Słynny dziennikarz John Pilger o ISIS: Dopiero, gdy dostrzeżemy nasze zbrodnie wojenne, będziemy mogli coś pojąć.

W roku 1969 sekretarz stanu USA, poźniejszy laureat pokojowego Nobla – Henry Kissinger – zapowiedział amerykańską interwencję w Kambodży słowami: „bombardować wszystko, co się rusza”. Dziś inny laureat pokojowego Nobla, Barack Obama, prowadzi już siódmą wojnę ze światem islamu, a François Hollande zapowiada „bezlitosny” atak na zrujnowaną Syrię.

Gdy dziś z naszych zachodnich mediów płynie do nas zorganizowana kampania propagandy, histerii i kłamstw, niemal z nostalgią wspominamy mordercza szczerość Kissinger.

John Pilger, rocznik 39, jest jednym z najwybitniejszych niezależnych reportażystów wojennych. Autor wielu filmów dokumentalnych. Orędownik pokoju i działacz anty-wojenny. Pilger jest dwukrotnym laureatem brytyjskiego tytułu dziennikarza roku. Tekst z oryginału angielskiego tłumaczył  Jakub Kundzik. 

Jako świadek humanitarnych konsekwencji powietrznego barbarzyństwa, w tym rozerwanych na strzępy ofiar, których szczątki zwisały z drzew i pokrywały pola, nie jestem wcale zaskoczony typową ignorancją w stosunku do pamięci i historii. Znamiennym przykładem jest dojście do władzy Pol Pota i jego Czerwonych Khmerów, którzy mieli wiele wspólnego z dzisiejszym Państwem Islamskim w Iraku i Syrii (Daesz). Oba te ruchy, charakteryzujące się średniowieczną wręcz bezwzględnością. Oba zaczynały jako małe sekty. Oba są produktem apokalipsy zorganizowanej przez Amerykanów.

Kambodża

Na początku działalności Pol Pot miał „mniej niż 5 000 źle uzbrojonych partyzantów, niepewnych co do swojej strategii, taktyki, lojalności i przywódców”. Kiedy Nixon i Kissinger wysłali bombowce B-52 w ramach Operacji Menu, ten diabeł wcielony jak z najczarniejszych snów Zachodu nie mógł uwierzyć własnemu szczęściu: w latach 1969-71 Amerykanie zrzucili na wiejską Kambodżę ekwiwalent 5 bomb z Hiroshimy. Obracali w perzynę wioskę za wioską, a potem wracali, by bombardować gruzy i trupy. Z powietrza widać było gigantyczną kolię, utkaną z krwawych lejów po bombach. Groza była niewyobrażalna.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

Były wysokopostawiony członek Czerwonych Khmerów opisywał, jak ocaleni z jatki „błąkali się w milczeniu przez trzy-cztery dni. Przerażeni i ogłupiali ludzie gotowi byli uwierzyć we wszystko, co się im powie (…) To właśnie pozwoliło Czerwonym Khmerom pozyskać ludzi”.

Wkrótce wybuchła wojna domowa, która według szacunków Fińskiej Rządowej Komisji Dochodzeniowej pochłonęła 600 000 ofiar. Komisja określiła bombardowania jako „pierwszą fazę dekady ludobójstwa”. To, co zaczęli Nixon i Kissinger, dokończył beneficjent ich działań – Pol Pot. Pod ich bombami, Czerwoni Khmerzy wyrośli na budzącą grozę dwustutysięczną armię.

Irak

Historia Daesz jest bardzo podobna. Według większości udokumentowanych szacunków inwazja na Irak, przeprowadzona przez administrację Busha i Blaira, pochłonęła życie 700 000 ludzi w kraju, który nie miał żadnej historii dżihadu. Kurdowie uzyskali kilka politycznych i terytorialnych koncesji; szyici i sunnici, mimo pewnych klasowych i religijnych różnic, żyli w pokoju, a mieszane małżeństwa nie należały do rzadkości. Trzy lata przed inwazją bez strachu przejechałem Irak wzdłuż i wszerz. Po drodze spotkałem ludzi dumnych przede wszystkim z bycia Irakijczykami, spadkobiercami starożytnej cywilizacji, która w ich oczach trwała nieprzerwanie.

