Nie jesteś pedofilem? A skąd wiesz? O tym czy jesteś czy nie zdecyduje już niedługo minister Ziobro

 

Kodeks karny to zestaw zachowań niechcianych. Służy nie do tego, by rozpalać emocje zemsty, ale by przeciwdziałać przestępstwom. Ma zapobiegać. Seksualne wykorzystanie jest ohydne, szczególnie gdy jego ofiarą pada dziecko.

Minister Sprawiedliwości 23 grudnia 2015 roku przygotował projekt Ustawy o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym. Jej celem jest, jak sam mówi „utworzenie rejestru sprawców przestępstw na tle seksualnym (potocznie zwany „rejestrem pedofilów)” [Zobacz tu]. Ma się składać z dwóch oddzielnych baz danych, zwanych: ‘Rejestrem z dostępem ograniczonym’ i ‘Rejestrem publicznym’. Rejestr z dostępem ograniczonym jest dla organów ścigania, sądów, policji. Rejestr publiczny ma być w Internecie – dostępny dla każdego.

Wygląda nieźle? Nie! Wygląda źle,  groźnie, jest niebezpieczne, produkuje nieufność i co najgorsze zagraża dzieciom, że będą seksualnie wykorzystywane, a nie że będą chronione. Jeśli ktoś uważa, że się czepiam i gadam bez sensu niech spróbuje odpowiedzieć na wątpliwości jakie tu powstają?

Dlaczego rejestr ma być nazywany „potocznie rejestrem pedofilów”?

Przecież jest duże prawdopodobieństwo, że nie załapie się w nim ani jeden pedofil! Skoro ma dotyczyć sprawców przestępstw zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem popełnionych wobec dziecka poniżej lat 15, oraz wobec recydywistów którzy popełnili przestępstwo przeciwko wolności seksualnej wobec kogokolwiek? Gdzie pewność, że dotknie pedofili? tak się stać może, ale nie musi,

Kto to jest pedofil?

Nie ma definicji ustawowej, jest medyczna. To osoba, która ma preferencyjny (czyli wyłączny lub dominujący) pociąg seksualny do dziecka, które nie wykazuje cech dojrzałości płciowej. W uproszczeniu do małych dzieci, które  nie weszły jeszcze w okres dojrzewania płciowego (mutacja i owłosienie łonowe u chłopców; wzrost piersi, owłosienie łonowe u dziewcząt).

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Pedofil więc to ktoś, kto sięga po dzieci młodsze, które nie ukończyły 11-13 lat i nie interesują go dojrzałe fizycznie i psychicznie osoby. Tymczasem art. 200 k.k. kryminalizuje współżycie z dzieckiem poniżej lat 15. Większość więc skazanych z tego przepisu to nie pedofile; to osoby, które wykorzystują dzieci przed piętnastką; niekiedy są to niemal rówieśnicy (On zaczął 17, ona skończyła lat 14). I proszę mnie źle nie zrozumieć. Wykorzystanie dziecka, które nie ukończyło 15 lat do seksu jest przestępstwem; tyle, że ci, którzy najczęściej odpowiadają z tego artykułu to nie pedofile. Dlaczego więc Ministerstwo świadomie dezinformuje i proponuje taką właśnie nazwę?

Zastanówmy się, co czujemy, gdy słyszymy, że to „pedofil”?

Dłoń automatycznie zaciska się w pięść, sznuruje się szczęka, wstręt i oburzenie zalewa mózg, a niechęć, wściekłość i zaciętość prowadzą pięść, by zadać cios. Myślenie? Analizowanie? A o czym tu myśleć, gdy wyobraźnia podsuwa obrazy najohydniejsze i ścierpieć tego nie można? Czy trzeba wtedy cokolwiek uzasadniać, gdy nabuzowane emocje aż się proszą, by wykończyć łobuza? „Pedofil” jak wcześniej „bestia” zwalnia z myślenia? Sprawia, że jednym prychnięciem odrzucamy gadki jednej czy drugiej feministki. Zajęci wysyłaniem bandyty na pohybel gotowi jesteśmy skopać i genderystkę uznając, że skoro się sprzeciwia to znaczy, że broni pedofila.

Więc się Minister pewnie nie myli, że w tych okolicznościach mało kto zajrzy do projektu,  sprawdzi,  i zobaczy, że to wszystko się kupy nie trzyma.

Nowe rejestry? Aż dwa? Po co? Przecież istnieje już rejestr sprawców przestępstw.

W tym także ten, który dotyczy sprawców przestępstw seksualnych, w tym i tych, którzy są pedofilami. I tak go zrobiliśmy, że są w tym rejestrze od dawna. Po co więc tworzyć kolejny? Przecież wszyscy o których mowa w projekcie ustawy już mają do tego rejestru dostęp. Co więcej, sprawcy przestępstw z art. 200 k.k., których skazano na kare pozbawienia wolności są w takim rejestrze do końca życia. I przecież to sam Minister Ziobro zrobił w 2005 roku! (patrz art. 106a k.k.)?!

Minister uzasadnia ustawę wzrostem zagrożenia przestępstwami seksualnymi. Jednak statystyki, które sam przytacza temu przeczą. Mamy mniej a nie więcej takich przestępstw. To, co rośnie to być może wiedza na ich temat. To z kolei dzieje się z dzięki Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie.

Już teraz pracodawca ma obowiązek sprawdzić w rejestrze skazanych kogo zatrudnia do pracy z dziećmi – od przedszkolanki po palacza w przedszkolu. Cel więc, o którym Minister mówi od dawna jest spełniony. Nie trzeba nic nowego. Trzeba stosować to, co jest.

