Wesoły wyjazd integracyjny załogi Auschwitz.

Spójrzcie na te roześmiane zdjęcia z wyjazdu integracyjnego. Nic bardziej perwersyjnego już nie zobaczycie…

Rozbawione dziewczyny jedzące borówki, przystojne chłopaki w mundurach, grajek z akordeonem, wino i wspólne wieczorne śpiewanie. To załoga KL Auschwitz w 44 roku, kiedy obóz osiągnął pełnię swoich możliwości „produkcyjnych”…

Dziewczyny jedzą świeże borówki. Za chwilę pokażą ze smutkiem, że się skończyły. Tego samego dnia do Auschwitz dotarł duży transport Żydów z Węgier. 80% z nich od razu poszła do komór.

Nie wiem, czy można zobaczyć coś bardziej zadziwiającego, coś głębiej mrożącego krew, niż te foty. A jednocześnie trudno przestać patrzeć… te twarze, te roześmiane buzie… radosny rewers okrucieństwa… grupa najbardziej zwyrodniałych morderców i gwałcicieli… ludzie, którzy zorganizowali i prowadzili masowe mordowanie, stworzyli fabrykę ŚMIERCI. I mean, dude! A wśród nich doktor Mengele, ostatni komendant obozu Richard Baer, jego adiutant, esesmani, dziewczyny z administracji, HRu, komunikacji i logistyki… Wesoła grupa podczas krótkiej przerwy w obowiązkach, zwyczajni ludzie zażywający chwili relaksu, wesołe kulturalne towarzystwo przy winie… Można by ich pomylić z pilotami RAFu lub łączniczkami AK. Człowiek wpatruje się w te twarze i zaczyna wątpić… A może oni są niewinni? Może oni nie wiedzieli? Może to się odbywało jakoś poza nimi, może oni siedzieli w biurach… a może to się w ogóle nigdy nie stało? Przecież to niemożliwe, by ci ludzie palili dzieci w piecach….

Album został odnaleziony i skonfiskowany przez amerykańskiego oficera w zachodnich Niemczech w 1945 roku. Amerykanin wziął go jako trofeum wojenne nie zdając sobie sprawy, co jest na zdjęciach. Dopiero w 2006 roku ktoś z jego otoczenia zorientował się, że mogą przedstawiać wyjątkową wartość historyczną ze względu na podpis pod pierwszym zdjęciem w albumie: „z komendantem Baerem, Auschwitz 1.6.1944”.

Wesprzyj #Medium
Grupa esesmanów śpiewa wesoło. Wśród nich Mengele.
Od lewej: Richard Baer, Josef Mengele, Josef Kramer, Rudolf Höss oraz Anton Thumann. Trzech z nich zawiśnie.

I tak oto mamy ten figlarny album przed oczami… Na fotach bryluje trzydziestodwuletni Karl-Friedrich Höcker, adiutant ostatniego komendanta Richarda Baera. To ten z tą ładną roześmianą twarzą osoby może niezbyt inteligentnej, ale ciepłej, radosnej. Przed wojną był urzędnikiem bankowym, do czego wrócił zresztą po wojnie i krótkim pobycie w brytyjskim obozie jenieckim. Tata dwójki. Widać, że jest człowiekiem towarzyskim, krotochwilnym. Lubi dobre towarzystwo, bawi kobiety, jest ujmujący. Potrafi wprowadzić nastrój niezobowiązującego relaksu, z którego z przyjemnością korzysta też jego kumpel Joseph Mengele, a także Rudolf Höss. Höcker rozpoczął swoją „polską przygodę” w listopadzie 1939 roku w Gdańsku, gdzie wstąpił do oddziału SS, ale żołnierzem nigdy nie był. Skupił się na tym, do czego nadawał się najlepiej: do umilania czasu szefom, najchętniej obozów koncentracyjnych. Przed Auschwitz był na Majdanku, w obozie Arbeitsdorf i innych. Z niewoli brytyjskiej wykpił się fałszywymi papierami i wrócił do spokojnego życia w Lubece, gdzie umarł w 2000 roku, jako miły pan rok przed 90tymi urodzinami.

Myślę niestety, że doszukiwanie się jakichś ustrojowych wad, czy defektów w tych ludziach, jest drogą donikąd. Wydaje mi się, że aby zrozumieć to, co się tu dzieje, trzeba przyjąć, że to po prostu zwyczajni ludzie ze wspólnej firmy.

Karl-Friedrich Höcker.

Zdjęcia w oryginalnym albumie przywarły do kart tak mocno, że nie udało się ich odkleić.

Czy zastanawiał się przez te wszystkie lata, gdzie się podział jego album z Auschwitz z tymi wszystkimi fajnymi ludźmi? Czy utrzymywał kontakty z kumplami i kumpelkami ze starej ekipy (wyłączywszy tych, którzy zniknęli jak Mengele, czy zostali powieszeni jak Höss)? Czy wspominał stare dobre czasy w Auschwitz i wieczornego akordeonistę?

Karl-Friedrich Höcker ze swoim komendantem, Richardem Baerem

Po raz pierwszy postawiono go przed sądem dopiero w latach 60tych, a w 65tym dostał siedem lat, z których przesiedział pięć – mniej więcej tyle ile trwała okupacja w Polsce. Nie przyznał się do niczego. Jak twierdził: był tylko adiutantem, nikogo nie mordował, nikt za jego sprawą nie trafił do obozu, o niczym nie decydował, nikogo nie mógł uratować i w ogóle mało wiedział. A już na rampie w Auschwitz nie był nigdy. A ten dziwny zapach w powietrzu w Auschwitz? A no właśnie… źle to wpływalo na płuca, dlatego takie wyjazdy w naturę były konieczne. Dla zdrowotności.

I czy nie zmusza nas dziś Karl, by się zastanowić ponownie nad naturą zła w człowieku? Zło można czynić bezmyślnie, jak odkryła Hannah Arend po zapoznaniu się z postacią Adolfa Eichmana. Ale chyba trzeba to uzupełnić. Zło można czynić będąc dobrym, wesołym człowiekiem.

Karl-Friedrich Höcker z koleżanką podczas podróży autobusem na integracyjny wyjazd. Koleżanka z tyłu ma kwiatki we włosach…

 

Album znajduje się w US Memorial Museum w Nowym Yorku.