„Partnerzy muszą uznać, że siebie potrzebują”- cz. I

 

„W czym tak naprawdę ta metoda może pomóc? Kiedy warto się nią zainteresować? Czy wtedy, kiedy jest się już w głębokiej depresji? Czy wtedy, gdy nie udają się związki? Czy wtedy, kiedy choruje ciało? Czy wtedy, kiedy nie mamy pieniędzy? Kiedy zwrócić głowę w Waszą stronę?”- rozmowa Joanny Koniecznej (dziennikarka, trenerka, coach rozwoju osobistego z ponad 20-letnim doświadczeniem) z Aliną Hryniewicz – Hasior oraz Martinem Walczakiem o Ustawieniach Hellingerowskich.

Joanna Konieczna: Co to są te tajemniczo brzmiące Ustawienia Hellingerowskie?

Martin Walczak: Najogólniej mówiąc jest to filozofia i metoda pracy stworzona przez niemieckiego terapeutę i myśliciela, Berta Hellingera.

Martin Walczak- dyrektor i twórca CEDRu. Trener, wykładowca i terapeuta. Urodzony w 1970 roku. Posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie rozwijania umiejętności psychologicznych i terapii. Od 2001 roku prowadzi psychoterapię indywidualną, a od 2006 zajmuje się ustawieniami systemowymi. Prowadzi również szkolenia umiejętności miękkich dla edukacji i biznesu. Zajmuje się efektywnymi metodami uczenia, kreatywności oraz rozwijania potencjału umysłu prowadząc szkolenia wedle autorskiego programu. Obecnie m.in. członek Polskiego Stowarzyszenia Ustawień Systemowych (PTUS) oraz Stowarzyszenia Coachów Polskich (SCP).

JK: A gdybyś mógł doprecyzować, jest to metoda jakiej pracy? Terapeutycznej, psychologicznej?

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

MW: Terapeutycznej, osobistej i rozwojowej, która jest ukierunkowana przede wszystkim na pracę z systemem rodziny. Może być również z powodzeniem wykorzystywana w innych systemach, takich jak organizacje, firmy. Mówimy wówczas o ustawieniach organizacyjnych. Cała historia tej metody ma początek w Afryce…

Alina Hryniewicz- Hasior: Tak. Hellinger przez 25 lat był zakonnikiem, z tego 16 lat spędził w RPA na katolickiej misji u Zulusów. Tam przyglądał się temu, jak miejscowe plemiona żyją. Zauważył, że ci ludzie, w odróżnieniu do europejczyków, są w bardzo dobrej kondycji psychicznej – zdecydowanie mniej jest wśród nich chorób psychicznych, nie mają depresji, schizofrenii, nikt się nie zabija, relacje międzyludzkie są bardziej zgodne niż w społeczeństwach zachodnich. A ponieważ Bert Hellinger jest człowiekiem obdarzonym niezwykłym darem obserwacji, to zaczął się temu z zainteresowaniem przyglądać.

Alina Hryniewicz- Hasiorpsychoterapeutka z wieloletnim doświadczeniem w pracy terapeutycznej. Pracuje z dorosłymi, parami i rodzinami, łącząc psychoterapię z podejściem systemowym i ustawieniami hellingerowskimi. Prowadzi również warsztaty i szkolenia rozwojowe. W zawodzie psychoterapeuty pracuje od 2004 roku. Ustawieniami systemowymi zajmuje się od 2006 roku. Od 23 lat nieustannie się szkoli i rozwija. W Warszawie od 7 lat prowadzi Pracownię Psychoterapii i Rpzwoju Osobistego SEDNO www.psychoterapia-sedno.pl

 

 

JK: A może nie było tam diagnostów, którzy byliby w stanie stwierdzić takie zaburzenia?

AHH: Nie, to nie jest kwestia braku diagnozy. Te społeczeństwa, żyjące w bardzo prostych i często trudnych warunkach, naprawdę żyją szczęśliwiej i harmonijniej niż bogaty świat zachodni. I to Hellingera urzekło i to zastanowiło. Zaczął poszukiwać źródeł tych różnic. Jednym z nich był stosunek żyjących rodziców i do zmarłych. Hellinger zaobserwował, że rodzice, starsi, starszyzna plemienna darzeni są ogromnym szacunkiem. Zobaczył też niezwykle silną więź między żyjącymi i zmarłymi. Związek ze zmarłymi jest tam tak kultywowany, że ci zmarli dalej są ważną częścią społeczności plemiennej, są szanowani. Żyjący mają z nimi kontakt poprzez różne rytuały, czują ich obecność, wzywają do uzdrowień czy pytają o rady.