Bush i Blair obrócili to wszystko w perzynę. Irak jest dziś wylęgarnią dżihadystów. Al-Kaida – jak niegdyś Pol Pot – wykorzystała okazję, którą dostarczyła brutalna amerykańska operacja Szok i przerażenie oraz wojna domowa, która wybuchła potem. „Zbuntowana” Syria dawała jeszcze większe możliwości. Wiodąca przez Turcję, a stworzona przez CIA i państwa Zatoki Perskiej, siatka dostaw zaopatruje strony konfliktu w broń, środki transportu i pieniądze. Były brytyjski ambasador Oliver Miles pisze:

Rząd [Camerona] zdaje się podążać drogą Tony’ego Blaira, który ignorował zgodne oceny Biura Spraw Zagranicznych, MI5 i MI6, że nasza polityka bliskowschodnia, a szczególnie bliskowschodnie wojny, są podstawowym czynnikiem sprzyjającym rekrutacji brytyjskich muzułmanów do organizacji terrorystycznych.

Daesz jest dzieckiem decydentów w Waszyngtonie, Londynie i Paryżu, którzy działając na rzecz zniszczenia Iraku, Syrii i Libii, popełnili zbrodnie przeciw ludzkości na wielką skalę.

Daesz, jak wcześniej Pol Pot i Czerwoni Khmerzy, zrodziło się z zachodniego terroru państwowego, zorganizowanego przez skorumpowaną elitę imperialną, która nie liczy się z konsekwencjami działań podejmowanych w dużym oddaleniu – geograficznym i kulturowym. O jej winie nie wolno mówić w „naszych” społeczeństwach, a kto poważy się na krytykę jest piętnowany jako poplecznik terrorystów.

Powiedzmy to jednak wyraźnie: to wszystko są zbrodniarze.

Zaraz po I wojnie w Zatoce Perskiej, USA i Wielka Brytania przechwyciły Radę Bezpieczeństwa ONZ i wprowadziły karne „sankcje” na irackie społeczeństwo, zamykając je w getcie . Na ironię zakrawa fakt, że wzmocniło to władzę Saddama Husajna. To było jak średniowieczne oblężenie. Niemal wszystko, co potrzebne jest do działania nowoczesnego państwa, było – w międzynarodowym żargonie – „zablokowane”. Od chloru do oczyszczania wody, po ołówki szkolne, części do aparatów rentgenowskich, popularne środki przeciwbólowe i leki na nowe rodzaje raka, wywołane przez piaski, zanieczyszczone zubożonym uranem z pocisków, wystrzelonych na polach bitew.

W 1999 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, Departament Handlu i Przemysłu w Londynie ograniczył eksport szczepionek przeciw dyzenterii i żółtej febrze, przeznaczonych dla irackich dzieci. Kim Howells, parlamentarny podsekretarz stanu w rządzie Blaira, wyjaśnił, dlaczego. – Dziecięce szczepionki – mówił – można było wykorzystać do produkcji broni masowego rażenia. Rządowi brytyjskiemu mogła ujść taka obrzydliwość na sucho, gdyż media zmanipulowane przez Biuro Spraw Zagranicznych obwiniały o wszystko Saddama Husajna.

W ramach oszukańczego programu „humanitarnego” Ropa za żywność, przyznano po 100 dolarów na każdego Irakijczyka i Irakijkę na rok. Ta suma musiała pokryć całe wydatki na infrastrukturę i kluczowe usługi publiczne, takie jak energia i woda.

Wyobraź sobie – powiedział mi asystent sekretarza generalnego ONZ, Hans von Sponeck – te marne grosze wobec braku czystej wody i tego, że większości chorych nie stać na leczenie. Wyobraź sobie traumę przeżycia kolejnego dnia, a będziesz miał namiastkę tego koszmaru. Wcześniej nie chciałem używać słowa „ludobójstwo”, ale obecnie to nieuniknione.

Von Sponeck zniesmaczony zrezygnował ze stanowiska Koordynatora Humanitarnego ONZ dla Iraku. Jego poprzednik, Denis Halliday, równie ważny wyższy urzędnik ONZ, także zrezygnował. – Poinstruowano mnie – powiedział Halliday – abym prowadził politykę, która spełnia definicję ludobójstwa: celowego działania, które w praktyce zabiło ponad milion ludzi, dzieci i dorosłych.