Już teraz też wypuszczany z więzienia sprawca przestępstw seksualnych jest pod nadzorem policji i o jego wyjściu informuje się pokrzywdzonych, także wtedy gdy wychodzi chociażby na przepustkę. I ta więc forma kontroli istnieje i jest wykorzystywana.

To nie koniec zadziwień, bo okazuje się, że – zgodnie z projektowaną Ustawą, do tego nagłaśnianego rejestru można trafić, lub nie. Nie będzie decydował czyn, a decyzja sądu czy wpisać, czy nie (art. 9 projektu Ustawy). Więc sądząc, że rejestr jest pełny zwiększamy niepewność i zmniejszamy bezpieczeństwo jeśli rejestr miałby go gwarantować.

Minister mówi jednak, że ta Ustawa jest  konieczna także dlatego, żeby wypełnić zobowiązania unijne i konwencyjne. Nie wypełnia jednak międzynarodowych zobowiązań. I Dyrektywa Unii 2011/93/UE w sprawie zwalczania niegodziwego traktowania w celach seksualnychKonwencja Rady Europy o ochronie dzieci przed seksualnym wykorzystywaniem i niegodziwym traktowaniem w celach seksualnych (Dz.U. z 5 maja 2015 poz. 609) jasno stwierdzają, że najskuteczniejszą ochroną dzieci przed pedofilami jest wiedza dostarczona dzieciom, także o tym że nikt nie ma prawa dotykać ich sfer intymnych, nikt nie ma prawa ich wykorzystywać.

Dyrektywa i Konwencja wyraźnie zobowiązują państwo do dostarczenia dzieciom wiedzy o tym jak się chronić przed złym dotykiem. Edukacja o złym dotyku, wiedza komu to zgłosić i u kogo bezpiecznie szukać pomocy skutecznie chronią dzieci przed seksualnym wykorzystaniem. Bo dziecko wie, i dorosły wie, że dziecko wie. I tym samym dorosły wie, że wmawianie dziecku, że musi dochować tajemnicy i że to dziecka wina, spełzną na niczym.

To przestępstwo ma najczęściej miejsce w domu rodzinnym, lub przyjaciół domu, w szkole, w salach treningowych, na obozach, w salach katechetycznych. O tych jednak z braku stosownej edukacji dzieci dowiadujemy się najtrudniej. Dużo rzadziej napastnikiem jest obcy z „krzaków”, dużo częściej jednak o takich właśnie przypadkach wiemy; są łatwiejsze, z racji braku więzi z dzieckiem,  do wykrycia.

Dziecka wiedza i wiedza dorosłych, że dziecko wie i powie, bo wie, że nie musi się wstydzić, i wie, że nawet jeśli lgnie to nie po to, by je seksualnie wykorzystać, ale po szacunek, skutecznie chroni dzieci. Politycy, którzy odmawiają dzieciom wiedzy o ochronie przed seksualnym wykorzystaniem, być może są zwykłymi ignorantami i nie chcą źle, ale niestety chronią i reprezentują w ten sposób interesy pedofili.

Tymczasem także pedofil ma prawo do tego, by powstrzymać się przed wykorzystaniem dziecka. Ktoś, kto odczuwa pociąg do małego dziecka ma prawo zgłosić się i otrzymać pomoc, zanim po nie sięgnie. To ważniejsze niż działanie po fakcie, gdy są już ofiary. Dlatego i Dyrektywa i Konwencja wymagają by istniały placówki, jednak nie w szpitalu psychiatrycznym, wolne od stygmatyzacji świadczące takim osobom stosowną pomoc medyczną i psychologiczną. Żeby zadziałało, musi zaistnieć. U nas wciąż tego brak. Zamiast, proponuje się rejestry i nazywa „spisami pedofilów”. Na dodatek powołuje się nieuczciwe doświadczenia innych krajów zatajając samosądy, pomyłki, samobójstwa i lincze, jak i to, że tam jak np. w Anglii funkcjonują pod kontrolą policji, której u nas w planowanej Ustawie brak.

Projekt Ustawy więc pod pozorem rejestru pedofilów projektuje listy proskrypcyjne. Maja oczerniać; mogą prowadzić do samosądów i linczów. Są bowiem informacją – na nas nie liczcie, chrońcie się sami. Zrobimy wam mapy i okolice gdzie czai się „potwór”. To może być wasz sąsiad, może być sąsiadka…bujajcie się z tym sami.

W kraju, w którym już sobie nie ufamy i patrzymy na siebie wilkiem funduje się nam dalsze rozbicie i podejrzliwość. Tym razem, że sąsiad, sąsiadka …trzeba na nich uważać, kto wie, czy to nie pedofil?

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +80, liczba głosów: 90)
Loading...

Chodzi więc w tym o zwykłą nieudolność? Czy jednak o dalsze gorączkowe rozszerzanie kontroli i rozbijanie wspólnoty choćby i kosztem bezpieczeństwa dzieci. Bo jedno jest pewne, od tych przepisów dzieciom lepiej nie będzie.

The following two tabs change content below.
mm

Monika Płatek

Monika Płatek, prof. dr hab. Uniwersytetu Warszawskiego. Prawniczka, wykładowczyni na Wydziale Prawa i Administracji UW i Gender Studies PAN. Członkini Polskiego Stowarzyszenia Edukacji Prawnej. Z Medium Publicznym od jego początku.