Referendum w szkolnictwie – konieczność czy fanaberia PiS-u?

„Referendum to święte prawo obywatelskie”- pisze w swoim liście do prezydenta Andrzeja Dudy Paweł Kukiz. To reakcja lidera Kukiz’15 na słowa premier rządu Beaty Szydło, która powiedziała, że „wniosek referendalny ws. reformy edukacji wpłynął zbyt późno, a reforma została już wdrożona”.

Przypomnijmy, że wniosek o przeprowadzenie ogólnokrajowego referendum w sprawie reformy edukacji wpłynął do Sejmu w ubiegły czwartek. Wniosek podpisało ponad 900 tysięcy obywateli, a mimo to – jak mówi Paweł Kukiz –  „władza po raz kolejny lekceważy obywateli”.

– Zebrano prawie milion podpisów. Władza ma obowiązek umożliwienia obywatelom oceny (poprzez referendum) nurtującego ich problemu, o czym stanowi art.4 Konstytucji RP- mówi Paweł Kukiz. Dodaje również, że mimo że jest zwolennikiem likwidacji gimnazjów, to nie popiera ustawy referendalnej.

– Ustawa jest postbolszewicka- mówi wprost, a na swoim Facebooku pisze:

  1. „Aby rozpisać referendum trzeba zebrać 500 tys. podpisów;
  2. Że Sejm może, ale NIE MUSI (!!!) referendum rozpisać;
  3. Jeśli już Sejm rozpisze to, aby referendum zostało uznane za ważne, to udział w nim musi wziąć minimum 50% uprawnionych do głosowania (dajcie sobie – posłowie – takie obwarowanie przy wyborach parlamentarnych, to będziemy państwem bez Izby Ustawodawczej);
  4. Jeśli nawet uda nam się zebrać 500 tys podpisów, Sejm łaskawie rozpisze referendum, a do urn referendalnych przyjdzie nawet 99% Obywateli i WSZYSCY zagłosują PRZECIW jakiejś decyzji władzy to – UWAGA – wynik referendum ma dla Sejmu jedynie charakter POZNAWCZY i Sejm może NIE UZNAĆ woli Obywateli!!!
  5. Ktoś, kto ma czelność nazywać taki ustrój demokracją jest albo niedoukiem albo genetycznym matołem. I to tyle w temacie tego posta.
    Kończę, bo bluzgi i wiązanki cisną mi się na usta…”.

Dlaczego referendum nie będzie?

Na antenie TVP pani premier mówiła, że wniosek ws. referendum jest polityczny i nie można już zatrzymać reformy.

– (…) Jest już za późno. Wszystko to, co proponujemy w tej reformie, jest nastawione na to, by te dobre zmiany wprowadzić w szkole, by rodzice mogli być pewni, że ich dzieci są dobrze przygotowane, dobrze wykształcone, ale też mają dobrą opiekę, a nauczyciele,  żeby mieli poczucie tego, że wykonują zawód, który jest szanowany i w godnych warunkach mogą pracować – wyjaśniała premier Szydło. – To nie jest łatwe, ja sobie z tego zdają sprawę, ale myślę, że w tej chwili te zmiany, które już są wprowadzane, one przebiegają bardzo spokojnie – dodała. Beata Szydło podkreśliła również, że minister edukacji Anna Zalewska prowadziła szerokie konsultacje w tej sprawie, bo przez kilka miesięcy jeździła po Polsce, spotykała się z samorządowcami, pedagogami i rodzicami.

Wesprzyj Fundację Dziennikarską mediumpubliczne.pl

ZNP nie zgadza się z premier

Sławomir Broniarz, przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego (który był inicjatorem wniosku) odpowiada, że referendum jest niezbędne i że wcale nie jest za późno, aby je przeprowadzić.

– To jest zbyt ważna sprawa, by móc ją zbagatelizować. Apelujemy do marszałka Sejmu o to, żeby niezwłocznie, podczas najbliższego posiedzenia Sejmu, taka debata na temat referendum się odbyła (…). Uważamy, że na tak ważną sprawę jak referendum w kwestiach dotyczących pięciu milionów naszych obywateli nigdy nie jest za późno- powiedział w wywiadzie dla TVN 24.