Badanie, przeprowadzone przez UNICEF wykazało, że pomiędzy 1991 a 1998 r., w szczytowym okresie blokady, w Iraku doszło do 500 000 „dodatkowych” zgonów dzieci do piątego roku życia. Amerykański reporter telewizyjny przekazał te dane Madeleine Albright, ambasadorce USA przy ONZ, i spytał – Czy cel jest wart ceny? Albright odpowiedziała: – Myślimy, że cel jest tego wart.

W 2007 roku wyższy urzędnik brytyjski odpowiedzialny za sankcje, Carne Ross, znany jako „Mr. Irak”, powiedział przed komisją parlamentarną: [Amerykański i brytyjski rząd] praktycznie odmówiły całej populacji środków do życia.

Kiedy przeprowadzałem wywiad z Carnem Rossem trzy lata później, ogarniał go żal i skrucha – Jest mi wstyd – powiedział. Dziś jest rzadkim przykładem człowieka, mówiącego prawdę o tym, jak rządy kłamią i jak usłużne media grają kluczową rolę w rozsiewaniu i podtrzymywaniu tych kłamstw.

Karmiliśmy [dziennikarzy] faktoidami z ocenzurowanych [informacji] wywiadu albo odcięliśmy ich od informacji.

W 2013 roku w „Guardianie” pojawił się sztampowy nagłówek: W obliczu potworności ISIS musimy działać. Właśnie to „musimy działać” – to duch, który ożył; ostrzeżenie o wypartej świadomości, faktach, lekcjach, które odrobiliśmy; o tym, czego żałujemy lub się wstydzimy. Autorem artykułu był Peter Hain, były minister spraw zagranicznych, odpowiedzialny za Irak za czasów Blaira. W 1998 roku, kiedy Denis Halliday wyjawił rozmiary cierpienia w Iraku, za które rząd Blaira ponosił bezpośrednią odpowiedzialność, Haim oskarżył go w programie Newsnight w BBC o bycie „apologetą Saddama”. W roku 2003, Hain uzasadniał inwazję na Irak przy pomocy oczywistych kłamstw. Na następnej konwencji laburzystów zbył temat inwazji jako „marginalny”.

W swoim artykule Hain żądał „ataków z powietrza, dronów, sprzętu wojskowego i innego wsparcia” dla tych, którzy „stoją w obliczu ludobójstwa” w Iraku i Syrii. To przedłuży „imperatyw rozwiązania politycznego”.

Tak się złożyło, że w dniu, kiedy ukazał się artykuł Haina, Denis Halliday i Hans von Sponeck byli w Londynie i przyszli do mnie z wizytą. Nie zaszokowała ich mordercza hipokryzja polityka, ale utyskiwali na długotrwały niewytłumaczalny brak inteligentnej dyplomacji w celu wynegocjowania choćby pozornego zawieszenia broni. Na całym świecie, od Irlandii Północnej po Nepal, przeciwnicy wyzywający się od terrorystów i heretyków potrafili usiąść przy jednym stole. Czemu nie w Iraku i Syrii? Zamiast tego, mamy do czynienia z jałową mową-trawą Camerona, Hollanda, Obamy i ich „koalicji chętnych”, którzy zalecają wysłanie 30 000 żołnierzy, by stosować więcej przemocy w miejscu, gdzie nie zaschła jeszcze krew po poprzednich eskapadach. Zdają się ekscytować własną przemocą i głupotą tak bardzo, że chcą obalić jednego ze swoich potencjalnych cennych sojuszników – rząd syryjski.

To nic nowego, jak pokazuje poniższa anglo-amerykańska notatka wywiadowcza:

W celu umożliwienia działań sił wyzwoleńczych [sic] (…) muszą zostać przeprowadzone specjalne wysiłki w celu wyeliminowania pewnych kluczowych osób [i] by rozniecić wewnętrzne niepokoje w Syrii. CIA jest przygotowane, a SIS (MI6) podejmie próbę dokonania pomniejszego sabotażu i incydentalnych ataków z zaskoczenia [sic] w granicach Syrii, działając poprzez kontakty z osobami (…) konieczny stopień zastraszenia (…) [inscenizowane] starcia graniczne dostarczą pretekstu do interwencji (…) CIA i SIS powinny użyć (…) możliwości zarówno na polu psychologicznym, jak i w działaniu, aby zwiększyć napięcie.