To co nas charakteryzuje, nas czyli kulturę zachodnią, to jakaś forma odcięcia się od zmarłych. Ponieważ śmierć doświadczamy jako koniec, to rodzi to ból, i żeby tego bólu nie czuć, łatwiej jest nam „zapomnieć”. Te dwa światy bardzo rzadko spotykają się ze sobą. 

MW: W naszej kulturze traktujemy śmierć jako tabu, a zmarli są jej elementem. Tymczasem śmierć, ale również jak się okazuje zmarli, są częścią życia.

Bert Hellinger httpsuploadwikimediaorgwikipediacommonsdd
Bert Hellinger – niemiecki psychoterapeuta, twórca metody ustawień rodzinnych,

JK: Ale czy my nie kultywujemy żałoby, nie pamiętamy?

MW: Pamięć o swoich przodkach, realizowana chociażby poprzez chodzenie na groby i zapalanie świeczek jest potrzebna i niesłychanie ważna. Ale tu chodzi o jeszcze coś innego. Hellinger zauważył, że Zulusi, podobnie jak my, kultywują swych zmarłych, natomiast traktują swych przodków jako realną siłę, która daje im wsparcie. Ci, którzy odeszli, są niejako stale obecni w ich codziennym życiu. To jest główna różnica. Jak Hellinger mówi: „Bez korzeni nie ma skrzydeł”.

JK: To jest bardzo ciekawe. Jeśli na przykład, ktoś z nas miał fajnego dziadka, i znał tego dziadka, to myślicie, że on nie czerpie siły z tej relacji?

MW: Być może czerpie. I okazuje się, że może też czerpać, niezależnie od tego, czy go znał, czy nie znał. Nasi przodkowie, mimo że odeszli, mają na nas realny wpływ.

AHH: I temu właśnie przyglądał się Hellinger. A gdy zdecydował się opuścić stan zakonny i wrócił do Europy, to zaczął studiować i zgłębiać różne nurty psychoterapeutyczne, przez wiele lat szkolił się u Janova. Zgłębiał także inne kierunki, między innymi analizę transakcyjną Erica Berne’a, czy Programowanie Neurolingwistyczne, które opiera się na założeniu, że postępowaniem człowieka kierują tak zwane skrypty, które można odkryć podczas terapii, świadomie je zmieniać i się nimi posługiwać. Wkrótce odkrył, że skrypty nie tylko są efektem naszych doświadczeń, ale mogą być też dziedzictwem przodków. Ostatnią ważną inspiracją Hellingera były coraz popularniejsze w latach siedemdziesiątych warsztaty terapii rodzin. To właśnie pod ich wpływem  i pod wpływem pracy Virginii Satir zdecydował, że jego powołaniem jest praca z rodzinami.
Wszystkie te nurty stanowiły dla Hellingera inspirację, ale wypracował on własną, pod wieloma względami rewolucyjną metodę, zwaną „terapią ustawień rodzin”, lub „ultrakrótką terapią rodzin”. Terapia, która opiera się na podstawowych porządkach rządzących systemem rodziny, tak zwanych „porządkami miłości”. Jeśli porządki te są przestrzegane, gwarantują człowiekowi, gdziegolwiek żyjącemu, harmonijne, zdrowe i spełnione życie.

MW: Inaczej rzecz ujmując, badał strukturę systemu rodzinnego. Dziś często więc podejście to nazwa się również „ustawieniami systemowymi”. Hellinger odkrył, że struktura systemu rodzinnego ma bardzo duży wpływ na życie obecnych i przyszłych pokoleń. I czasami w tej strukturze występują pewne zaburzenia, blokady czy nieuporządkowania. Postawił sobie pytanie: jakie podstawowe zasady rządzą tą strukturą? W jakich kierunkach zachodzą procesy kierujące życiem a nawet losem rodzin? Co sprzyja harmonii i spełnieniu, a co je blokuje?

