problemy z dostępem do aborcji odzwierciedla rządowa statystyka: oficjalna liczba legalnych aborcji jest bardzo mała; w 2009 roku było to jedynie 538 zabiegów, w tym tylko 1 zabieg usunięcia ciąży powstałej w wyniku czynu zabronionego. Nie przeprowadzono żadnej pełniejszej analizy wyjaśniającej ten stan rzeczy. Zebrane przez rząd dane są wysoce niewiarygodne. Na podane liczby należy także spojrzeć z perspektywy policyjnych statystyk: w 2009 odnotowano 1.816 przypadków gwałtu. Wspomniano o „częstym” nadużywaniu klauzuli sumienia. Powołują się na nią indywidualni lekarze, niedopełniając obowiązku odesłania (refer) pacjentki do szpitala, w którym otrzyma świadczenie; korzystają z niej także całe zakłady opieki zdrowotnej, łącznie ze szpitalami publicznymi. Mimo powszechności takich naruszeń prawa, nie wdrożono żadnych efektywnych mechanizmów ich monitorowania. [http://www.incet.uj.edu.pl/dzialy.php?l=pl&p=31&i=3&m=27&n=1&z=0&kk=120&k=252; dostęp:16.10.2016]

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +70, liczba głosów: 76)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Monika Płatek

Monika Płatek, prof. dr hab. Uniwersytetu Warszawskiego. Prawniczka, wykładowczyni na Wydziale Prawa i Administracji UW i Gender Studies PAN. Członkini Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej. Z Medium Publicznym od jego początku.