Napisano to w 1957 roku, ale mogłoby być napisane wczoraj.

W imperialnym świecie nic w zasadzie się nie zmienia. W 2013 roku były francuski minister spraw zagranicznych, Roland Dumas, ujawnił, że „dwa lata przed Arabską Wiosną” powiedziano mu w Londynie, że planowana jest wojna w Syrii.

Powiem wam coś – powiedział w wywiadzie dla francuskiej telewizji LPC – byłem w Anglii dwa lata przed wojną w Syrii w całkiem innej sprawie. Spotkałem się z najwyższymi brytyjskimi oficjelami, którzy wyznali mi, że przygotowują coś w Syrii (…) Wielka Brytania organizowała inwazję rebeliantów na Syrię. Spytali mnie nawet, mimo, że nie byłem już ministrem spraw zagranicznych, czy nie chciałbym uczestniczyć. (…) Ta operacja zaczęła się dużo wcześniej. Była przygotowana, z góry ukartowana i zaplanowana.

Jedynymi skutecznymi przeciwnikami Daesz są stare koszmary Zachodu: Syria, Iran, Hezbollah i obecnie – Rosja. Przeszkodą jest Turcja, „sojusznik” i członek NATO, który konspirował z CIA, MI6 i średniowiecznymi satrapiami z Zatoki Perskiej, by skierować wsparcie dla syryjskich „rebeliantów”, w tym tych, którzy sami nazywają się teraz ISIS. Wsparcie Turcji w jej długotrwałych staraniach o dominację w regionie, polegające na obaleniu rządu Asada, daje przyzwolenie na wojnę konwencjonalną na dużą skalę i potworne rozczłonkowanie najbardziej zróżnicowanego etnicznie kraju na Bliskim Wschodzie.

Rozejm – jakkolwiek trudny do wynegocjowania i wprowadzenia w życie – jest jedynym sposobem wyjścia z tej sytuacji; w przeciwnym razie potworności z Paryża czy Bejrutu będą się powtarzać. Oprócz rozejmu, konieczne jest, by główni sprawcy i nadzorcy przemocy na Bliskim Wschodzie – Amerykanie i Europejczycy – „zderadykalizowali się” i zademonstrowali dobrą wolę wobec osamotnionych społeczności muzułmańskich wszędzie na świecie, w tym tych w swoich krajach.

Powinno się natychmiast zaprzestać wszelkich dostaw sprzętu wojskowego do Izraela i uznać Państwo Palestyńskie. Sprawa palestyńska jest najbardziej zaognioną raną w regionie i najczęstszym uzasadnieniem dla wzrostu ekstremizmu islamskiego. Osama bin Laden powiedział to wprost. Palestyna także daje nadzieję. Okaż sprawiedliwość Palestyńczykom, a zaczniesz zmieniać świat wokół nich.

Przeszło 40 lat temu bombardowania Kambodży przez Amerykanów dały początek strumieniowi cierpienia, z którego kraj nie podniósł się po dziś dzień. To samo odnosi się do zbrodni brytyjsko-amerykańskich w Iraku i NATO et consortes w Libii i Syrii.

Z bezbłędną precyzją czasową wydane zostało właśnie ostatnie samolubne tomiszcze Henrego Kissingera pod satyrycznym tytułem Porządek Światowy. W jednej z lizusowskich recenzji Kissinger opisywany jest jako „kluczowy twórca porządku światowego, który pozostał stabilny przez ćwierćwiecze”. Powiedz to ludziom w Kambodży, Wietnamie, Laosie, Timorze Wschodnim i wszystkim innym ofiarom tego „męża stanu”. Dopiero, kiedy uda „nam” się rozpoznać zbrodniarzy wojennych wśród nas samych i gdy przestaniemy zaprzeczać prawdzie przed samymi sobą, krew w końcu zacznie przysychać.


Główne zdjęcie artykułu pochodzi z oficjalnej strony Johna Pilgera

 

Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +248, liczba głosów: 294)
Loading...