PORZĄDKI MIŁOŚCI

JK: Czym więc są te stworzone przez Hellingera porządki?

MW: O nie, on tych porządków nie stworzył. Jedynie odkrył i opisał. Jest wiele porządków systemowych, a najważniejsze są trzy. Pierwszym jest zasada przynależności, która mówi otym, że każda osoba z systemu ma prawo do niego przynależeć, ma w nim swoje miejsce. Jeżeli ktoś zostanie wykluczony, pozbawiony prawa do przynależności – rodzi to, tzw. „uwikłania systemowe”.

AHH: Jednym właśnie z tych największych odkryć Berta Hellingera jest dostrzeżenie takiego porządku, który mówi o tym, że w systemie nic nie może zostać zgubione czy zapomniane. Podobnie jak w prawie fizyki o zachowaniu energii lub powiedzeniu „w przyrodzie nic nie ginie”. Kiedy na przykład ktoś w rodzinie zostaje wykluczony, albo jest zapomniany, albo to jest tzw. „czarna owca”, wtedy system, albo jak mówi Hellinger „dusza rodziny” upomina się o tę osobę. Upomina się w taki sposób, że najczęściej ktoś z następnych pokoleń przejmie na siebie los tej wykluczonej i będzie go niósł – nieświadomie się z nim identyfikując.

JK: Kto może być wykluczony?

AHH: Często chodzi tu o dzieci. Dzieci oddane do adopcji, porzucone, wcześnie zmarłe lub pochodzące z ciąży przerwanej i nie pamiętane. Z drugiej strony osoby wydziedziczone, zapomniane, wypędzone lub nieuszanowane.

MW: Uwikłania systemowe dotyczą najczęściej tego, co w historii rodziny jest trudne… Jeśli coś niesie ból, cierpienie, wstyd, poczucie winy – często odruchowo chcemy to wyprzeć, zapomnieć, wykluczyć. Umniejszyć temu, co powoduje te uczucia. Wydaje się nam, że tak będzie lepiej. Ale właśnie to wykluczenie, pozbawienie prawa przynależności do rodziny i jej historii – powoduje uwikłanie. Bowiem system rodziny działa tak, że to, co wykluczone będzie reprezentowane przez kogoś innego. Ktoś, kto jest uwikłany, działa w służbie tego, który został wykluczony.

Przypomina mi się pewna praca… Pracowałem z parą, która miała problemy ze swoim synem. Miał ADHD. Jego nadpobudliwość nie pozwalała mu się uczyć i powodowała trudności w zachowaniu. Został wyrzucony z dwóch szkół, teraz to samo groziło mu w trzeciej.

Kiedy zaczęliśmy pracować, okazało się, że starszy brat przyrodni dziadka ze strony ojca był opóźniony w rozwoju. Dodatkowo – nieślubny. Rodzina, pochodząca z małego miasteczka, wstydziła się go. Mało kto o nim wspominał, mało kto pamiętał. W ustawieniu nikt z reprezentantów rodziny nie patrzył w jego kierunku. Nikt prócz jednej osoby. Kto patrzył? Oczywiście chłopiec. Bert Hellinger powiedział kiedyś, że trudne dzieci kochają najbardziej. Zachowanie chłopca sprawiało dużo kłopotów, lecz jego najgłębszą intencją było uhonorowanie poprzez nadpobudliwość tego, który został odrzucony.

JK: A czy wiadomo, kto konkretnie w rodzinie przejmie identyfikację z wykluczonym?

MW: Nigdy do końca tego nie wiadomo. Czemu tak, a nie inaczej – nie wiadomo. Po prostu tak się dzieje. O tym, kto jest uwikłany w czyi los możemy się dowiedzieć robiąc ustawienie.

JK: Jeśli już wiemy, kto przejął identyfikację, co wtedy możemy zrobić?

AHH:Porządek w systemie można przywrócić w taki sposób, że ci, których wykluczono, zostaną na nowo zobaczeni, uszanowani i uczczeni. Jest to proces, który odbywa się w naszym wnętrzu, w sercu. Czasami mogą temu towarzyszyć zewnętrzne działania i rytuały.

JK: Jakie są pozostałe porządki?