Anna Zalewska, minister edukacji w radiowej Jedynce przyznała, że referendum mogłoby się odbyć, gdyby podpisy pod wnioskiem zaczęto zbierać znacznie wcześniej.

– Gdyby inicjatorzy referendum w sprawie reformy oświaty chcieli działać uczciwie, powinni zbierać podpisy przynajmniej pół roku temu, a nie na ostatnią chwilę – powiedziała minister.

Rząd szuka winnych?

Dariusz Chętkowski, nauczyciel, publicysta, znany z niekonwencjonalnych metod nauczania, pisze na swoim blogu:

„Do Anny Zalewskiej wreszcie dotarło, że reforma nie będzie przebiegać spokojnie. Czeka nas wielkie zamieszanie. Skoro tak, to trzeba znaleźć winnego. ZNP pasuje w sam raz do roli kozła ofiarnego. Jak coś nie pójdzie z reformą, zwali się winę na związkowców. Grzech pierwszy, nie wspierali reformy, grzech drugi, spiskowali z opozycją, grzech trzeci, namieszali z referendum. Jednym słowem, rząd chciał dobrze, ale wszystko spieprzyli ludzie z ZNP. Sroga kara ich nie minie”.

Kaczyński, Macierewicz i Kamiński popierali utworzenie gimnazjów

Gimnazja zostały wprowadzone w 1999 roku przez rząd AWS. „Gazeta.pl” przeanalizowała sejmowe protokoły i okazało się, że Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz oraz Mariusz Kamiński głosowali za przeprowadzeniem reformy oświaty, która zakładała ich utworzenie. Skąd więc taka zmiana w myśleniu PiS?

Według szacunków Związku Nauczycielstwa Polskiego, planowana przez PiS reforma może doprowadzić do likwidacji nawet 100 tysięcy nauczycielskich etatów. W rozmowie z „Newsweekiem” prof. Krzysztof Konarzewski, autor wielu projektów edukacyjnych, w tym reformy gimnazjalnej, powiedział, że projekt ustawy to: „koncepcja postępu przez regres, czyli coś logicznie i merytorycznie bezsensownego”.

– Kiedy tworzyliśmy gimnazja, były poważne powody, żeby to zrobić. Jednym z nich było zwiększenie szansy dla młodzieży ze wsi i małych miast na dobre wykształcenie. Innym to, żeby w jednej szkole nie uczyły się 7-latki i 14-latki. W takiej szkole bezpieczeństwo i praca wychowawcza kuleją – komentuje profesor. – Chciałbym znaleźć rzeczowy argument na to, że szkoła PRL-owska będzie lepsza niż szkoła, którą stworzyliśmy w III RP, ale takiego uzasadnienia nie ma.

Czy zmiany są potrzebne?

Reforma wejdzie w życiu od przyszłego roku szkolnego, do rozpoczęcia którego zostało zaledwie pięć miesięcy. Według rządowych założeń powróci ośmioletnia szkoła podstawowa, czteroletnie liceum oraz pięcioletnie technikum. Pytanie: czy zmiany w szkolnictwie są nam naprawdę potrzebne?

Marek Magierowski z Kancelarii Prezydenta RP, uważa, że tak.

– To jest ogromna odpowiedzialność, to jest jedna z największych, najbardziej znaczących reform w Polsce w ostatnich latach niewątpliwie, dotykająca właściwie całego społeczeństwa, więc trudna, nikt nie ukrywa, ale ważna, potrzebna i oczekiwana przez miliony Polaków. Dowodem były choćby wyniki wyborów i prezydenckich, i parlamentarnych, gdzie zarówno prezydent Duda, jak i premier Szydło, mówili bardzo wyraźnie o tym i to był jeden z głównych elementów programu i prezydenta Dudy, i PiS – mówi.

