Kobiety muszą mieć możliwość decydowania o sobie ZAWSZE. Także w ciąży.

Powiedzmy to wyraźnie: kobiety muszą mieć możliwość decydowania o sobie ZAWSZE. Nie tylko wtedy, gdy kobieta jest w ciąży zagrażającej zdrowiu, albo gdy jest w ciąży bo została zgwałcona przez pijanego wujka, albo wtedy, gdy nosi płód rozwijający się bez mózgu. ALE TAKŻE WTEDY, gdy po prostu czuje się źle z tą ciążą, gdy nie kocha partnera, nie czuje się kochana, gdy zaszła po zbyt ostrej imprezie, po pęknięciu gumy, po orgii z „autobusem Arabów”, albo po raz dziewiąty i ma zwyczajnie dosyć, bo czuje się zmęczona i chciałaby się zająć malowaniem. Na tym polega cud ciąży: została ona powierzona ludzkiej osobie, jednej ludzkiej osobie, a nie tej osobie i Kościołowi, czy straży pożarnej.

Albo traktujemy kobiety poważnie, jako ludzi i obywateli, albo jako robotnice w społecznej maszynerii rozrodu, które tracą podmiotowość gdy tylko wejdą w społecznie użyteczną funkcję.

I mówię to jako facet, którego kiedyś dziewczyna postanowiła olać będąc w ciąży, gdyż zwyczajnie nie wyobrażała sobie, że może z kimś takim jak ja wiązać przyszłość. Usunęła „naszą ciążę” nie oglądając się na to, jak bardzo ją kocham i co tam mam do powiedzenia, po czym odeszła do innego. Dziś mogę jej tylko przyznać rację, a wtedy, wbrew sobie, znalazłem jej lekarza i dałem na to pieniądze. Prawo aborcji jest też polem wolności kobiety od mężczyzny i jego toksycznych wynurzeń. Dzięki temu doświadczeniu wiem, że protesty mężczyzn biorą się przede wszystkim z ich własnych urażonych ambicji – po czasie jednak się okazuje, że to nie ich los się rozstrzygał. Wiem też, że opowieści o „tragedii kobiet, które potem męczą wyrzuty sumienia” płyną z indukowanych religijnych paranoi, których nie wolno nie doceniać, gdyż to one są źródłem prawdziwych tragedii. Należy je natomiast zwalczać. Kobieta, która może podjąć decyzję o usunięciu ciąży w środowisku przyjaznym i racjonalnym nie podlega żadnym wybujałym rozterkom i nie chodzi na Powązki składać kwiatki pod grobem nienarodzonych.

Jedyny kompromis jaki tu widzę, to zaawansowanie ciąży. Jeśli dziewczyna donosiła płód do szóstego miesiąca, kiedy medycyna może już takiego nowego człowieka odhodować w inkubatorze, to być może tak się powinno stać – w końcu pół roku zastanawiania się powinno wystarczyć. I to jest jedyne pole „kompromisu”, jakie widzę.

Kaja Godek natomiast jest przykładem ciekawym w tym sensie, że pokazuje nam naocznie, do czego prowadzi wpływ katolickich zabobonów i ostrych religijnych psychoz. Niestety wiele kobiet wpada w te sidła, gdyż od dziecka są wystawiane na działanie ciężkich męskich legendariów, stworzonych przez zakamuflowanych gejów oraz niedowartościowanych maminsynków, którzy potrzebują pomocy Boga w relacjach z kobietami, gdyż sami nie dają rady.

(Na zdjęciu ja, jako ginekolog w szpitalu ginekologicznym w Krakowie, dzięki uprzejmości mojego kolegi, wybitnego chirurga ginekologii onkologicznej)