AHH: Drugim porządkiem jest hierarchia. W każdym systemie (rodzinie, grupie, firmie itd.) istnieje hierarchiczny porządek. Starsi członkowie systemu mają pierwszeństwo przed młodszymi. Miejsce wcześniejszych nie może być zajmowane lub nieszanowane przez tych, którzy dołączyli później (starsze rodzeństwo ma pierwszeństwo przed młodszym, a rodzice przed dziećmi, starsi pracownicy przed nowo przybyłymi). Kiedy ci drudzy wynoszą się ponad tych pierwszych, płacą za to cenę niepowodzenia lub cierpienia.

MW:Natomiast między samymi systemami, hierarchia jest nieco inna. System aktualny ma pierwszeństwo przed tym który go poprzedzał. Obecny związek ma pierwszeństwo przed poprzednim. Obecna partnerka czy partner przed byłym – co jest logiczne. Lecz były – musi zostać uszanowany, inaczej może dojść do wykluczenia.

AHH: Równocześnie system aktualny ma pierwszeństwo przed systemem pierwotnym, czyli nowy związek z partnerem – przed więzią z rodzicami. Naturalnie jesteśmy zawsze związani z naszymi rodzicami, jednak żeby stworzyć rozwijający się związek z kobietą mężczyzna musi powiedzieć swojej matce: „Moja żona ma teraz pierwszeństwo. Pozostaję z Tobą związany w miłości, ale jestem z moją żoną i moimi dziećmi”.

MW: Naruszenie  hierarchii, czyli  usiłowanie zajęcia wyższej pozycji niż nam przypisana w systemie, nazywamy uzurpacją.

JK: Przykłady?

MW: Najlepiej widać to w relacji rodzice – dzieci. Często dzieci mają tyle trudnych uczuć w stosunku do rodziców, że czują się od nich lepsi.  Z drugiej strony, dzieci, niekiedy z miłości,  chcą nieść coś za swoich rodziców:  cierpienie, odpowiedzialność, winę, chorobę. Mimo że jest to ruch miłości, czują się w ten sposób  uprzywilejowane robiąc coś za swoich rodziców.  To też jest uzurpacja.

Ustawienia pokazują wyraźnie, że ci, którzy wywyższają się nad swoich rodziców – paradoksalnie tracą siły i w relacjach do świata pozostają niedorośli. Ci zaś, którzy zgadzają się na swych rodziców, uznają ich jako większych od siebie,  w relacji ze światem stają się dorośli. Nie ma od tego wyjątków. Ustawienia przywracają na nowo sens czwartego przykazania: „szanuj ojca i matkę swoją”. Hierarchia, może dotyczyć również rodzeństwa. Wszyscy są ważni, ale pierwsze dziecko jest pierwsze, drugie jest drugie etc. Czasami młodsze ma pokusę zająć miejsce któregoś wyżej – jednakże, paradoksalnie, najwięcej siły zyska na swoim , niższym miejscu . Nienależne miejsce wyższe spowoduje rozchwianie.

JK: A trzeci porządek?

AHH : Wyrównanie, czyli równowaga między dawaniem i braniem. W relacjach istnieje potrzeba wyrównywania tego, co biorą i dają sobie wzajemnie obie strony. Relacja może przetrwać tylko wtedy, gdy nie ma znaczącej dysproporcji pomiędzy partnerami w przyjmowaniu i dawaniu. I dotyczy to zarówno rzeczy dobrych, jak i złych.

W związkach partnerskich siła relacji zależy od ogólnej sumy dawanych i branych wartości. Jak wiadomo mały obrót przynosi mały zysk. Im większy jest obrót, tym mocniejsza relacja. Należy też pamiętać, że im większy obrót w relacji  tym bardziej zostajemy związani. Jeśli ktoś chce wolności, nie może zbyt wiele dawać i brać.

JK: Wyrównanie w dobrym ok. Ale co to znaczy wyrównanie w złym?

AHH: Relacja pozytywnie się rozwija, gdy za dobro odpłacamy nieco większym dobrem, a za zło, nieco mniejszym złem. Gdy ktoś wyrządzi mi krzywdę, a ja odpłacę mu dokładnie tym samym, albo większym złem – to w związku eskaluje się to, co trudne. Jeśli natomiast wyrządzę mu trochę mniejszą szkodę, to stanie się zadość nie tylko sprawiedliwości, ale i miłości. Czasem trzeba być dla kogoś złym, aby ratować związek. Można być na kogoś złym z miłością.