„Gimnazja nie są już siedzibą przemocy, a młodzież świetnie sobie radzi”- wynika z raportu Instytutu Badań Edukacyjnych. Czytamy w nim, m.in., że „w największym stopniu przemoc szkolna dotyczy uczniów szkół podstawowych, mniejsza jest jej skala w gimnazjach, a jeszcze mniejsza w szkołach ponadgimnazjalnych. Gimnazja przodują jedynie, jeśli chodzi o przemoc elektroniczną. Doznała jej co najmniej raz jedna czwarta gimnazjalistów, a wśród uczniów szkół podstawowych i szkół ponadgimnazjalnych – mniej niż jedna piąta”. Wydaje się więc, że reforma nie jest koniecznością, lecz rządową fanaberią. Stracą na niej nie politycy, ale przede wszystkim nauczyciele i samorządowe budżety.

„Przywrócenie ośmioklasowej podstawówki przełoży się na zmianę dochodów gmin i powiatów. Obecnie to głównie do gmin trafia subwencja na uczniów podstawówek i gimnazjów, a więc na dziewięć roczników. Do powiatów zaś ta, dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. A po reformie dostaną też część subwencji na dodatkową klasę szkoły średniej. Gminy więc stracą”- czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Czy będą zwolnienia nauczycieli?

Sławomir Broniarz z ZNP twierdzi, że zwolnień się nie uniknie.

– PiS zapewnia, że żaden nauczyciel nie straci pracy, ale nie da się nakazać dyrektorowi szkoły podstawowej, by zatrudniła zwalnianego nauczyciela gimnazjum. To bowiem on, a nie samorząd terytorialny jest pracodawcą – wyjaśnia.

ZNP obawia się też przepełnienia szkół podstawowych.

– Pełne szkoły to niższe koszty. Może to również oznaczać gorsze warunki dla dzieci, w tym naukę w systemie zmianowym – mówi Sławomir Broniarz.

Należy też pamiętać, że w Polsce funkcjonuje 791 niepublicznych gimnazjów.

– Dla większości z nich reforma będzie oznaczała rezygnację z działalności. Część może przetrwać, ale będą przepełnione – prognozuje Anna Nowacka-Devillard, współzałożycielka Polsko-Francuskiego Niepublicznego Gimnazjum „La Fontaine”. I dodaje, że polskiemu systemowi edukacji potrzebne jest dopracowanie, nie rewolucja.

PiS przekonuje, że obawy są bezpodstawne.

– Zwolnień nauczycieli nie będzie- przekonuje minister Zalewska.

Już na początku lutego na antenie RMF FM pani minister podkreślała, iż planowana reforma spowoduje wzrost liczby miejsc pracy dla pedagogów. – W szkole podstawowej, średnio jest 19 uczniów w klasie. W gimnazjum jest od 23 do 25. Prawo oświatowe mówi: przechodzimy tymi samymi klasami. Nikogo nie kumulujemy. Różnica, to właśnie dodatkowe oddziały, a jeżeli dodatkowe oddziały i dodatkowe klasy, to dodatkowe miejsca pracy – mówiła.

Choć wejście reformy w życie zbliża się wielkimi krokami, sami nauczyciele na razie pracy nie szukają. Prawdziwą skalę zwolnień poznamy najwcześniej na początku czerwca.

Jakie skutki będzie mieć reforma pod rządami Beaty Szydło? Tego nie wiadomo. Na razie pewne jest tylko to, że nasuwa się więcej pytań niż odpowiedzi…

red. Natalia Wilk-Sobczak
Chcesz napisać polemikę? Wyślij swój tekst na kontakt@mediumpubliczne.pl
Czy zgadzasz się z tezą artykułu? NieTak (Ocena: +1, liczba głosów: 1)
Loading...

The following two tabs change content below.
mm

Ewelina Rubinstein

Ewelina Rubinstein to prawniczka i dziennikarka, absolwentka studiów prawniczych w Warszawie. Obecnie mieszka i pracuje zarówno w Polsce, jak i w Izraelu. W 2014 roku zadebiutowała mini-powieścią pt.: "Nina, prawdziwa historia". W marcu 2016 roku w Jerozolimie ukazała się jej druga książka napisana w języku angielskim pt.: "Everything is possible". Jest autorką reportaży związanych z Bliskim Wschodem. Jej teksty publikowane są również na łamach czasopisma "Midrasz". W październiku ukazała się jej trzecia książka "Jerozolima. Miasto Boga". Od roku związana na stałe z Medium Publicznym.