MW: Inna sprawa, że odpłacenie dobrem za wyrządzone zło również do niczego nie prowadzi.

Na przykład jeden z partnerów w jakiś sposób skrzywdził drugiego, a ten drugi wspaniałomyślnie mu wybaczył, rodzi to znaczącą dysproporcję w relacji. Skrzywdzony staje wtedy wyżej, jest „bardziej niewinny” i czuje się lepszy od swego partnera. Temu pierwszemu trudno to wytrzymać, nie może zadośćuczynić więc nie ma szans na odzyskanie równorzędnej pozycji. Jeśli takie sytuacje się powtarzają, to partnerzy nieświadomie coraz bardziej odsuwają się od siebie – w takich wypadkach związek może tego nie wytrzymać i prędzej czy później się zakończyć.

AHH: Ten, kto daje, czuje się niewinny, wolny, uprawniony do żądań i lepszy, ten który bierze – winny, zobowiązany i gorszy. Więc łatwe i szybkie udzielanie przebaczenia, nie rozwiązuje problemu, lecz go omija.

Strona poszkodowana ma nie tylko prawo do wyrównania strat i ukarania sprawcy, ale ma również obowiązek tego żądać. Jest to podstawa rzeczywistego, dobrego pojednania.

JK: Co jI love this street photography. Black and white street photography, abstract photography.eszcze jest ważne w wyrównaniu?

MW: Partnerzy muszą uznać, że siebie potrzebują. Wtedy wymiana jest niezakłócona. I dotyczy to wszystkich związków. Na przykład w biznesie – kontrahenci potrzebują siebie nawzajem aby dawać i brać, klient potrzebuje usługodawcy, usługodawca potrzebuje klienta. Ten kto chce być samowystarczalny – staje się samotny. Problem pojawia się nie tylko wtedy, gdy ktoś nie chce dawać, ale również wtedy, gdy wzbrania się przed braniem.

JK: Żyjemy przecież w kulturze, w której dawanie jest gloryfikowane, branie zaś kojarzone negatywnie ze zobowiązaniem.

AHH: Niektórzy chętniej dają i nie pozwalają się obdarować.  Często postawę taką tłumaczy się jak najlepszymi intencjami i cieszy się ona dużym uznaniem w społeczeństwie.  To tak zwane osoby pomocne.

Relacja z taką osobą jest bardzo trudna, ponieważ jeśli ktoś chce tylko dawać, w pewien sposób się wywyższa. W związkach jest to bardzo ważne, by nie dawać więcej, niż jest się gotowym wziąć, i nie więcej niż druga strona jest w stanie oddać. Na przykład gdy bogata kobieta poślubia biednego mężczyznę, związek taki jest często skazany na niepowodzenie. Jeśli bowiem kobieta daje więcej, niż mężczyzna może jej dać ze swojej strony, to z czasem poczuje on złość. Zły robi się zawsze ten, kto nie może osiągnąć wyrównania.

Istnieje jeden typ relacji w której wyrównanie nie jest możliwe. Jest to relacja między rodzicami i dziećmi. Wynika to z tego, że rodzice i dzieci nie są sobie równi, systemowo rodzice są wyżej. Dzieci pozostają na zawsze dłużnikami rodziców i dlatego trudno im się od nich uwolnić.

JK: Nawet wtedy, gdy rodzice odeszli lub porzucili swe dzieci?

AHH: Nawet wtedy, gdyż przekazali im życie, a tego nie da się zwrócić. Niezaspokojona potrzeba wyrównania wzmacnia z jednej strony więź z rodzicami, z drugiej strony nasila jednak u dzieci tendencję do wyrwania się spod opieki rodziców, gdyż jeśli ktoś nie może dać tyle, co dostał, odchodzi.

MW: I między innymi to motywuje nas, aby w pewnym wieku opuścić rodziców i się usamodzielnić.

AHH: Z tej sytuacji jest jedno dobre wyjście: dzieci mogą przekazać dalej to, co otrzymały od rodziców, wychowując własne dzieci lub angażując się w pracę dla innych. Kto wykorzysta tę możliwość, może przyjąć wiele z tego, co rodzice mają mu do dania. Zasada ta znajduje zastosowanie również w innych sytuacjach, w których  wyrównanie poprzez zwrot i wymianę nie jest możliwe, możemy pozbyć się ciężaru winy i zobowiązania, przekazując dalej to, co otrzymaliśmy.

long exposure portraits source:unknown

METODA

JK: Powiedzcie, w czym tak naprawdę ta metoda może pomóc? Kiedy warto się nią zainteresować? Czy wtedy, kiedy jest się już w głębokiej depresji? Czy wtedy, gdy nie udają się związki? Czy wtedy, kiedy choruje ciało? Czy wtedy, kiedy nie mamy pieniędzy? Kiedy zwrócić głowę w Waszą stronę?

MW: We wszystkich tych przypadkach. Mogą to być tematy osobiste, relacyjne, rodzinne. Mogą być tematy zdrowotne. Mogą być to też sprawy  związane z decyzjami, finansami lub sprawami zawodowymi. Metoda jest uniwersalna – wszędzie tam, gdzie potrzebujemy rozpoznania, o co tak naprawdę chodzi i impulsu do dalszych zmian i rozwoju.

AHH: Ustawienia są przydatne również wtedy, kiedy czujemy, że w czymś utknęliśmy i nie potrafimy tego przekroczyć. Nie wiemy co, nie wiemy jak, a posiadane przez nas narzędzia radzenia sobie z problemem okazują się niewystarczające. Często bowiem takie utknięcie jest związane z uwikłaniem systemowym.

JK: A skąd mam wiedzieć jaki to temat? Na przykład związki z facetami mi się nie udają i co wtedy?

MW: Wtedy idziesz na ustawienia i mówisz, że twoim tematem są związki, które ci się nie udają.

JK: I już? Nie muszę wiedzieć lub mówić nic więcej?

AHH: Kiedyś w początkach tej metody, było takie przekonanie, że osoba która podejmuje się ustawienia, powinna poznać historię swojej rodziny: fakty, zdarzenia, relacje. I wielokrotnie to rzeczywiście pomaga. Bowiem niekiedy w ustawieniu pokazuje się jakiś nowy obraz, i kiedy klient zna historię swojej rodziny, łatwiej jest jemu i prowadzącemu zrozumieć co się dzieje. Więc tej wiedzy nigdy nie jest za dużo i jest ona przydatna, natomiast nie jest niezbędna. Czasem jest tak, że nie mamy dostępu do informacji rodzinnych. Czasem natykamy się na jakąś rodzinną tajemnicę – to należy uszanować i respektować. Możemy skutecznie pracować pomimo to.

MW: Zazwyczaj to wystarczy. Ważne jest coś innego. Aby ustawienie się udało, osoba musi pracować nad swoim realnym, nurtującym ją tematem czy kwestią. Motywacje związane z zaspokojeniem ciekawości – nie wystarczają.

JK: Nie da się oszukać?

M: Nie da się oszukać. Osoba wykonująca swoje ustawienie – wnosi energię konieczną do jej wykonania. Jeżeli jest tak, że wymyśliła sobie problem, albo robi to z ciekawości –wtedy ustawienie nie udaje się. Klient wraz z jego zgłoszeniem, intencją i skupieniem, jest kluczową osobą w całej pracy.

JK: A jeśli osoba zgłaszająca się na ustawienia pochodzi z rodziny zamkniętej, dysfunkcyjnej, w której prawda nie tylko jest zatajona, ale i przeinaczona, na przykład o molestowaniu dziecka. Taka osoba musi mieć bardzo spaczony obraz tego, co było. Czy jej także możecie pomóc?

MW: Jak najbardziej. Każdy klient patrzy na swą rodzinę, siebie czy problem przez „wewnętrzne okulary”, które są rodzajem mentalnego filtra. Każdy niesie swoje wyobrażenie tego, co było lub co jest. Jednakże ustawienie, pokazuje obraz rodziny niezależnie od wyobrażenia, które niesie ze sobą klient. Dlatego, gdy przedstawia swój temat, nie potrzebuje dużo mówić. Nie musimy tego wiedzieć. Często proszę osoby, z którymi pracuję, aby opisały swój problem jednym zdaniem. Krótkim, ale oddającym sens tego, z czym przychodzi.

JK: Ale jak możemy pracować, gdy mamy niewiele informacji?

MW: Informacji o systemie rodzinnym dostarczają nam reprezentanci w ustawieniu. Klient przedstawia jedynie temat, i kilka podstawowych informacji. To dziwna praca.

AHH: Nie mów, że to jest dziwna praca, bo ona jest wystarczająco dziwna by ją jeszcze dziwną nazywać (śmiech).

MW: Mam takie powiedzenie o sposobie tej pracy, że jest on sprzeczny ze zdroworozsądkowym myśleniem, ale całkowicie zgodny z doświadczeniem.

JK: Czyim?

MW: Moim. Ale też innych osób uczestniczących w ustawieniach.

JK: Jak wyglądają same ustawienia?

MW: Klient przedstawia swój temat. Następnie z grupy wybiera się reprezentantów wcielających się w role członków rodziny klienta lub innych ważnych postaci. Reprezentanci wychodzą na środek i zaczyna się ustawienie. Tu właśnie następuje owa dziwna, niesamowita rzecz, o której mówiłem przed chwilą: reprezentant postawiony symbolicznie na miejscu kogoś z rodziny klienta, ma takie same odczucia i skłonności, jak realna osoba którą reprezentuje.

JK: Pomimo że nie znają tych osób ani ich historii?

MW: Tak. Reprezentanci nie czerpią informacji o systemie z tego, co mówi klient, lecz z pola. Hellinger nazywa to „wiedzącym polem”. Efektowną ilustracją tego zjawiska może być sytuacja podczas jednego z moich ustawień, gdy reprezentant zaczął kuleć. Po ustawieniu okazało się, że osoba, którą reprezentował, również kulała. W innym ustawieniu reprezentantka mówiła, że ma odczucie, jakby była zamknięta w zimnej sali szpitalnej. Już po ustawieniu klientka powiedziała, że jej babcia, jako dziesięcioletnia dziewczynka, spędziła dwa miesiące w szpitalu, sama, bez rodziny. Ustawienia pokazują nam sedno rzeczy, to, co jest w danej sytuacji czy relacji w chwili obecnej najważniejsze, np. wprowadzamy do ustawienia rodziców klienta, nic o nich nie wiemy wcześniej, i na przykład ojciec patrzy się na matkę ze spokojem, ona zaś jest na niego zła i się odwraca. Klient widząc to mówi: tak, ich relacja dokładnie w ten sposób wyglądała. Można mnożyć takie mniej lub bardziej spektakularne sytuacje. Wykonując i obserwując tysiące ustawień jestem za każdym razem świadkiem zadziwiającej zgodności między tym, co pokazują ustawienia a realnymi historiami, do których się odnoszą. Zgodności tej na pewno nie można wytłumaczyć, jak to czasami zarzucają oponenci metody, ani przypadkiem, ani intuicją, ani hipnozą. Bert Hellinger wyjaśnia to poprzez działanie „wiedzącego pola”.

JK: Czyli to jest jakaś energia która jest związana z systemem.

AHH: Tak. My jednak tak naprawdę nie wiemy czym ona jest. Widzimy jednak jej działanie. Niektórzy próbują to wyjaśnić za pomocą teorii pola morfogenetycznego Ruperta Sheldrake’a, inni powołują się na dokonania fizyki kwantowej.

MW: Ale bez wątpienia dzisiejsza nauka nie wyjaśnia w sposób przekonujący i wyczerpujący tego zjawiska. Prawdę mówiąc, jest ono tak dalekie od głównego paradygmatu naukowego, że bardzo często zaprzecza się jego istnieniu. Osobiście wierzę, że wyjaśnienie naukowe znajdzie się, ale w przyszłości. Jednakże dzisiejsza nauka nie posiada żadnych narzędzi, aby skutecznie zbadać fenomen „wiedzącego pola”.

JK: A ludziom, którzy nie znają się na fizyce kwantowej czy teorii pala morfogenetycznego, do czego byście porównali to pole?

AHH: Jest to rodzaj energetycznej informacji dobrze odczytywanej przez nasze ciała, wpływającej na nasze nieświadome impulsy, odczucia.

MW: Tak naprawdę, pole to jest powszechne, wpływa na nas wszystkich. Nie tylko w ustawieniach. Każdy z nas ma, większy lub mniejszy dostęp do tego pola, jednakże zazwyczaj na nieświadomym poziomie. Intuicja, przeczucia, olśnienia, wyczuwanie atmosfery miejsc, zdarzeń i relacji – to wszystko mogą być przejawy działania tego pola. Ustawienia jedynie je wzmacniają. Pamiętam pewne niesamowite ustawienie. Jedna z uczestniczek przyjechała wtedy z dziesięcioletnim upośledzonym synem, który bawił się w pomieszczeniu obok. Nie słyszał tego, co działo się w sali, w której byliśmy. Osoba, która pracowała, zgłosiła temat: „Przychodzą mi dwa związane ze sobą zdania. Pod spodem wszystkiego, czego doświadczam jest smutek. I nie wiem, czy iść w kierunku ludzi, czy w kierunku, gdzie ich nie ma” Wtedy, chłopiec z tamtego pomieszczenia zaczął mówić przez płacz: „Jest mi smutno, chcę być sam”. Pomyślmy, jeśli system klienta oddziałuje tak mocno na reprezentantów, to jak silnie działa pole systemu rodzinnego na los i zachowania konkretnej osoby z nim związanej.

JK: Kojarzy mi się to trochę z podejściem Carla Gustawa Junga…

Znalezione obrazy dla zapytania jung
Carl Gustav Jung – szwajcarski psychiatra, psycholog, naukowiec, artysta malarz i gnostyk. Był jednym z twórców psychologii głębi, na bazie której stworzył własne koncepcje ujęte jako psychologia analityczna.

AHH: To jest bardzo zbieżne z tym, co opisywał Carl Gustaw Jung w koncepcji nieświadomości zbiorowej i synchroniczności. Hellinger zaczynał m.in. od psychoanalizy i od Junga. My mamy w nieświadomości swojej ogromną ilość informacji i nasze nieświadomości komunikują się ze sobą, tyle że nasze świadome umysły nie maja na ten temat zielonego pojęcia.

MW: Często podczas pracy, klient siedzi koło prowadzącego, a w ustawieniu jest jego reprezentant. I paradoksalnie w takich momentach, reprezentant mocniej i szybciej pokaże pewne rzeczy, niż klient. Dzieje się tak, gdyż ten ostatni patrzy na sytuację poprzez swoje mentalne filtry i mechanizmy obronne – które deformują postrzeganie rzeczywistości. Reprezentant tego nie ma. Pamiętam pewna pracę Hellingera. Zgłosiła się do niego para, mąż i żona. Mąż miał kochankę, wcześniej zdarzały mu się jeszcze inne zdrady. Hellinger ustawił trzech reprezentantów: żony, męża oraz kochanki. Reprezentantowi męża kazał stanąć najpierw koło żony, potem koło kochanki. Reprezentantce żony zadał pytanie: jak się czuje, kiedy mąż staje po stronie kochanki. Powiedziała „lepiej”. W ten sposób ustawienie pokazało pewną ukrytą dynamikę, która mogła zostać ujawniona właśnie dlatego, że reprezentanci nie mieli mechanizmów obronnych i uprzedzeń.

AHH: Czasami stosujemy tak zwane ustawienia zakryte, i to jest dopiero fenomen. Ponieważ okazuje się, że może być tak, że jedynie klient lub prowadzący wie, kto kogo reprezentuje, inni tego nie wiedzą. Klient sam swoją intencją nadaje tę rolę ale nie informuje o niej głośno. I okazuje się, że reprezentanci dobrze się w tych swoich rolach odnajdują, mimo że nie maja świadomości kogo, albo co reprezentują. Ten sposób pracy często wykorzystujemy w ustawieniach organizacyjnych lub biznesowych, kiedy nie chcemy sugerować reprezentantom żadnych zachowań ani postaw. I pokazuje się nam wtedy dynamika, która właściwie odzwierciedla sytuację tej firmy lub organizacji, choć reprezentanci nie mają świadomości kogo konkretnie reprezentują.

 

-KONIEC CZ. I- 

Więcej na: http://www.cedr.pl 

red. Ewelina Rubinstein
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 3)
Loading...
The following two tabs change content below.
mm

Ewelina Rubinstein

Ewelina Rubinstein-dziennikarka, autorka kilku książek. Jej teksty publikowane są na łamach wielu polskich i izraelskich czasopism.